Politykę kredytową łagodzi coraz więcej banków. Do niedawna atrakcyjny, dziesięcioprocentowy wkład własny był oferowany tylko przez dwa banki, dziś przez pięć. W ogóle w bankach jest wyraźne ożywienie pod względem udzielania kredytów. Jest wiele promocji, ale przede wszystkim wciąż mamy wyjątkowo niskie stopy procentowe. Z pewnością na politykę banków wpłynął fakt, że stopa bezrobocia nie jest aż tak wysoka, jak zakładano na początku pandemii, a także, że mieszkania się sprzedają, a kredyty hipoteczne są wciąż dobrze spłacane – mówi Agata Antosiewicz.

Reklama

Zamiast wynajmu wkład własny

Klientów decydujących się na własne mieszkanie nie brakuje wśród młodych ok. 30. roku życia, którzy bez ślubu decydują się na swoje wspólne, pierwsze mieszkanie. Pandemia pokazuje, że są to najczęściej pary, które wspólnie wynajmowały mieszkanie. Tak jak np. ostatni nasi klienci, którzy na wynajem wydali ponad 36 tys. zł, czyli tyle ile potrzebowaliby na wkład własny przy kredycie hipotecznym. Uświadomienie sobie tego faktu najczęściej wpływa na przyspieszenie decyzji o zakupie mieszkania. Kiedy brakuje na opłacenie wkładu własnego, z pomocą często przychodzą rodzice, a decyzje o ślubie i weselu są odkładane – wyjaśnia dyrektor Domu Kredytowego Victoria. To coraz częstszy scenariusz. Według danych GUS w 2020 r. zawarto 145 tys. małżeństw – o ponad 38 tys. mniej niż rok wcześniej.

Najpopularniejsze mieszkania

Z danych Domu Kredytowego Victoria wynika, że na kredyt bez ślubu i kupno pierwszego własnego mieszkania decydują się osoby młode, pracujące w mniejszych lub większych korporacjach. Zarabiają na ogół po ok. 3 tys. zł netto. Średnia wysokość kredytu, na który się decydują, wynosi ok. 350 tys. zł.

Według banków, kredyt dla pary bez ślubu to takie samo zobowiązanie jak dla małżeństwa. Wszystko jest bardzo proste, gdy w procedurze udzielania kredytu bank wymaga tylko zaświadczenia o wspólnym prowadzeniu gospodarstwa.

Trochę trudniej jest, gdy para jest traktowana jako dwie osoby prowadzące osobne gospodarstwa domowe. W takim przypadku wymagana jest nieco wyższa zdolność kredytowa niż w przypadku małżeństwa – tłumaczy Agata Antosiewicz. Na ogół, jednak gdy już kredyt zostanie przyznany, para, podobnie jak małżeństwo, solidarnie odpowiada za jego spłatę. Nawet jeśli nie dojdzie do ślubu, to mieszkanie – oraz zobowiązania – i tak pozostaje wspólną własnością osób w stopniu takim, jak przewidują to ustalone udziały, najczęściej po 50 proc. W przypadku, gdy para się rozstanie to, albo spłacają raty oboje, albo jedno z nich przepisuje na siebie własność i przejmuje obowiązek spłaty kredytu, albo oboje sprzedają nieruchomość i pokrywają zobowiązanie kredytowe.