Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments przypomina, że mieszkania w Polsce drożeją już od 2014 roku, a jak wynika z danych Eurostatu, w tym czasie stawki za metr wzrosły o 38 proc.
- zwraca uwagę Turek.
HRE dla wszystkich państw policzył, o ile wzrosły ceny mieszkań od tzw. dołka. Dla każdego kraju określono moment, w którym rozpoczął się okres wzrostów cen trwający do dziś. W większości przypadków "bazą" były lata 2013-2014. Działo się tak w krajach, w których kryzys, symbolicznie rozpoczęty upadkiem banku Lehman Brothers (wrzesień 2008 r.), doprowadził do korekty cen mieszkań trwającej kilka lat. W tym gronie znajdziemy m.in. Hiszpanię, Rumunię, Polskę, Słowenię, Bułgarię czy Czechy.
Według Turka, nie wszędzie jednak scenariusz był taki jak w Polsce, ponieważ w całkiem licznej grupie państw kryzysowe perturbacje trwały bardzo krótko. Przykładem mogą być: Belgia, Niemcy, Austria, Francja, Luksemburg czy Szwecja.
- twierdzi Turek.
Jego zdaniem jest jeszcze jedna miara, którą warto wziąć pod uwagę - wynagrodzenia. Wyjaśnia on, że chodzi o to, że bezwzględnie lepszym fundamentem dla wzrostów cen mieszkań są szybko rosnące pensje.
- wskazuje analityk.
Dodaje on, że w Europie mamy ponadto całkiem liczną grupę państw, w których ceny rosły około dwa razy szybciej niż wynagrodzenia. W tym gronie znajdziemy osiem krajów - m.in. Czechy, Węgry, Niemcy, czy Szwecję.
- podsumowuje Turek.