Skarpetką w twarz

Praktyka jednak bywa daleka od ideałów, a rzeczywistość czasem mocno skrzeczy. - Niestety, wciąż w wielu ofertach zdjęcia nieruchomości są bardzo amatorskie, ale to tak delikatnie mówiąc - opowiada Izabela Kołodziejczyk, znana w Nowodworskim z tego, że jak nikt dba o najdrobniejsze detale. - Ale nie trzeba być szczególnym pedantem, by zobaczyć to, czego dostrzec klient nie powinien. Są więc brudne gary w zlewie, bielizna na suszarce w salonie czy kuchni, są skarpetki w nieładzie rozrzucone na łóżku. Liczyć pozostaje tylko, że czyste - dodaje.

Nasza rada: piwa nikomu nie dawajcie, za to kwestię fotografii oddajcie specjaliście - profesjonalna agencja nieruchomości powinna sama wykonać zdjęcia mieszkania, czy domu; dorzucić wideo oraz plan lokalu. Zrobi to rzecz jasna w ramach usługi, bez dodatkowych kosztów. W zamian wasza oferta wzbogacona będzie o kolekcję świetnie zrobionych zdjęć, małych dzieł sztuki, które z dumą udostępnicie na swoim Facebooku. Pamiętajcie: kupujemy oczami, warto więc zadbać o ten najważniejszy kanał sprzedażowy.

Nie rób w domu Neapolu

Ta historia - podobnie jak inne z naszego bloga - wydarzyła się naprawdę. Chodziło wprawdzie o wynajem, a nie o sprzedaż, ale mechanizm jest ten sam. Z góry przepraszam wszystkich neapolitańczyków (macie świetną pizzę, ale…), newdelijczyków oraz mieszkańców pewnej dzielnicy w drugim co do wielkości mieście Anglii. Nie chciałem was urazić, a użyte w materiale odwołania do waszych miast służą li tylko i wyłącznie celom wizualizacji.

Do rzeczy. W moim apartamencie na Starym Mieście w Krakowie przez rok mieszkał młody sympatyczny człowiek z Wielkiej Brytanii, choć korzenie miał zupełnie inne. Bankowiec, wykształcony, obyty. Owa ogłada i londyński sznyt uśpiły moją czujność - przez rok tam nie zaglądałem. To był błąd. Bo przyszedł ten dzień, gdy chciałem pokazać mieszkanie nowym klientom. Poprzedni wyjechał dzień wcześniej. - Wszystko pięknie posprzątane, sir - usłyszałem miły głos w słuchawce.

Brzmiał wspaniale. A widzieliście kiedyś mieszkanie lub dom po powodzi? Albo po tsunami? Tak wyglądał mój niegdyś przepiękny apartament w sercu Krakowa. Na myśl przychodziły mi takie miejsca jak Bangladesz, New Delhi, ewentualnie owa dzielnica w Birmingham w środkowej Anglii, gdzie także zdarzyło mi się mieszkać. I gdy tak rozmyślałem nad demografią, geografią i różnicami kulturowymi, tocząc tępym wzrokiem po stercie brudnych naczyń, petów, walających się butelek i puszek po piwie, zmieszanych z ubraniami i resztkami jedzenia, zadzwonił dzwonek do drzwi. Nowi najemcy chcieli zobaczyć lokal, a ja optymistycznie założyłem, że dwie godziny na przetarcie kurzu wystarczy. - Nie chcecie tego zobaczyć. Jest lekki nieład - skłamałem, desperacko zastawiając ciałem wejście. - Ależ chcemy, chcemy - odpowiedzieli. - Widzieliśmy na zdjęciach, że to piękne mieszkanie i potrafimy sobie je wyobrazić posprzątane - dodali radośnie.

Apartment przez trzy dni pucowały panie sprzątające, podobno tylko na wannę poświęciły jeden dzień. Nie muszę dodawać, że klienci mieszkania nie wynajęli. Aż takiej wyobraźni nie mieli. Wnioski? - Posprzątaj mieszkanie, wyrzuć śmieci, niepotrzebne graty, meble, urządzenia. Mieszkanie od razu wyda się większe, przestronniejsze, jaśniejsze. A tego zwykle szukają klienci - komentuje Kołodziejczyk.

Ściągnij golasa, schowaj babcię

Każdy z nas ma jakieś wspomnienia, miłe chwile uwiecznione w fotografii, hobby czy - co oczywiste - upodobania. Ale to, co podoba się jednym, innym przeszkadza. Fotografia z ukochaną, ciotką, czy nawet mężem zapewne pięknie zdobi wasze mieszkanie, ale na wizytę potencjalnych klientów czy do zdjęcia ofertowego ową pamiątkę radzimy schować. Mały słodki bobas, goły jak święty turecki, którego fotografia cieszy oko matki czy ojca na niejednym biurku tu będzie pewną ekstrawagancją. Zasada jest prosta: trzeba uczynić wnętrze jak najbardziej neutralnym, ciepłym, ale nie osobistym.

