Mimo że miliony Polaków marzą o własnej grządce, w większości Rodzinnych Ogrodów Działkowych (ROD) brakuje wolnych miejsc. Co gorsza, istniejące ogrody są systematycznie likwidowane pod inwestycje. Gminy często nie mają gruntów zamiennych, co oznacza, że raz zlikwidowany ogród przepada na zawsze. PZD ostrzega: bez systemowego wsparcia państwa, ogrody działkowe będą powoli znikać z map polskich miast.
Plan ratunkowy
Działkowcy chcą podpiąć się pod rządowy projekt ustawy ułatwiającej budownictwo społeczne. Zaproponowali konkretne przepisy, które mają ułatwić życie gminom i użytkownikom działek:
- Darmowe grunty dla gmin: Państwo (Skarb Państwa) miałoby nieodpłatnie przekazywać ziemię rolną gminom, pod warunkiem, że powstanie na niej nowy ROD.
- Groszowe opłaty za ziemię: PZD proponuje stałą stawkę za użytkowanie wieczyste – tylko 0,1 proc. wartości gruntu. To klucz do przetrwania ogrodów na drogich, miejskich terenach.
- Dobrowolne zwolnienia z opłat: Gminy zyskałyby prawo (ale nie obowiązek) do całkowitego zwalniania nowych ogrodów z opłat za grunt.
- Blokada handlu ziemią: Gmina miałaby prawo pierwokupu terenu za 1 proc. wartości, co zapobiegnie spekulacjom i próbom sprzedaży działek pod deweloperkę.
Dlaczego działki potrzebują bloków (i odwrotnie)?
PZD argumentuje, że rozwój budownictwa wielorodzinnego musi iść w parze z dostępem do zieleni. Mieszkańcy nowych osiedli potrzebują miejsc do rekreacji. Jeśli rząd planuje budowę tysięcy nowych mieszkań, musi jednocześnie zabezpieczyć teren pod ogrody działkowe, które służą właśnie mieszkańcom blokowisk. Inicjatywa ta wpisuje się w politykę zrównoważonego rozwoju – im więcej betonu w miastach, tym ważniejsza staje się ochrona każdego metra kwadratowego ROD.
Zarząd PZD nie poprzestaje na wysłaniu pism do ministerstwa. 14 stycznia 2026 roku wezwano wszystkich działkowców w Polsce do aktywnego wsparcia kampanii. Głos setek tysięcy użytkowników działek ma przekonać polityków, że ogrody to nie przeżytek, lecz niezbędny element nowoczesnego miasta.