Ceny mieszkań w 2011 roku będą stabilne – uważa Narodowy Bank Polski. Kredyty będą nadal dość łatwo dostępne – twierdzi z kolei Komisja Nadzoru Finansowego.

Reklama

NBP zajął się rynkiem nieruchomości w kontekście kredytów i stabilności podatkowej. I stwierdził, że czynniki przemawiające za wzrostem i spadkiem cen powinny się równoważyć. Dzięki poprawie na rynku pracy oraz utrzymaniu tempa zwrotu gospodarczego Polacy będą mieli lepszy dostęp do kredytów i możliwość zakupu mieszkania.

Będzie to sprzyjać wzrostowi cen nieruchomości. Z drugiej strony deweloperzy będą realizować zamrożone na czas kryzysu inwestycje, a to spowoduje, że więcej mieszkań trafi na rynek i konkurencja wymusi korzystniejsze dla klientów ceny.

Z kredytami na zakup mieszkania nie powinno być problemów mimo zaostrzenia wymogów kredytowych. Tak wynika z kolei z ankiet, jakie banki wypełniły na polecenie nadzoru finansowego. Okazało się, że większość banków już stosuje zaostrzone kryteria udzielania kredytów zawarte w rekomendacji T, a mimo to akcja kredytowa się nie zmniejszyła. KNF skrytykowała więc wykorzystywanie przez banki i pośredników nieruchomości obaw przed rygorystycznymi kryteriami do napędzania sprzedaży.

Jak podała komisja, wartość kredytów udzielanych osobom prywatnym od początku roku do końca października zwiększyła się o blisko 10 proc., do 388,5 mld zł. Najbardziej wzrosły udzielone kredyty mieszkaniowe – o 15 proc., do 250,2 mld zł. A to świadczy o tym, że obawy o ograniczenie akcji kredytowej nie znalazły poparcia w liczbach.

Banki zaczęły nawet zmieniać ofertę na bardziej przystępną – obniżać marże i wydłużać dostępny okres kredytowania, bo poprawiła się sytuacja gospodarcza. Przyjęta w lutym roku rekomendacja T ma chronić banki przed złymi kredytami, a klientów przed pułapką zadłużenia z powodu zbyt dużych rat. Najważniejsze zapisy rekomendacji wchodzą w życie 23 grudnia.

Osoby zarabiające poniżej średniej płacy w firmach (około 3,4 tys. zł) na spłatę rat wszystkich kredytów będą mogły wydać najwyżej połowę zarobków. Dla lepiej zarabiających limit wyniesie 65 proc.