Podejmując decyzję zarówno o wzięciu, jak i udzieleniu kredytu, obie strony, czyli i bank, i jego klient, podejmują ryzyko. W przypadku banku ryzyko wiąże się przede wszystkim z obawą, że klient może mieć kłopoty ze spłatą. Nie zależy ono jednak od tego, w jakiej walucie udzielany jest kredyt.

W przypadku kredytu walutowego największym ryzykiem jest zmienność kursu waluty. Odczuli to bardzo wyraźnie ci, którzy zdecydowali się na zaciągnięcie kredytu we frankach latem ubiegłego roku. Wówczas kurs szwajcarskiej waluty wynosił około 2 zł. W następnych miesiącach, wskutek znacznego osłabienia złotego, frank bardzo zdecydowanie podrożał. W najgorszym dla spłacających kredyty momencie, w lutym i marcu 2009 r., frank kosztował nawet 3,3 zł., a więc podrożał aż o 65 proc.

Zakładając, że miesięczna rata kredytu wynosi 500 franków, to jesienią 2008 r. jej wysokość wynosiła około 1 tys. zł, a wczesną wiosną tego roku już 1650 zł. To porównanie ilustruje skalę ryzyka, jakie wiąże się z kredytami walutowymi. Na szczęście tak niekorzystne dla posiadaczy kredytów warunki nie trwały zbyt długo. Ale dziś wciąż wydają oni na ratę kredytu o około 40 proc. więcej niż wówczas, gdy zdecydowali się na jego zaciągnięcie.

Na długi dystans

Biorąc pod uwagę fakt, że kredyty hipoteczne zwykle zaciągane są na okres 20–30 lat, a często nawet jeszcze dłuższy, należy spodziewać się trudnych do przewidzenia zmian kursów walut. Raz będą one działać na korzyść kredytobiorcy, innym razem przeciw niemu. Choć te ostatnie są często bardzo dotkliwe, to jednak patrząc z perspektywy całego okresu spłacania kredytu ulegają uśrednieniu. Trzeba też wziąć pod uwagę, że kryzys, z jakim mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie, jest zjawiskiem raczej wyjątkowym i zdarza się raz na kilkadziesiąt lat.

Prawdopodobieństwo, że się powtórzy w przyszłości, jest niewielkie, choć wykluczyć go nie można.

Najczęściej eksperci podkreślają, że kredyt należy brać w tej walucie, w której osiąga się przychody. Jednak konsekwentnie stosując się do tej rady, kredyty walutowe nie miałyby racji bytu w przypadku zdecydowanej większości Polaków. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że w perspektywie kilku lat nasz złoty zostanie zastąpiony przez euro. Między innymi z tego wynika rosnące ostatnio zainteresowanie kredytami w tej walucie.

O wiele rzadziej zwraca się uwagę na to, w jakim momencie opłaca się wziąć kredyt w obcej walucie. A tu zasada jest prosta. Kredyt walutowy opłaca się wziąć wówczas, gdy kurs tej waluty wobec złotego jest wysoki. Czyli, paradoksalnie, kredyt we frankach należało brać wówczas, gdy kosztował on 3-3,3 zł.

Pan Lipiec kontra pan Marzec

Ilustruje to przykład.

Porównajmy sytuację dwóch osób, z których jedna zadecydowała się kupić mieszkanie o wartości 300 tys. zł, korzystając z kredytu we frankach w lipcu 2008 r., a druga lokum o tej samej wartości w marcu 2009 r. Dla uproszczenia przyjmijmy, że oprocentowanie obu kredytów jest identyczne. Zakładając, że w lipcu 2008 r. frank kosztował około 2 zł, pan Lipiec musiał zaciągnąć kredyt w wysokości 150 tys. franków, żeby zapłacić deweloperowi 300 tys. zł za zakup mieszkania. Panu Marcowi wystarczyłby kredyt w wysokości jedynie 100 tys. franków, gdyż w marcu z ich wymiany przy kursie 3 zł miałby do dyspozycji właśnie 300 tys. zł.

Przy dzisiejszym kursie franka pan Lipiec ma do spłacenia kredyt, który w przeliczeniu na złote wynosi 420 tys. zł, a pan Marzec jedynie 280 tys. zł, pomijając dla uproszczenia dokonane w tym czasie spłaty rat. Różnica wynosi aż 140 tys. zł na korzyść pana Marca, a obaj z panem Lipcem mają identyczne mieszkania.

Ten przykład pokazuje, że w przypadku kredytów walutowych często znacznie większe znaczenie mają zmiany kursów walut i sytuacja, w jakiej się go zaciąga, niż wysokość oprocentowania. Oczywiście nie oznacza to, że nie należy szukać kredytu o jak najbardziej korzystnym oprocentowaniu oraz waluty, która da nam największe korzyści. Niestety, w tej ostatniej kwestii o wybór najtrudniej. Z pewnością powinna ona charakteryzować się najmniejszą zmiennością notowań. Do tej pory to kryterium spełniał frank. Ale euro kusi coraz bardziej.

Z kredytem w złotych wiąże się ryzyko stóp procentowych. Kredyty hipoteczne są kredytami o zmiennej stopie oprocentowania. Każda podwyżka oficjalnych stóp procentowych oraz rynkowej ceny pieniądza powoduje wzrost kosztów kredytu, czyli wysokości raty.

Obecnie zarówno w Polsce, jak i w większości innych krajów, stopy procentowe są na bardzo niskim poziomie. W najbliższych latach należy więc spodziewać się ich wzrostu. Z tego punktu widzenia istnieją ważne racje, przemawiające na korzyść kredytów walutowych.

Wynika to z prostego porównania. Podstawowa oficjalna stopa procentowa w Polsce wynosi 3,5 proc., w strefie euro 1 proc., a w Szwajcarii 0,25 proc.

Jeszcze większe różnice widoczne są w przypadku rynkowej ceny pieniądza, która brana jest pod uwagę jako podstawa do ustalania oprocentowania kredytów. Charakteryzują ją stawki na rynku międzybankowym. W przypadku Polski jest to najczęściej trzy-miesięczna stawka WIBOR, która wynosi około 4 proc. Stawka dla euro wynosi 0,7 proc., a dla franka około 0,3 proc.

Do tych stawek banki dodają swoją marżę. Wysokość marży jest wielkością, która dość mocno zmienia się w czasie. W 2007 roku, czyli w okresie największej popularności kredytów we frankach, wynosiła ona dla kredytów udzielanych w tej walucie od 1,4 do 1,6 proc., a banki konkurowały między sobą, chcąc przyciągnąć jak największą liczbę klientów.

Dziś, gdy okazało się, że ryzyko jest o wiele większe, sięga ona 4–5 proc., a w niektórych bankach bywa jeszcze wyższa.

Wciąż jednak daje to przewagę kredytom walutowym.