Według prokuratury oskarżeni mieli wprowadzić w błąd spadkobierczynię dawnych właścicieli nieruchomości przy ul. Dynasy 4 w Warszawie i odkupić od niej za 300 zł roszczenia do mienia o wartości 1 mln 40 tys. zł., co miało stanowić 1/8 wartości całej nieruchomości. Ponadto w tej sprawie M. miał też doprowadzić do niekorzystnego rozporządzenia mieniem drugiej ze spadkobierczyń dawnych właścicieli i odkupić od niej za 500 zł roszczenia do nieruchomości także o wartości 1 mln 40 tys. zł.

W piątek przed stołecznym sądem okręgowym ruszył proces w tej sprawie. Marek M. został doprowadzony do sądu z aresztu. Po odczytaniu aktu oskarżenia M. nie przyznał się do winy. Odmówił też składania wyjaśnień.

Sędzia Alina Sobczak-Barańska odczytała treść zeznań złożonych przez Marka M. podczas śledztwa. Według M., poszkodowane w tej sparwie osoby sprzedały roszczenia do części nieruchomości przy Dynasy 4 ponieważ, "nie chciały uczestniczyć w postępowaniach administracyjno-sądowych". Jak dodał w postępowaniu prokuratorskim, "poszkodowane nie były zainteresowane roszczeniami i dorabianiem się pieniędzy".

- One (poszkodowane - PAP) traktowały te roszczenia jako rzecz bezwartościową. Bardziej interesowały się swoim zdrowiem, a nie roszczeniami - zaznaczył.

Latem ubiegłego roku Marek M. został zatrzymany i doprowadzony do zajmującej się sprawami stołecznej reprywatyzacji Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu. Usłyszał wówczas zarzuty w sprawach nieprawidłowości przy reprywatyzacji nieruchomości przy ul. Dynasy 4, a także Opoczyńskiej 4B i tzw. Folwarku Służewiec.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Okręgowego w Warszawie w lutym.

Z kolei w początkach grudnia zeszłego roku warszawski sąd okręgowy wymierzył M. nieprawomocnie karę 60 tys. zł grzywny i 31 tys. zł kosztów sądowych w innej sprawie - dotyczącej wyłudzenia poświadczenia nieprawdy w dokumencie sądowym w związku z reprywatyzacją kamienicy przy ul. Targowej. Sąd wskazał, że M. wprowadził w błąd sąd rejonowy "co do faktu, że w dalszym ciągu jest uprawniony do reprezentowania spadkobierczyni jako jej kurator, a co za tym idzie, że ta osoba w dalszym ciągu żyje". Jak wyjaśniał sąd, podstępne wprowadzenie w błąd polegało na tym, że oskarżony zataił informację o śmierci spadkobierczyni nieruchomości.