Polacy nie lubią agentów nieruchomości

| Aktualizacja:

Kim jest agent nieruchomości? Dla większości ludzi to ktoś, kto tylko daje adresy i bierze pieniądze za nic. Polska Federacja Rynku Nieruchomości postanowiła bowiem sprawdzić, z czym kojarzą się pośrednicy.

wróć do artykułu
  • ~Zbyszek
    (2011-04-19 17:14)
    Pobieranie 5% prowizji (2,5% od każdej ze stron) za sprzedaż mieszkania to mało? Przy cenie małej kawalerki w Warszawie 200 tys. jest to kwota 10 tys. zł. Mało?

    Klienci utyskują, kiedy bank kredytuje zakup i pobiera do 2% marży, kiedy PCC wynosi 0,5% od wartości mieszkania, notariusz pobiera śmieszne opłaty. Ale prowizji z agentem praktycznie nie daje się renegocjować, choć jest to największa opłata.

    Poza tym licencję posiada zazwyczaj tylko osoba prowadząca agencję, a nie liniowi pracownicy biegający do klienta.
  • ~KZ
    (2011-04-19 21:53)
    Człowieku jakie 5% ??? !!! Zapraszam, żebyś popracował sobie jako agent nieruchomości. Wydasz kupę kasy na promocję mieszkania klienta, później spędzisz masę czasu, aby dopiąć transakcję, przygotować dokumenty, pogodzić strony, na końcu obniżysz prowizję o 50% (co najmniej) żeby transakcja w ogóle doszła do skutku. A na samym końcu jak przyjdzie do płacenia prowizji!!! Po miesiącu pracy dla klienta (jak podsumujesz sobie cały spędzony czas to tyle wyjdzie) usłyszysz że jesteś złodziejem i oszustem !!! Nie chcesz korzystać z usług pośrednika , bo rzekomo się na tobie ,,dorobi" to nie korzystaj. Nie marnuj jego czasu ani jego pieniędzy !!!
  • ~Piotr
    (2011-04-19 22:25)
    Panie Zbyszku! Niezależnie od tego, czy jest Pan kupującym, czy sprzedający, to proponuje wystrzegać się opisanej sytuacji kiedy pośrednik pobiera wynagrodzenie od obu stron transakcji. Jego rolą jest zabezpieczenie Pana interesów. A czy można dobrze wykonać pracę dla 2 zlecających o całkowicie sprzecznym interesie? Nie... Tak jak nie da się połączyć funkcji oskarżyciela i obrońcy w jednym procesie. Jeżeli wynagrodzenie jest pobierane od obu stron, to rzeczywiście jest to wyłącznie prowizja od transakcji a nie wynagrodzenie za pracę. Nie zawsze tak jednak jest. Bardzo dużo agencji pobiera wynagrodzenie wyłącznie od jednej strony transakcji chcąc pracować dobrze. Tak też pracują, zaoszczędzając zlecającemu usługę, sporo czasu i pieniędzy. Rzeczą oczywistą jest, że należy im się za to odpowiednie wynagrodzenie.
    Obowiązujące Standardy Zawodowe Pośredników w obrocie nieruchomościami jasno precyzują, że jeżeli jeden pośrednik ma reprezentować obie strony transakcji, to wymagana jest do tego pisemna zgoda obu tych stron.

