Dziennik Gazeta Prawana logo

Prawo w służbie złego... "Potrzebne są spryt i brak skrupułów". Prof. Łętowska: To taśmociąg reprywatyzacyjny

3 kwietnia 2016, 10:09
Ten tekst przeczytasz w 13 minut
Prawo w służbie złego... "Potrzebne są spryt i brak skrupułów".  Prof. Łętowska: To taśmociąg reprywatyzacyjny
Shutterstock
To zorganizowana działalność reprywatyzacyjna. Uczestniczą w niej i adwokaci, i sędziowie, i Polacy żyjący w aktach sądowych po 120–130 lat.

Sala sądowa. Kilka osób, bo proces, jakich wiele. Jeden z prawników przekonuje sędziego, że w sprawie reprywatyzacyjnej reprezentuje 117-letniego staruszka.

Miejsce pobytu wiekowego klienta? Nieznane. Dlatego musi zostać wyznaczony kurator, który zadba o jego interesy. Młody sędzia patrzy z niedowierzaniem na przemawiającego, w końcu się odzywa: –Prawnik bez zająknięcia odpowiada: – .

Sędzia nie wie, co zrobić, więc ogłasza 15-minutową przerwę. Idzie się poradzić bardziej doświadczonych kolegów. Dowiaduje się, że to kolejny przypadek, gdy o ustanowienie kuratora wnosi klient mający ponad setkę lat. Co prawda sędzia może sprawdzić prawnika, ale odmowę musi uzasadnić na piśmie. A to wcale nie będzie proste, bo argumenty typu „przecież ludzie tak długo nie żyją” w wyższej instancji nie znajdą zrozumienia – a apelacja w takim przypadku to standard. Na dodatek prawnik dysponuje oświadczeniem sędziwego mężczyzny. Nie do sprawdzenia, bo nawet gdyby sędziego podkusiło, by zlecić analizę pisma, to zadania nie podejmie się żaden biegły za względu na brak materiału porównawczego – nie ma innego podpisu staruszka. Więc lepiej dla świętego spokoju, przekonują doświadczeni koledzy, ustanowić kuratora.

W tym samym czasie w innym mieście w jednej ze średniej wielkości kancelarii wre praca. Aplikantka kończy pismo dotyczące sprawy reprywatyzacyjnej. Długo nad nim siedziała, jest perfekcyjne. – – mówi mecenas do młodej prawniczki.

Jak pismo procesowe może być zbyt dobre? – – tłumaczy adwokat zajmujący się od kilku lat sprawami reprywatyzacyjnymi. Deklaruje, że nie można go jeszcze uznać za wyjadacza, bo na razie wygrał dla swoich klientów nieruchomości o wartości ok. 40 mln zł.

Obie sytuacje dotyczą tego samego. Tego, co prof. Ewa Łętowska, była rzecznik praw obywatelskich oraz sędzia TK w stanie spoczynku, nazywa taśmociągiem reprywatyzacyjnym. Po stronie prawników potrzebne są przede wszystkim spryt i brak skrupułów. A można ich nie mieć, bo na drugiej szali znajdują się miliardy złotych. – – tłumaczy prof. Łętowska.

Produkcja własności

Konstytucja Rzeczypospolitej liczy 243 artykuły. Choć wielu z nas wystarczyłby jeden – art. 64, który stanowi, że każdy ma prawo do własności. Czy własność prywatna to świętość w demokratycznym państwie prawa? – – przekonuje radca prawny Jerzy Kozdroń, były wiceminister sprawiedliwości. I dodaje, że gdyby miał dokończyć zdanie „własność prywatna to...”, odrzekłby, że jest to podstawowe prawo każdego obywatela. – – wskazuje.

Polacy mają tendencję do jej sakralizowania. Zdaniem wielu ekspertów to pokłosie poprzedniego ustroju, gdy niemal wszystko było wspólne. A jak jest wspólne, to jest niczyje. Taki punkt widzenia jest jednak niebezpieczny i może prowadzić do patologii, o których czytamy w gazetach. Nie kojarzymy jednak wówczas, że winna jest właśnie ta hołubiona przez wielu własność.

26 listopada 2008 r. Siąpi deszcz, śliskie chodniki, idąc, trzeba uważać, by nie przemoczyć butów w kałużach. Pogoda jesienna. Depresyjna. Wiele osób nie zdawało sobie sprawy, że ten dzień będzie dla nich wyjątkowo paskudny, o czym przekonają się dopiero po latach.

Tego dnia zebrał się powiększony skład Naczelnego Sądu Administracyjnego, by wydać uchwałę w sprawie związanej z reprywatyzacją (sygn. akt I OPS 5/08).

Sąd został poproszony o odpowiedź na pytanie prawne, czy przeznaczenie nieruchomości w planie zagospodarowania przestrzennego na cele użyteczności publicznej wyłączało, co do zasady, możliwość przyznania byłemu właścicielowi prawa wieczystej dzierżawy na podstawie dekretu warszawskiego. NSA odpowiedział: przeznaczenie nieruchomości w planie zagospodarowania przestrzennego na cele użyteczności publicznej nie wyłączało możliwości przyznania byłemu właścicielowi prawa własności czasowej (wieczystej dzierżawy), na podstawie art. 7 ust. 2 dekretu z 26 października 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy (Dz.U. nr 50, poz. 279 ze zm.).