- Wszyscy bywamy w hotelach. Przypomnijmy sobie zatem, jak wygląda taki typowy pokój w dobrym hotelu - to on powinien być wzorem. Nie ma tam żadnych prywatnych ozdób, pamiątek, czy innych przedmiotów świadczących o czasem dziwnych upodobaniach właściciela. Warto pomyśleć o jakimś obrazie czy grafice, pamiętając przy tym, by jednak unikać kontrowersji. Wybierając między erotyką a przyrodą raczej wybierzmy to drugie - radzi ekspertka. Nieruchomość ma podobać się klientowi, a nie właścicielowi.

Na Twardocha lepiej uważaj

"Ma 10 lat, cholera, jak miałaby być bezwypadkowa? Jeśli ktoś chce bezwypadkową, to w innych ogłoszeniach są same bezwypadkowe, nawet porannym wietrzykiem niemuśnięte, ani wiosennym deszczem niezroszone. Moja alfa była jednak delikatnie stuknięta z przodu, z tyłu wjechała we mnie miła pani, też niezbyt mocno, oraz była też parę razy podrapana o antropogeniczne elementy przyrody nieożywionej, tzn. jakieś płoty i bramy, jeśli dobrze pamiętam" - tak kilka lat temu Szczepan Twardoch sprzedawał swoją ukochaną Alfa Romeo. Jeśli jednak nie jesteście znanym śląskim pisarzem, Słowackim, Leśmianem, czy nawet Masłowską uważajcie na słowa. Oczywiście, odrobina oryginalności na pewno nie zawadzi, bo warto się wyróżnić. Wiadomo, tak jak wszystkie samochody są bezwypadkowe, tak każde mieszkanie jest przytulne, ze wspaniałym widokiem, przestronne i w doskonałej lokalizacji. Nawet suterena na obrzeżach Warszawy.

Pisz prawdę albo oszczędnie nią gospodaruj, niekoniecznie od razu informując, że dom leży koło strzelnicy wojskowej i te dziury w ścianach to efekt słabego wyszkolenia polskiej armii. Bądź oryginalny, ale i konkretny. - Lepiej napisać, jakie linie tramwajowe czy autobusowe mamy koło domu niż "świetna komunikacja i dobry dojazd do centrum". A przede wszystkim, klient nie jest głupi i doskonale odczytuje okrągłe słówka - wyjaśnia Robert Sulma, starszy specjalista ds. sprzedaży i wynajmu w agencji nieruchomości Nowodworski Estates. Warto się zastanowić, komu chcemy sprzedać mieszkanie. - Przedszkole i plac zabaw będą ważne dla rodziny z dzieckiem, student raczej zainteresowany będzie życiem nocnym czy komunikacją z uczelnią. I takie elementy dajemy w ofertę - dodaje ekspert. Pamiętaj: każda nieruchomość ma swojego klienta, wystarczy dobrze poszukać.

Niech klientowi opadnie szczęka

Pierwsze wrażenie robi się tylko raz. To truizm, ale faktem jest, że owych pierwszych kilka sekund jest decydujących. Zasada ta świetnie sprawdza się także podczas naszego żmudnego procesu sprzedaży mieszkania. Dlatego tak przygotuj swoją nieruchomość do sprzedaży, by na wejściu oczarować potencjalnego klienta. Nie namawiamy cię bynajmniej do gruntownego remontu przed sprzedażą; to niepotrzebny koszt, który niekoniecznie się zwróci. Nowy właściciel i tak zrobi z nim, co zechce. Gdy sprzedałem swoje pierwsze mieszkanie, odwiedziłem je tydzień później. Ze zgrozą oglądałem to, co nowa właścicielka zrobiła z tego uroczego jasnego gniazdka na poddaszu - w siedem dni!

Niemniej jednak drobne poprawki, które zrobią nam efekt "Łał!!!!" na pewno się przydadzą. Jeśli masz w sobie odrobinę artysty, możesz zrobić to sam, choć warto rozważyć współpracę z zawodowym home stagerem, który zajmuje się przygotowywaniem nieruchomości pod wynajem czy na sprzedaż. W dużym skrócie chodzi o pokazanie zalet lokalu i przygotowanie jej tak, by podobała się oglądającym. Zazwyczaj chodzi o pomalowanie ścian, odnowienie podłóg i mebli niewielkim nakładem sił i środków. - Specjalista dobierze też odpowiednie dodatki i doradzi, jak zaprojektować przestrzeń, np. przez usunięcie zbędnych rzeczy, by zwiększyć szansę na szybkie i korzystne sprzedanie mieszkania, inwestując niewielkie pieniądze. To się opłaci - wyjaśnia Sulma. Warto też zadbać o przewietrzenie lokalu przed wizytą i o odpowiedni zapach.