    Tak na marginesie, to pcc przy zakupie nieruchomości wynosi 2% ;-)
  • ~tdr
    (2011-04-22 21:52)
    Zupełnie zbędna profesja! Płacić 2-5% tak naprawdę za nic to czysta głupota.
    Gdy szukałem mieszkania pogodziłem się z tym, że będę musiał skorzystać z "usług" pośrednika, jednak tak szczęśliwie się złożyło, że nie musiałem - kupiłem bezpośrednio. I co? I okazało się, że wszystko załatwiłem bez problemu sam (a nie jestem jakoś specjalnie obeznany w prawie). Umowa przedwstępna, następnego dnia wycena i kolejnego dnia decyzja kredytowa. W trzy dni mieszkanie było moje. Warszawa, rynek wtórny. Z pośrednikiem był by tylko kłopot, bo przecież nic nie mógł by tak naprawdę sam załatwić - wszędzie musiałby mieć upoważnienia i inne pierdoły i byłoby dłużej, drożej i bardziej skomplikowanie. Zamiast ułatwienia - byłoby duże utrudnienie, za które jeszcze musiałbym zapłacić. Absurd!
  • ~Pośrednik
    (2011-04-23 20:03)
    Nikt Panu nie każe korzystać z usług agencji. Po prostu niech Pan nie dzwoni i całkowicie ignoruje ogłoszenia wystawiana przez agencje ograniczając się tylko do ogłoszeń bezpośrednich. Nie rozumiem więc dlaczego twierdzi Pan, że ,,musiał Pan skorzystać" z naszych usług ?

    Pośrednik wykłada swój czas i pieniądze na promocję oferty, to dzięki jego włożonej pracy może Pan zobaczyć interesująca, dobrze zaprezentowaną ofertę np. mieszkania. Natomiast większość agencji stosuje zasadę ,,kupujący nie płaci prowizji" . Chyba, ze zgłosi się Pan bezpośrednio do agencji, aby znalazła Panu wymarzone lokum, ale na to rozwiązanie z tego co widzę decydują się tylko zamożniejsi klienci.
  • ~kolejny narzekacz
    (2011-04-27 19:43)
    Tak samo jest z samochodami -niestety.

