Jeszcze trzy lata temu średnia powierzchnia nowego mieszkania dwupokojowego oddawanego do użytku wynosiła 53,5 mkw. W ubiegłym roku było to już tylko 49 mkw. – wynika z analiz przeprowadzonych przez firmę redNet Consulting. I wszystko wskazuje na to, że w tym roku nowe lokale skurczą się jeszcze bardziej – sytuacja na rynku zmusza do zmniejszania powierzchni i tym samym – cen lokali. Klienci rozglądają się głównie za mieszkaniami tanimi – czyli takimi, na które mają szansę dostać kredyt według nowych, bardziej rygorystycznych zasad wprowadzonych przez znowelizowaną rekomendację S.

Z informacji zebranych bezpośrednio u deweloperów wynika, że prawdziwym rynkowym hitem są kompaktowe mieszkanka, w których na 30 – 35 metrach mieszczą się dwa pokoje z aneksem kuchennym i łazienką. Rekordzistą jest firma Triton, która taki standard chce zmieścić nawet na 25,5 mkw. Minimalistyczne mieszkanie ma sześciometrową sypialnię oraz „salon” z aneksem kuchennym o łącznej powierzchni 16,6 mkw. Spółka wiosną rozpoczyna budowę osiedla na warszawskiej Białołęce, gdzie ponad 70 proc. z 300 lokali będzie mieć nie więcej niż 40 mkw. Jak zapewnia deweloper, minimieszkanie będzie można kupić już za ok. 140 – 150 tys. zł, a miesięczna rata kredytu wyniesie nie więcej niż 1 tys. zł.

Na małe mieszkania stawiają też spółki Red Real Estate Development i Budrem. W pierwszej można kupić dwupokojowe mieszkanie o powierzchni 34 mkw., druga te same funkcje zmieściła na 31 mkw. Właśnie te "maluchy" obok 50-metrowych lokali na najwyższych kondygnacjach sprzedają się najlepiej – mówi Bożena Wygonowska z firmy Budrem. Inwestycja będzie gotowa w połowie 2013 roku, ale spółka sprzedała już ok. 30 proc. lokali.

Trend do minimalizacji widać też w Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu czy Gdańsku, gdzie wiele spółek przerabia na dwa pokoje niesprzedane kawalerki i studia, modne w czasie boomu w latach 2007 – 2008.

Rosnący popyt na małe mieszkania to efekt mniejszej zdolności kredytowej Polaków po wejściu w życie nowych przepisów z początkiem stycznia tego roku. Klient, który jeszcze w grudniu mógł zaciągnąć kredyt w walucie euro o równowartości 400 tys. zł, teraz może liczyć najwyżej na 240 tys. zł. Jeżeli zdecyduje się na złotego, dostanie ok. 370 tys.

To wszystko ma odbicie także na rynku wtórnym. Z danych Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości wynika, że obecnie w Warszawie sprzedają się głównie mieszkania trzypokojowe, których cena nie przekracza 400 – 450 tys. zł. Na większe, choć ich ceny z metra są niższe niż przed rokiem o kilka, kilkanaście procent, o chętnych trudniej. Tak jest m.in. na osiedlach w stołecznym Wilanowie, gdzie średnia cena lokalu spadła w ciągu roku z miliona do 800 tys. zł. Inaczej jest na Żoliborzu czy Mokotowie, gdzie sprzedający nie schodzą z ceny. – Wielu z nich woli zrezygnować w ogóle ze sprzedaży, niż obniżyć stawkę – mówi Olimpia Bronowicka z Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości. Dotyczy to zwłaszcza mieszkań w najlepszych lokalizacjach i o wysokim standardzie wykończenia. Wiele wskazuje jednak na to, że na powrót popytu na duże i drogie mieszkanie trzeba będzie jeszcze poczekać. Nawet 2 – 3 lata.