- - powiedział podczas poniedziałkowej konferencji WMW wiceprezes i rzecznik stowarzyszenia Karol Perkowski. Według niego może to oznaczać koniec dzikiej reprywatyzacji.
- wtórował mu Śpiewak.
Jak wyjaśniał radny warszawskiego Śródmieścia, procedura reprywatyzacji odbywa się w oparciu o dekret Bieruta, który nacjonalizując warszawskie nieruchomości przewidywał jednocześnie możliwość ubiegania się o zwrot przez część właścicieli (a także ich spadkobierców lub następców prawnych), pod warunkiem spełnienia przez nich trzech przesłanek: złożenia wniosku w wyznaczonym przez dekret terminie sześciu miesięcy, korzystania z gruntu w sposób niesprzeczny z planem odbudowy stolicy oraz bycia w momencie złożenia wniosku zwrotowego w posiadaniu nieruchomości. Przy czym - zdaniem Śpiewaka - przez posiadanie należy w tym przypadku rozumieć "fizycznie kontrolowanie nieruchomości, która miała być odzyskana".
Na poparcie swojej interpretacji zapisów dekretu aktywiści przywołali m.in. decyzje wojewody mazowieckiego i ministra infrastruktury, orzeczenia Samorządowego Kolegium Odwoławczego, Naczelnego Sądu Administracyjnego i Trybunału Konstytucyjnego, a także opinię prawną b. rzecznik praw obywatelskich i b. sędzi NSA i TK, prof. Ewy Łętowskiej.
Według WMW potwierdzają one, że miasto, wydając decyzje zwrotowe, powinno weryfikować, czy wnioskodawca w okresie, gdy wchodził w życie dekret Bieruta "faktycznie władał gruntem". -- podkreślił Śpiewak.
Jak mówił prezes WMW, stowarzyszenie przeanalizowało "105 decyzji, które zostały wydane w ciągu ostatnich 10 lat (...) i w żadnej nie jest to badane".
Co więcej - dodał - przesłanka posiadania "nie była wymieniona" w oficjalnych procedurach ratusza. - - przekonywał Śpiewak.
Brak uwzględnienia jednej z trzech przesłanek zwrotu zawartych w dekrecie oznacza - według radnego warszawskiego Śródmieścia - że "de facto napisano dekret Bieruta na nowo - tak, żeby móc uwłaszczać się na gigantyczną skalę na majątku publicznym, który nigdy nie powinien trafić w prywatne ręce". - - zaznaczył Śpiewak.
Jak ocenił, w związku z dokonanym przez aktywistów odkryciem "otwiera się furtka do tego, żeby odzyskać część nieruchomości, które zostały oddane nielegalnie, a z drugiej strony lokatorzy, którzy zostali pokrzywdzeni na skutek tych nielegalnych decyzji, będą mogli domagać się odszkodowania na drodze cywilnej". WMW zwróciło się o unieważnienie podjętych z naruszeniem prawa decyzji zwrotowych do Samorządowego Kolegium Odwoławczego; o swoich ustaleniach aktywiści poinformowali ponadto m.in. szefa komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji Patryka Jakiego.
Lider WMW zapowiedział, że stowarzyszenie udostępni także "wniosek o unieważnienie decyzji reprywatyzacyjnej" na swojej stronie internetowej. - - dodał.
Śpiewak zaznaczył, że w grę wchodzą gigantyczne pieniądze. - - mówił.
Lider WMW zwrócił jednocześnie uwagę, że ścieżka do odszkodowania dla lokatorów, którzy utracili prawo do mieszkań w zreprywatyzowanych budynkach, będzie trudna. - - wskazał Śpiewak. Wyraził jednocześnie nadzieję, że jego stowarzyszenie będzie mogło pomóc lokatorom, którzy zdecydują się na taką ścieżkę.
Oprócz tego - powiedział prezes WMW - komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji uzyska "narzędzia do tego, żeby (...) unieważniać te decyzje i nakładać kary na osoby, które się wzbogaciły w sposób nielegalny".
O tym, że warszawscy urzędnicy nie uwzględniali w postępowaniach reprywatyzacyjnych jednej z trzech zawartych w dekrecie Bieruta przesłanek zwrotu nieruchomości - dotyczącej posiadania nieruchomości w momencie składania wniosku o zwrot - napisał w poniedziałek powołując się m.in. na ustalenia aktywistów Wolnego Miasta Warszawa, "Dziennik Gazeta Prawna".
Odpowiadając na te zarzuty stołeczny ratusz oświadczył, że przy wydawaniu decyzji reprywatyzacyjnych badane były wszystkie przesłanki zwrotów nieruchomości, także - "wtedy, kiedy można ją było badać" - przesłankę posiadania.