    Gdyby ci ludzie mieli pieniądze toi wzięliby si do roboty, a ponieważ ich nie mają więc wzięli się za pośrednictwo. Podpowiadam, że jeszcze droższe są okręty, na tym prowizja tez będzie niezła.
  • ~marcel
    (2013-03-29 12:00)
    Agent nie jest do lubienia. Agent ma po prostu znaleźć klienta na waszą nieruchomość. Z Jartomem moja firma nie współpracuje dlatego, że mają fajne dziewczyny w firmie, tylko dlatego, że są skuteczni. Znajdują szybko klientów na nasze nieruchomości, a to dla nas kluczowe. Poza tym - nie biorą prowizji od kupującego, co również ma dla nas znaczenie.
  • ~nox
    (2015-12-01 23:05)
    Uciekajcie jak zobaczycie Maxon... Fajnie by było, aby mój negatyw został nie tylko w internecie, ale i zmienił coś na lepsze, dlatego też kieruje opis tej sytuacji do Maxon i na forum. Znalazłem ciekawą ofertę umieszczoną poprzez użytkownika “ewa-jankowska” Ogłoszenie jest dostępne w cache google. Pierwsze zdanie tego ogłoszenia mówi (cytat, wielkość czcionki oryginalna): “OFERTA NA WYŁĄCZNOŚĆ, KUPUJĄCY NIE PŁACI PROWIZJI”. Na dole kontaktowe informacje do Beaty Wróblewskiej. Po wstępnej rozmowie telefonicznej i mailowej umówilem się na ogładanie tego mieszkania. Tuż przed klatką pani Beata Wróblewska TELEFONICZNIE poinformowała mnie, że jednak zero procent od kupującego to pomyłka, ale że ta sytuacja jest do rozwiązania. W ramach korespondencji mailowej przed spotkaniem poprosiłem o wysłanie umowy, o ile coś będzie trzeba podpisać. Jak można zgadnąć, pani Beata Wróblewska tego nie zrobiła i podpisywałem\czytałem umowę na klatce schodowej i w piwnicy. Pani agent, przedstawiciel Maxon, Beata Wróblewska, wynegocjowała sobie jeden procent. Następnego dnia co prawda, wyraziła gotowość zrezygnowania z prowizji ze względu na niezręczność sytuacji. Ale to dopiero początek: Podczas negocjacji cenowych prowadzonych za pośrednictwem pani Beaty Wróblewskiej, pojawił się klient, który zaczął przebijać ofertę z 400.000zł do 414.000zł o kilka tysięcy złotych. Po mojej propozycji zorganizowania spotkania z tym klientem i właścicielami w celu dalszych negocjacji nastąpiła cisza… Pani Beata Wróblewska oddzwoniła dopiero dzisiaj (01.12.2015) po moim mailu.... z informacją, że mieszkanie zostało już sprzedane. Mogę ujawnić, że byliśmy w stanie zaoferować 424.000 (8000 za m2). Ta historia jednoznacznie świadczy w najlepszym przypadku o braku kompetencji i banalnego szacunku do klientów. Jednak można również podejrzewać, że fakt, że agentka zrezygnowała z prowizji od nas (co było wynikiem jej niedopatrzenia) sprawiło, że nie miała dostatecznej motywacji, aby zapewnić nam jakość usług na chociażby takim samym poziomie, jak klientowi, który kupił mieszkanie. UPD: właścicieł też został oszukany - nie przekazano mu mojej oferty, ustaliłem to kontaktując się bezpośrednio z nim.
  • ~nox
    (2015-12-01 23:10)
    Fajnie by było, aby mój negatyw został nie tylko w internecie, ale i zmienił coś na lepsze, dlatego też kieruje opis tej sytuacji do Maxon i na forum. Znalazłem ciekawą ofertę umieszczoną poprzez użytkownika “ewa-jankowska” Ogłoszenie jest dostępne w cache google. Pierwsze zdanie tego ogłoszenia mówi (cytat, wielkość czcionki oryginalna): “OFERTA NA WYŁĄCZNOŚĆ, KUPUJĄCY NIE PŁACI PROWIZJI”. Na dole kontaktowe informacje do Beaty Wróblewskiej. Po wstępnej rozmowie telefonicznej i mailowej umówilem się na ogładanie tego mieszkania. Tuż przed klatką pani Beata Wróblewska TELEFONICZNIE poinformowała mnie, że jednak zero procent od kupującego to pomyłka, ale że ta sytuacja jest do rozwiązania. W ramach korespondencji mailowej przed spotkaniem poprosiłem o wysłanie umowy, o ile coś będzie trzeba podpisać. Jak można zgadnąć, pani Beata Wróblewska tego nie zrobiła i podpisywałem\czytałem umowę na klatce schodowej i w piwnicy. Pani agent, przedstawiciel Maxon, Beata Wróblewska, wynegocjowała sobie jeden procent. Następnego dnia co prawda, wyraziła gotowość zrezygnowania z prowizji ze względu na niezręczność sytuacji. Ale to dopiero początek: Podczas negocjacji cenowych prowadzonych za pośrednictwem pani Beaty Wróblewskiej, pojawił się klient, który zaczął przebijać ofertę z 400.000zł do 414.000zł o kilka tysięcy złotych. Po mojej propozycji zorganizowania spotkania z tym klientem i właścicielami w celu dalszych negocjacji nastąpiła cisza… Pani Beata Wróblewska oddzwoniła dopiero dzisiaj (01.12.2015) po moim mailu.... z informacją, że mieszkanie zostało już sprzedane. Mogę ujawnić, że byliśmy w stanie zaoferować 424.000 (8000 za m2). Ta historia jednoznacznie świadczy w najlepszym przypadku o braku kompetencji i banalnego szacunku do klientów. Jednak można również podejrzewać, że fakt, że agentka zrezygnowała z prowizji od nas (co było wynikiem jej niedopatrzenia) sprawiło, że nie miała dostatecznej motywacji, aby zapewnić nam jakość usług na chociażby takim samym poziomie, jak klientowi, który kupił mieszkanie. UPD: właścicieł też został oszukany - nie przekazano mu mojej oferty, ustaliłem to kontaktując się bezpośrednio z nim.

Może zainteresować Cię też: