Dziennik Gazeta Prawana logo

Nikt nie może sobie poradzić z warszawskim "gargamelem"

24 maja 2011, 12:38
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Jedna z najsłynniejszych samowolek budowlanych w Warszawie już dawno powinna być rozebrana. Jednak urzędnicy nie mogą sobie poradzić z właścicielką budynku.

Gród rycerski połączony z domem jednorodzinnym i blokiem z wielkiej płyty, a wszystko to powstało w jednym niewielkim budynku, na miejskim terenie i na oczach bezradnych urzędników. To jednak ostatnie rundy trwającej latami walki ratusza o atrakcyjną działkę na Woli. Miasto żąda zwrotu parceli, a pseudozamek chce zrównać z ziemią.

Architektoniczne dziwadło jest przez warszawiaków nazywane „Gargamelem”. Sześciopiętrowy budynek z mnóstwem przybudówek, ganeczków, wieżyczek i baszt stoi przy Okopowej 65, tuż obok cmentarza Powązkowskiego. Znają go dobrze kierowcy jadący w kierunku ronda Babka. Mieści się tam restauracja i hotel Czarny Kot. Jego właścicielka kilkanaście lat temu wydzierżawiła od miasta stojący w tym miejscu szklany pawilon i zaczęła go rozbudowywać. Bez żadnych planów, bez pozwoleń i w dodatku na cudzym gruncie. Rok po roku budynkowi przybywała kolejna wieżyczka czy klatka.

Urzędnicy tylko bezradnie rozkładali ręce, bo właścicielka zawsze na czas przynosiła dokumenty, i półpięterka i dobudówki trzeba było zalegalizować. Twierdzą, że nie można było nic zrobić. W końcu dwa lata temu nadzór budowlany orzekł, że tylko dwa z sześciu pięter „Gargamela” są legalne.

Resztę kazał rozebrać. Burmistrz Woli zacierał ręce z radości, bo samorządowcy ze straszydłem walczą już od dawna. Jednak właścicielka znów odwołała się do wyższej instancji i sprawa się przeciągnęła. Ostatecznie miasto postawione pod ścianą nie przedłużyło niepokornej inwestorce umowy dzierżawy. Zażądało wydania terenu w stanie sprzed dzierżawy, a to oznaczało, że budynek trzeba całkiem rozebrać.

Jednak i tym razem właścicielka odwołała się do sądu. Cały czas na wokandzie toczy się rozprawa o eksmisję i rozbiórkę dziwadła. Jej końca można wypatrywać jesienią. – Miasto i dzielnica stoją cały czas na niezmienionym stanowisku: żądamy wydania terenu i rozebrania tego budynku. Koniec rozprawy pewnie we wrześniu, ale liczymy się z tym, że od wyroku sądu będzie pewnie kolejne odwołanie – mówi Monika Beuth-Lutyk, rzeczniczka prasowa Urzędu Dzielnicy Wola.

Jak to się stało, że na działce miasta dzierżawczyni tak długo łamała prawo? Urzędnicy rozkładają ręce.– Szczerze mówiąc, sama nie mam pojęcia, jak to się stało, że przez tyle lat był rozbudowywany bez żadnych pozwoleń, i to jeszcze na miejskim gruncie. Nie wiem, czy winy należałoby się doszukiwać po naszej stronie, czy np. po stronie nadzoru budowlanego. Sprawa będzie wymagała przejrzenia dokumentu po dokumencie – kwituje Beuth-Lutyk.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj