Po zawieszeniu działalności SK Banku w kłopocie znaleźli się mieszkańcy 13 lokali na podwarszawskim osiedlu Żółte Tulipany. Inwestycja jest zakończona, a lokatorzy, którzy zapłacili za mieszkania i są w nich zameldowani, wciąż nie mogą zostać ich pełnoprawnymi właścicielami.
- informuje DGP przedstawiciel mieszkańców.
Dodaje, że z informacji, które dostali od dewelopera - firmy Dolcan Plus - wynika, że była to utworzona przez niego spółka celowa. Same lokale kupowali od firmy Kordon - także spółki celowej Dolcanu, który swoją nazwą firmował inwestycję. Deweloper wcześniej zobowiązał się, że własność zostanie przeniesiona na kupujących bez obciążeń po wpłaceniu całości ceny. Miało się to stać najpóźniej do połowy 2015 r. - wskazuje rozmówca DGP.
Jednak Dolcan nie wystąpił do SK Banku w obiecanym terminie o zgodę na bezobciążeniowe wyodrębnienie lokali, a jego klienci przeoczyli wprowadzenie latem zarządu komisarycznego w SK Banku. Sprawy skomplikowały się po zawieszeniu w listopadzie działalności banku. Kiedy 27 listopada nabywcy spotkali się z przedstawicielami zarządu komisarycznego, usłyszeli, że nie można wydać zgody na bezobciążeniowe wyodrębnienie, bo nie jest to czynność, do której uprawniony jest zarząd komisaryczny. Konkretnej pomocy nie udzieliły im też Komisja Nadzoru Finansowego ani Dolcan.
- tłumaczy nasz rozmówca.
Zablokowanie przeniesienia własności oznacza dla klientów Dolcanu dodatkowe koszty. Mieszkańcy osiedla już drugi raz będą musieli występować do banków, które kredytują im kupno mieszkań, o aneks przedłużający termin dostarczenia potwierdzenia przeniesienia własności. Do tego czasu banki naliczają im wyższą marżę. U naszego rozmówcy przekłada się to na dodatkowe 150 zł miesięcznie, w innych przypadkach jest to nawet 200-300 zł. Koszt aneksu to 200 do 300 zł. Sytuacji nie chcą komentować ani SK Bank i KNF, ani Dolcan.
Prawnicy potwierdzają, że zarząd komisaryczny banku nie może wydawać zgód na bezobciążeniowe wyodrębnienie lokali. - twierdzi Paweł Kuglarz, partner w kancelarii Wolf Theiss.
Zaznacza jednak, że jest to uprawnienie, nie obowiązek. Jeśli syndyk banku tego nie zrobi, jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest dążenie nabywców lokali do upadłości dewelopera, od którego kupili mieszkania. Podstawą wniosku o upadłość może być w takim przypadku dochodzenie roszczeń w związku z zawartymi, opłaconymi umowami. Taki ruch powinien zabezpieczyć ich także przed ewentualnymi roszczeniami ze strony syndyka SK Banku, gdyby okazało się, że kredyt obciążający nieruchomość nie jest regulowany.
- dodaje ekspert Wolf Theiss.
Marcin Żak, prezes obsługującej rynek nieruchomości spółki Prudentia, wskazuje, że zabezpieczanie kredytów zaciągniętych przez dewelopera na realizację inwestycji na nieruchomości to dość powszechna praktyka. - zaleca.
Warto też sprawdzić, czy projekt realizuje spółka celowa utworzona przez dewelopera. Takie firmy zwykle dysponują małym kapitałem, a przez to niewielkimi możliwościami pozyskania go w razie problemów z inwestycją. Wtedy zwykle mogą liczyć tylko na wsparcie właściciela. Jeśli już umowa miałaby być zawarta ze spółką celową, to tym bardziej liczy się renoma dewelopera, ale też spójność między firmą realizującą inwestycję a tą, która zaciągnęła zabezpieczony na niej kredyt.
- dodaje Marcin Żak.