Dla osoby niebędącej prawnikiem brzmi to bardzo skomplikowanie. Profesor Ewa Łętowska znaczenie tej uchwały wyjaśnia w prosty sposób: – – tłumaczy. – . – dopowiada prawniczka.

W ocenie prof. Łętowskiej 28 listopada 2008 r. należy traktować jako początek przyspieszenia machiny reprywatyzacyjnej. Potwierdzają to słowa jednego z warszawskich urzędników zajmujących się tą materią. – – utyskuje.

Uchwałę NSA z wielkim zadowoleniem przyjęli prawnicy specjalizujący się w prowadzeniu spraw reprywatyzacyjnych. I słusznie, gdyż w kolejnych latach sądy wielokrotnie ją przywoływały, a większość spraw kończyła się po myśli ubiegających się o zwrot własności lub odszkodowania. Profesor Łętowska mówi wręcz o ciągu produkcyjnym. Reprywatyzacja przypomina taśmę w fabryce. Ostatecznie wytworzonym produktem jest prawo własności. Aby jednak do niego dojść, trzeba wcześniej zobaczyć, jak wyglądają poszczególne fazy produkcji.

Taśma reprywatyzacyjna

Pierwszy etap to handel roszczeniami. Sporadycznie zdarzają się przypadki, gdy o zwrot własności walczą dawni właściciele. O wiele częściej czynią to osoby, które się w tym wyspecjalizowały – bo na tym zarabiają. Skupują za ułamek wartości roszczenia nawet bez dokumentów koniecznych do odzyskania nieruchomości. Już na tym etapie w sprawę angażują się kancelarie prawne, reklamujące się hasłami typu: „Bez trudu odzyskamy twą nieruchomość”.

Zadzwoniłem do jednej z nich, przedstawiając się jako potomek niesłusznie wywłaszczonego. Przyznaję w rozmowie, że nie mam wszystkich dokumentów, które wydają się niezbędne w walce o zwrot nieruchomości lub odszkodowanie od państwa, części nie udało mi się odnaleźć. – – zapewnia nas miła pani.

Nic dziwnego, że dadzą radę. Bo następny punkt przy taśmie to miejsce fabrykowania dowodów. Skoro wiele dokumentów się nie zachowało, a wiadomo, że sąd ich będzie wymagał, trzeba je stworzyć. Dowody? Choćby popularne ustanawianie kuratorów na rzecz 120-letnich uprawnionych, których miejsce pobytu zazwyczaj pozostaje nieznane. – Na salę rozpraw wchodzi prawnik i zasypuje sąd dokumentami, z których wynika, że w społeczności sefardyjskiej ludzie żyją nawet po 130 lat. Przekonuje więc, że w Polsce 120-latek to żaden ewenement, typowy uprawniony do reprywatyzacyjnego roszczenia – opisuje prof. Łętowska. – Urąga to jakiejkolwiek logice, ale działa. Zresztą nie rozumiem dlaczego – mówi profesor.

I teraz dochodzimy do najsmutniejszego miejsca przy taśmociągu: stanowiska sędziów. Dzika reprywatyzacja, gdy majątki są zwracane osobom o co najmniej wątpliwych podstawach prawnych do ich odzyskania lub wypłaca się niewyobrażalne kwoty nijak nieprzystające do rzeczywistej wartości utraconego dziesiątki lat temu mienia, to w znaczącej mierze wina sądów. A przede wszystkim braku dociekliwości sędziów, braku chęci przyjrzenia się całemu procederowi.

– twierdzi prof. Łętowska. Zwraca uwagę na to, że o ile sędziowie z chęcią piszą uzasadnienia wyroków, które wpisują się w ugruntowaną linię orzeczniczą, tak problem pojawia się wtedy, gdy trzeba pójść pod prąd. Bo to wymaga o wiele większego nakładu pracy i nie ma gwarancji, że decyzja utrzyma się w apelacji. A ambicje do naprawy świata i kryteria awansu zawodowego nie zawsze idą w parze. Większości sędziów zależy na tym, by ich skuteczność była możliwie największa.

W efekcie większość orzeczeń jest pomyślna dla ubiegających się o zwrot nieruchomości lub odszkodowanie. A uzasadnienia wyroków są do siebie bardzo podobne. Nie ma w tym nic dziwnego, bo biznes reprywatyzacyjny dba o sędziów: by nie musieli się przemęczać pisaniem, już na pierwszej rozprawie dostają gotowiec. Tak skonstruowane pismo procesowe, że wystarczy je przekopiować do uzasadnienia – tylko trzeba wstawić właściwe dane. Także urzędnicy samorządowi zajmujący się reprywatyzacją wolą się nie wychylać. – – słyszę od jednego z nich.

