Tylko w październiku w agencji Home Broker, która ma ponad 55 oddziałów w całej Polsce, odnotowano 15 takich przypadków. To trzy razy więcej niż w sierpniu. Na największy, prawie 30-proc. upust zgodził się właściciel 47-metrowego mieszkania w bloku z wielkiej płyty w dzielnicy Działki Leśne w Gdyni. Na początku wycenił lokal na 220 tys. zł, ale ponieważ bardzo potrzebował pieniędzy, po kilku tygodniach zszedł do 155 tys. zł.

Według Iwony Foryś z Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości mieszkania po okazyjnej cenie znikają z rynku w ciągu kilku dni. – Sęk w tym, że większość sprzedających nie potrafi pogodzić się z tym, że rynek nieruchomości bardzo się zmienił – dodaje.

Tymczasem z najnowszych wyliczeń wynika, że w ciągu niespełna trzech lat ceny spadły średnio o 15,4 proc. Największą korektę zanotowano we Wrocławiu, gdzie jeszcze w 2008 r. metr kwadratowy kosztował ponad 7 tys. zł, a obecnie 5,9 tys. zł. Najbardziej odporna na kryzys jest Warszawa. Rok temu sprzedający oczekiwali 9,5 tys. zł, obecnie zeszli do 9,3 tys. zł za 1 mkw. Rzeczywistość jest jednak dla nich brutalna. Średnia cena transakcyjna w stolicy w październiku wyniosła 7,7 tys. zł za 1 mkw., podczas gdy w 2008 r. było to 8,3 tys. zł.

Korekta spowodowana jest przede wszystkim dużą podażą na rynku pierwotnym. Tylko w tym roku deweloperzy rozpoczęli budowę 48 tys. mieszkań, a na klientów czeka jeszcze kilkanaście tysięcy lokali wybudowanych w poprzednich latach.

Według wyliczeń Home Brokera w ciągu najbliższych 12 miesięcy ceny spadną jeszcze średnio o 3 proc. A być może o więcej, jeśli spełnią się czarne scenariusze resortu finansów i polską gospodarkę dotknie recesja. Wtedy – zdaniem Wioletty Adamiec z Warszawskiego Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami – ceny mogą spaść nawet o 10 – 15 proc.

Na największe upusty decydują się właściciele dużych mieszkań. W Miasteczku Wilanów dwu-, trzyletnie luksusowo urządzone apartamenty można dziś kupić za 8 – 9 tys. zł za 1 mkw. To tyle, ile ich właściciele zapłacili za stan deweloperski.

Na ograniczenie popytu na rynku nieruchomości wpływ ma również polityka banków, które stosując się do zaleceń Komisji Nadzoru Finansowego, zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów hipotecznych. W przyszłym roku będzie o nie jeszcze trudniej, bo w styczniu wchodzi w życie nowelizacja rekomendacji S. Jeszcze bardziej podnosi ona poprzeczkę zdolności kredytowej dla hipotek walutowych.