Kwiecień był kolejnym miesiącem spadków cen ofertowych. Obecnie średni koszt 1 mkw. wystawionego do sprzedaży w Warszawie wynosi 8260 zł – wynika z raportu Szybko.pl, Metrohouse & Partnerzy i Expandera. Stawki wywoławcze są obecnie na poziomie z czasów załamania rynku. Według danych Szybko.pl ostatni raz tak niskie ceny ofertowe odnotowano na przełomie 2009 i 2010 roku kiedy na rynku nieruchomości w najlepsze trwała bessa. Mimo porównywalnych stawek sytuacja jest zgoła odmienna.

Ówczesne spadki spowodowane były zastojem w transakcjach. Kupujących było jak na lekarstwo. Sprzedający za wszelką cenę starali się zminimalizować straty wynikające z rosnących rat kredytów czy problemów z zatrudnieniem i szybko sprzedać lokal.

Obecnie zainteresowanie kupujących jest dużo większe, jednak dotyczy ono tylko mieszkań z segmentu popularnego. Tutaj właściciele niechętnie decydowali się na upusty. Zmieniła to wiadomość o wycofaniu programu „Rodzina na swoim”. W obawie przed kolejnym zastojem na rynku sprzedający obniżają nieco stawki przed zawężeniem się rynku. Koszt 1 mkw. wystawionego do oferty zawyżały także najdroższe lokale. Tutaj sprzedający długo trzymali ceny, w ostatnich miesiącach coraz częściej urealniają oni jednak stawki.

Od pierwszych dni jesieni minionego roku stale utrzymuje się tendencja spadkowa. Jak na razie na horyzoncie nie widać przełamania tego trendu. Przed nami wakacje, które tradycyjnie są okresem osłabionego ruchu na rynku i niższych cen. – Ten rok upłynie pod znakiem stałej obniżki stawek wywoławczych. Ceny się urealniają. Dodatkowo zwiększy się podaż, ponieważ deweloperzy budują coraz więcej – mówi Marta Kosińska z Szybko.pl. Według jej przewidywań spadki zatrzymają się poniżej 8 tys. zł za 1 mkw. – Myślę, że będzie to w przedziale 7,5 – 8 tys. zł. Akceptowalny próg dla kupujących to w tej chwili około 7 tys. zł i właśnie w tym kierunku będą zmierzały ceny – zauważa.

Potwierdza to analiza danych z ostatnich lat. Takich kwot sprzedający żądali blisko pół dekady temu, jeszcze przed boomem na rynku nieruchomości. Po latach gwałtownych wzrostów, potem załamania na rynku może to oznaczać koniec bańki nieruchomościowej.

"Biorąc pod uwagę to, co się działo ostatnio na stołecznym rynku, ceny rzeczywiście powinny spaść. Nie będzie to jednak więcej niż 2 – 3 proc." - twierdzi Jerzy Sobański z Akces Nieruchomości, rzecznik prasowy Warszawskiego Stowarzyszenia Pośredników Nieruchomości. Podkreśla jednak, że napływają sprzeczne informacje. Z jednej strony dowiadujemy się, że jesteśmy zieloną wyspą, z drugiej, że czeka nas kolejny krach. Również na rynku nieruchomości pojawiają się różne głosy. Analitycy spierają się obecnie co do przyczyny obniżek, nie zaś co do samego faktu ich występowania.

"Właściciele mieszkań różnie odczytują takie komunikaty. Niektórzy uważają, że ponieważ inflacja rośnie, opłaca się poczekać ze sprzedażą, bo uda się zarobić więcej. Inni z kolei, że trzeba szybko dopiąć transakcję, bo zabraknie chętnych. To wszystko widać w statystkach. Obserwuję ceny ofertowe w naszej agencji i systemie MLS. Wynika z nich, że z miesiąca na miesiąc ceny się wahają. Choć rzeczywiście w dłuższym okresie widać niewielkie korekty w dół" - podsumowuje Jerzy Sobański. Stolica, w której według Szybko.pl w ciągu ostatniego roku ceny spadły o 1,8 proc., nie jest wyjątkiem.

Z 15 największych miast w Polsce przeanalizowanych przez portal jedynie w Sopocie wzrosły stawki ofertowe. W pozostałych 14 miastach w ciągu ostatnich 12 miesięcy średnia cena 1 mkw. mieszkania z rynku wtórnego obniżyła się o 3,3 proc. Najbardziej na wartości straciły mieszkania w Katowicach – 7 proc., Olsztynie – 6,6 proc. oraz Szczecinie – 5,8 proc. Obniżki bliskie 3 proc. odnotowano we Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu.