Jak dodał główny analityk HRE Investments, w nieco dłuższej perspektywie "mniejszy apetyt na ryzyko powinien jednak spowodować, że w mieszkaniówce kapitału nie zabraknie – szczególnie w obliczu potężnych programów stymulacji fiskalnej i monetarnej". Zaznaczył, że na skutek niechęci inwestorów do ryzyka kapitał powinien trafić na rynek nieruchomości mieszkaniowych.

Reklama

W obliczu epidemii COVID-19 jedno jest pewne – spadek obrotów na rynku nieruchomości - podkreślił Turek. Dodał, że możemy nawet mówić o spadku popytu o 40-90 proc.

Zaznaczył, że również w Polsce, ze względu na wprowadzone środki ostrożności, zarówno kupujących jak i sprzedających, jest na rynku mniej. Zgodnie z zaleceniami Polacy starają się nie wychodzić z domów. Dodatkowe środki ostrożności, jak podkreślił, widać też w kancelariach notarialnych (nie wszystkie działają w pełnym wymiarze godzin), urzędach zamkniętych dla petentów czy bankach, w których pracowników jest mniej niż zwykle. Deweloperzy już proponują ich rozwiązania – zdalne prezentacje nieruchomości i zawieranie umów rezerwacyjnych na odległość - zauważył.

Zdaniem eksperta nie ma się też co spodziewać całkowitego zahamowania sprzedaży mieszkań używanych. Zwrócił uwagę, że wiele transakcji jest w toku, a urzędy - choć często nie przyjmują normalnie interesantów - to działają dzięki systemowi ePUAP, notariusze prowadzą czynności z zachowaniem odpowiednich środków ostrożności, a banki w większości przypadków, utrzymują oferty hipoteczne w mocy. Sporo osób może w tych niepewnych czasach dojść do wniosku, że to właśnie nieruchomości będą dla nich bezpieczną przystanią dla kapitału - wskazał.

Zastrzegł jednak, że na razie należy spodziewać się przesunięcia sporej części transakcji. Mamy teraz do czynienia z przenoszeniem transakcji na przyszłość, a nie ich zaniechaniem - zaznaczył. Potwierdzają to, jak wskazał, np. dane na temat ruchu w internecie, które sugerują, że Polacy szukający dotychczas mieszkań, nie zmieniają swoich planów. Jeśli w optymistycznym scenariuszu uda nam się sprawnie uporać z pandemią, to liczba transakcji może szybko wrócić do normalnych poziomów - ocenił.

Według Turka w trakcie epidemii raczej nie ma co liczyć na poważne spadki cen mieszkań, na co wskazują przykłady z historii. Okresowe zahamowanie zmian cen jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem - ocenił. Dodał, że tak dzieje się obecnie w Chinach. Tamtejszy urząd statystyczny poinformował, że w lutym ceny niemal się nie zmieniły, ale też zawierano mało transakcji - wskazał. Z kolei np. w Hongkongu, gdzie w 2003 roku SARS doprowadził przez 4 miesiące do 299 zgonów, samej epidemii można przypisać jedynie 1,6 proc. spadku cen nieruchomości - dodał. Zwrócił uwagę, że mieszkania w blokach, co do których powszechnie wiadomo było, że mieszkały w nich osoby zarażone, straciły dodatkowo nie więcej niż 3 proc. wartości

Na naszym rynku trudno szukać podobnych analogii historycznych, bo w najnowszej historii nie zmagaliśmy się z tego rodzaju epidemią - przyznał. Można jedynie szukać momentów, w których niespodziewanie spadł popyt na mieszkania. Dał przykład 2009 roku, gdy banki na kilka miesięcy przestały udzielać kredytów. Kredyt był wtedy głównym motorem rynku mieszkaniowego, który notował dzięki temu nawet kilkudziesięcioprocentowe wzrosty cen mieszkań w ujęciu rok do roku, a na rynku pompowana była bańka mieszkaniowa - przypomniał. Jednak nawet w tak skrajnych okolicznościach skutkiem nagłego zahamowania akcji kredytowej był spadek cen mieszkań zaledwie o kilka procent - podkreślił.

Ekspert zwrócił uwagę, że w ostatnich kwartałach mieliśmy do czynienia ze znacznie mniejszymi wzrostami cen mieszkań, z których większość od wielu kwartałów była kupowana za gotówkę. Ponadto niezmiennie w Polsce brakuje co najmniej 2 mln lokali - dodał.

Przypomniał, że np. Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o obniżeniu poziomu stóp procentowych w Polsce, co oznacza dla Polaków posiadających złotowe kredyty mieszkaniowe, spadek odsetek o ok. 1,6-1,7 mld zł w skali roku. Z kolei banki oferują klientom wakacje kredytowe, dzięki którym ci przez 3-6 miesięcy, mogą ograniczyć koszty posiadanych kredytów. Dodał, że wobec banków rozluźnione zostały wymagania kapitałowe, i instytucje te mogą na preferencyjnych warunkach być zasilane w płynność. Celem jest to, aby nie doprowadzić do załamania rynku kredytowego - podkreślił. Przypomniał też o wycenionym na wiele miliardów złotych impulsie rządowym. Te wszystkie niestandardowe działania mają jeden cel - wspieranie gospodarki, abyśmy niedługo po tym jak sytuacja się unormuje, mogli szybko wrócić do normalnego obrotu gospodarczego - zaznaczył.

HRE Think Tank prognozuje, że, m.in. z tego powodu w perspektywie 1-2 kwartałów ceny mieszkań powinny pozostać stabilne - "z możliwością odchyleń o plus/minus 5 proc.". Turek wskazał, że kluczowi są sami sprzedający, "którzy nie są zbyt płochliwi i wolą przeczekać niepewność niż sprzedać mieszkanie z dyskontem". Dodał, że dotyczy to nie tylko sprzedających mieszkania używane, ale też deweloperów.

Nie znaczy to, że na rynku nie pojawią się okazje – mieszkania przecenione przez osoby, które pomimo niesprzyjających warunków, muszą dokonać transakcji - podkreślił. Wiele firm, jak powiedział, chce wykorzystać okres niepewności, aby pozyskiwać nowe działki z nadzieją, że ich właściciele będą w trakcie epidemii bardziej elastyczni podczas negocjacji.