Urzędnicy chcą załatwić wiele problemów. Eksperci zaś wskazują, że choć część rozwiązań zasługuje na uznanie, niektóre mogą wywołać skutki przeciwne od oczekiwanych.
Reklama

Fotel prezesa

Obecnie o tym, kto wybiera prezesa zarządu spółdzielni mieszkaniowej, decyduje statut. W większości przypadków jest w nim zapisane, że decyzję podejmuje rada nadzorcza. Tym samym mieszkańcy nie mają realnego wpływu na to, kto kieruje bieżącymi sprawami spółdzielni. Jeśli są niezadowoleni z zarządu, powinni w ramach walnego zgromadzenia spółdzielców wymienić najpierw skład rady nadzorczej, a dopiero ona może zmienić menedżerów. Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii zdaje sobie sprawę, że to skomplikowana procedura, zniechęcająca przeciętnego mieszkańca do włączania się w życie spółdzielcze.
Wymyślono więc, by powierzyć decyzję o wyborze prezesa bezpośrednio walnemu zgromadzeniu, czyli samym członkom spółdzielni. Zarazem jest też plan, by wprowadzić kadencyjność, czyli dana osoba będzie wybierana maksymalnie na pięć lat. Jeśli się sprawdzi, ludzie będą mogli wybrać ją ponownie. Dziś w praktyce prezesa trzeba odwołać. A jak wielokrotnie zwracały uwagę organizacje zrzeszające spółdzielców, znacznie prościej byłoby kogoś kiepsko zarządzającego nie wybrać, niż go odwołać.
Radca prawny Łukasz Ozga, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga, ocenia ten pomysł bardzo pozytywnie. Bierze przy tym pod uwagę, że ludzie nie zechcą korzystać z nowego uprawnienia i nadal większość z nich nie będzie przychodzić na walne (frekwencja na nich rzadko przekracza 10 proc.).