Dziennik Gazeta Prawana logo

Warto zacząć kupować ziemię pod inwestycję

15 listopada 2010, 11:52
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Sławomir Horbaczewski mówi, że w tym roku na kupno działek budowlanych Marvipol wyda prawie 100 mln zł. Twierdzi, że warto zacząć kupować ziemię pod inwestycje.

Czy po wynikach finansowych deweloperów widać już, że kryzys się skończył?

Nie wiem jak inni, ale my jesteśmy zadowoleni z zysku. W pierwszych trzech kwartałach tego roku jako grupa kapitałowa zarobiliśmy na czysto 21 mln zł, a rok temu było to 14 mln zł. Faktem jest jednak, że w II i III kwartale mieliśmy zbyt mało mieszkań do sprzedaży w stosunku do zgłaszanego nam popytu i dlatego od początku roku sprzedaliśmy ich jedynie ok. 180. Teraz sytuacja zmieniła się radykalnie. Zaczęliśmy nowe inwestycje i w ofercie mamy już 1 tys. mieszkań. W przyszłym roku ta liczba przekroczy prawdopodobnie 2,5 tys.

Czy kupujecie ziemię pod nowe inwestycje?

Tak, bo uważamy, że jest to dobry moment. W tym roku dokonaliśmy już kilka transakcji. W warszawskich Włochach kupiliśmy grunt za 40 mln zł. Podpisaliśmy też 3 umowy przedwstępne na kupno kolejnych działek, w tym na Żoliborzu i Bielanach. W sumie będą one nas kosztowały 50 mln zł. Cały czas rozglądamy się za nowymi gruntami. Generujemy dodatni cash flow z działalności operacyjnej, co systematycznie powiększa nasze środki własne, a ponadto z obligacji tylko w tym roku pozyskaliśmy już ponad 70 mln zł.

A co z nowymi budowami?

Właśnie rozpoczynamy budowę osiedla Zielona Italia na Włochach. W czwartek podpisaliśmy umowę z wykonawcą, Mostostalem Warszawa, na 160 mln zł. Powstanie tam osiedle z 850 mieszkaniami plus lokale usługowe. To największy kontrakt, jaki kiedykolwiek w swojej piętnastoletniej historii podpisaliśmy. Już sprzedaliśmy 30 lokali w tej inwestycji.

Teraz – to znaczy na etapie dziury w ziemi...

Na razie jest tylko umowa z wykonawcą, dziura dopiero zacznie się pojawiać. Mamy jednak dobrą opinię i klienci nam ufają od wielu lat.

Na jakiej marży Marvipol pracuje?

Niechętnie o tym mówię, bo według mnie marże podawane przez deweloperów nie są porównywalne. Trzeba wziąć pod uwagę koszt nabycia gruntu, cenę wykonawstwa i marketing. Przed kryzysem generalny wykonawca domagał się nawet 5 tys. zł za metr, a dzisiaj najwyższa cena, na jaką może liczyć, to 3 tys. zł. W nowych inwestycjach mieszkania sprzedajemy po 6 tys. zł za metr, więc nasza marża to 30 proc.

To dużo.

Ale taka jest cena wysokiego ryzyka, a także długiego procesu inwestycyjnego. Trzeba kupić ziemię, często uzbroić ją, uzyskać wszystkie pozwolenia, a pamiętajmy, że nierzadko nie ma miejscowego planu zagospodarowania. Mogą się zmienić przepisy, istnieje też systemowe ryzyko procesu budowlanego i ryzyko odpowiedniej co do tempa i poziomu cenowego sprzedaży. Im większe ryzyko, tym marża musi być większa. Nie jest przypadkiem, że niektóre fundusze w ogóle nie inwestują w deweloperów, nie kupują ich akcji, bo twierdzą, że jest to branża zbyt wysokiego ryzyka.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj