W lutym ubiegłego roku Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że władze spółdzielni są niesłusznie uprawnione do przyjmowania zbyt wielu osób w poczet członków. W efekcie mogą bowiem manipulować wynikami wyborów przeprowadzanych wśród spółdzielców. Ten wyrok TK postanowili właśnie wykonać senatorowie. Tyle że w zapale ulepszania prawa bardzo się zagalopowali.

Proponuje się ograniczenie prawa do nabycia członkostwa w spółdzielni mieszkaniowej jedynie do osób, które mają interes polegający na zaspokajaniu ich potrzeb mieszkaniowych (...) – czytamy w uzasadnieniu projektu nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Co to oznacza w praktyce? – Członek spółdzielni, jeśli chce nim pozostać, nie mógłby wynająć swojego mieszkania. Ani udostępnić go rodzinie, jeżeli jednocześnie sam by w nim nie mieszkał – wskazuje dr Borys Budka, były minister sprawiedliwości, radca prawny specjalizujący się w prawie spółdzielczym.

Zmiana może szczególnie dotknąć tych, którzy mają lokatorskie prawo do lokalu. W razie skreślenia ich z listy spółdzielców mogą zostać zobligowani nawet do oddania mieszkania. Z kolei posiadający własnościowe prawo do lokalu zostaną tylko – i aż – ograniczeni w swoich prawach. Mieszkań nikt im nie odbierze, ale zmniejszy się za to ich wpływ np. na to, czy i jakie remonty będą przeprowadzane w bloku. Zostaną też pozbawieni prawa do kontrolowania działań władz spółdzielni.

To bardzo niebezpieczna zmiana, która jest krokiem w przeszłość. To powrót do zasady, że na jednego obywatela przypada co najwyżej jedno mieszkanie – uważa Borys Budka.

Senator Lidia Staroń, odpowiadająca za projekt nowelizacji, zapewnia, że to dopiero wstępny etap prac nad ustawą. – Przyjrzymy się jej dokładnie i wszystkie wątpliwości rozstrzygniemy zgodnie ze wskazaniem trybunału – zapewnia.