A cytowany już adwokat zauważa: –

Odrzut z taśmociągu

Wspomniana uchwała NSA jest niebezpieczna z jeszcze jednego powodu. Przyjęto w niej założenie, że właściciel prywatny w takim samym stopniu będzie realizował cele użyteczności publicznej (np. zapewni mieszkańcom dach nad głową, stworzy przedszkole lub szkołę) jak gmina. A to absurd. – – wskazuje prof. Łętowska. I tym sposobem docieramy do tych, którzy są odrzutem produkcyjnym. Chodzi o lokatorów. Gdy ktoś odzyska kamienicę, w najlepszym razie jej mieszkańcom podniesie czynsz. W gorszym – pozbędzie się ich. A w najgorszym – lokatorzy będą chcieli zostać, a nowy właściciel nie będzie miał skrupułów w walce z nimi.

Gdy słyszymy o zorganizowanych grupach czyścicieli kamienic, często chodzi o zreprywatyzowane nieruchomości. Pojawia się nowy-stary właściciel, który chce sprzedać majątek. A oczywiste jest, że lepsze pieniądze można dostać za budynek bez lokatorów. – – zapewnia prof. Ewa Łętowska. Metody rugowania? Pisaliśmy o nich szerzej na łamach DGP choćby w styczniu („Więzienie za odcięcie mediów”, DGP 2/2016). Przykładowo, poza niemal typowym już odcinaniem mediów, wyjmuje się okna, zamyka pomieszczenia na kłódkę, a nawet zamurowuje wejścia do mieszkania. Wcześniej czy później tak dręczony lokator się poddaje.

Problem dostrzegł zresztą ustawodawca. Począwszy od 1 stycznia 2016 r., w kodeksie karnym znajduje się art. 191 par. 1a uchwalony jeszcze przez Sejm poprzedniej kadencji. Zgodnie z tą regulacją karze podlega ten, kto „stosuje przemoc innego rodzaju uporczywie lub w sposób istotnie utrudniający innej osobie korzystanie z zajmowanego lokalu mieszkalnego”. Eksperci już teraz jednak twierdzą, że to regulacja daleko niedoskonała. Ustawa w żadnym innym miejscu nie posługuje się sformułowaniem „innego rodzaju czynu”. W takiej sytuacji zaś prokuratorzy wcale nie będą chętni do pisania aktu oskarżenia, bo tak naprawdę przepis jest niejasny.

Próbowaliśmy skontaktować się z kilkoma kancelariami prowadzącymi sprawy reprywatyzacyjne. Większość prawników, na ogół tak chętnych do rozmowy, tym razem odmawia. Niektórzy mówili wprost: nie chcemy, by nazwa naszej kancelarii pojawiła się w tekście, wolimy działać po cichu. Na rozmowę zgodził się jednak adwokat Józef Forystek z Forystek i Partnerzy, czołowej kancelarii na rynku reprywatyzacyjnym.

Mecenas Forystek zapewnia, że nigdy w jego wieloletniej praktyce nie zdarzyła się sytuacja, by jego kancelaria prowadziła sprawę o eksmisję w stosunku do kogoś, kto nie zalegał z czynszem. – – deklaruje prawnik.

Czy to oznacza, że rugowanie lokatorów przez nowych właścicieli to mit? – – mówi Forystek. I dodaje, że niewykluczone, iż mniejsze kancelarie chcą się pokazać i znaleźć miejsce na wyjątkowo konkurencyjnym i trudnym rynku usług prawniczych. – – twierdzi Józef Forystek.

Jego zdaniem zaś często to właśnie właściciele stoją na straconej pozycji. Bo ich ochrona jest iluzoryczna. Przykład? – – wyjaśnia mec. Forystek.

Co dalej

Roszczenia reprywatyzacyjne nie wygasają. Orzecznictwo sądowe zachęca kolejne osoby do ubiegania się o zwrot nieruchomości lub odszkodowanie. I to niezależnie od tego, czy są podstawy, czy ich nie ma. Zgodnie z zasadą: a nuż się uda?

– mówi prof. Ewa Łętowska. Jej zdaniem sędziowie powinny wyściubić nos poza swoje sprawy i spojrzeć na biznes reprywatyzacyjny całościowo. Wtedy dostrzegą, że przyzwolenie na nieograniczone wręcz dochodzenie kolejnych roszczeń to droga donikąd. Wówczas bowiem nie będzie ich wcale mniej, lecz coraz więcej. Zamiast 120-letnich babć pojawią się 140-letni dziadkowie. Oczywiście tylko na papierze, bo w rzeczywistości będzie występował ustanowiony dla nich kurator, działający na rzecz firmy skupującej roszczenia. – – wskazuje prof. Ewa Łętowska.

Minister Jerzy Kozdroń uważa jednak, że nie należy reprywatyzacji zbytnio utrudniać. – – konkluduje Kozdroń.

Tyle że niektórzy w takiej sytuacji mówią: niech każdy zaciska własne zęby, a nie cudze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj