Można to interpretować jako oznakę ożywienia na rynku nieruchomości. Coś w tym pewnie jest, ale analitycy zwracają uwagę na inne wytłumaczenie. "Trudno ocenić, do jakiego stopnia jest to zasługą niskiej bazy z zeszłego roku, wywołanej warunkami pogodowymi. Tegoroczny styczeń był dużo łagodniejszy od tego z roku 2010" - zauważają eksperci Open Finance.

Do roboty wzięli się głównie deweloperzy, którzy rozpoczęli budowę ponad 3,2 tys. jednostek mieszkalnych, czyli ponad połowę ze wszystkich rozpoczętych w styczniu 2011 roku. Na inwestorów indywidualnych przypadło niespełna 2,6 tys. mieszkań, czyli nieco ponad 40 proc.

To byłby jednak koniec optymistycznych wieści. Mimo że deweloperzy budują więcej, to mniej wydawanych jest pozwoleń na budowę. Wydano ich o 9,2 proc. mniej niż rok temu. Dane dotyczące pozwoleń są bardzo istotne, ponieważ wskazują na przyszłą kondycję rynku nieruchomości. Jeśli liczba wydawanych pozwoleń nie zacznie rosnąć, trudno będzie mówić o rozwoju całego rynku.

Kontynuowany jest również spadek liczby mieszkań oddawanych do użytkowania. W styczniu ogółem oddano ich ponad 9,3 tys., co oznacza spadek o ponad 27 proc. w porównaniu ze styczniem 2010 roku. Największy, sięgający niemal 2/3 udział w liczbie oddawanych lokali mieli inwestorzy indywidualni, którzy w styczniu wprowadzili ich na rynek przeszło 5,9 tys. Po stronie deweloperów ta liczba sięgnęła niespełna 3 tys. "Najbliższe miesiące powinny w dalszym ciągu przynosić malejącą liczbę oddawanych lokali, a trend ten powinien ulec odwróceniu nie wcześniej niż w połowie roku" - prognozuje Bernard Waszczyk z Open Finance.