Proces karny w tej sprawie toczył się od kwietnia 2018 roku. Maciej Domżała i Jacek Kotas domagali się od Jana Śpiewaka kwoty 100 tys. zł i kary pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata za zamieszczenie ich nazwisk na Mapie Reprywatyzacji oraz za komentarze w mediach sugerujące ich "rosyjskie powiązania" oraz związki z "układem reprywatyzacyjnym" w Warszawie.

W 2016 roku Mapę Reprywatyzacji opublikowało stowarzyszenie "Miasto Jest Nasze". Jan Śpiewak był wówczas jego przewodniczącym. Na mapie pokazano powiązania osób zajmujących się procederem przejmowania warszawskich kamienic. Znaleźli się na niej politycy i biznesmeni w tym m.in. Jacek Kotas i Maciej Domżała, którzy zdaniem MJN przejęli kamienicę przy ul. Madalińskiego na Górnym Mokotowie.

W opisie ich postaci znalazła się m.in. informacja, że Domżała "zasłynął jako kolega gangsterów z mafii pruszkowskiej". Jego współpracownikiem miał być Jacek Kotas. Zdaniem Jana Śpiewaka obaj mężczyźni mają związki z "układem reprywatyzacyjnym", odpowiadają za założenie słynnej restauracji "Sowa i Przyjaciele" oraz zablokowali budowę Muzeum Sztuki Nowoczesnej poprzez reprywatyzację jednej z działek na warszawskim pl. Defilad.

- To dwójka dość kontrowersyjnych biznesmenów (…) My zawsze twierdziliśmy, że staliśmy po stronie interesu publicznego i chcieliśmy naświetlić ten styk biznesu i państwa, który robi niewiarygodne pieniądze na nieruchomościach w Warszawie – mówił w sądzie Śpiewak.

Dodał, że oskarżenie go o pomówienie było próbą "uciszenia głosu niezależnych obywateli, sygnalistów oraz osób, które walczą z korupcją, walczą o transparentną Warszawę".

- W tej sprawie mieliśmy do czynienia ze swoistym jackpotem aferalnym, gdzie spotkały się afery reprywatyzacyjna, taśmowa i ta dotycząca SKOK Wołomin – podkreślał w sądzie Śpiewak.

Prywatny akt oskarżenia w tej sprawie skierowali do sądu obaj biznesmeni. W środę sędzia Małgorzata Drewin uniewinniła miejskiego aktywistę od zarzutu pomówienia. Uzasadnienie wyroku było niejawne.

- W pierwszej instancji Jan Śpiewak został uniewinniony. Dla mnie jest to decyzja niezrozumiała, sprzeczna ze stanem faktycznym. Powstrzymam się od komentarzy dot. samego wyroku. Z pewnością w najbliższych dniach będzie składana apelacja – zapowiedział obecny w sądzie Jacek Kotas.

- Szczególnie dotknęło mnie określenie mnie mianem "rosyjskiego łącznika", ale niemniej nieprawdziwe było określenie mojego udziału w reprywatyzacji, co nie miało miejsca – podkreślał Kotas.

Dodał, że rozumie prawo do korzystania z wolności słowa oraz prawo do krytyki, ale "chodziło o to, by za te nieprawdziwe słowa ponieść konsekwencje, ba wolność wiąże się z odpowiedzialnością, szczególnie jeśli słowa wypowiada polityk, który na tej kanwie traktuje to jako kapitał do tego, by zdobyć większą popularność" – stwierdził Kotas.