W Polsce w blisko 4 mln lokali w blokach z wielkiej płyty mieszka ok. 12 mln ludzi, jedna trzecia populacji kraju. Najstarsze budynki zbliżają się do sześćdziesiątki, choć ich żywotność planowano na 50, maksymalnie 70 lat.
W cztery miesiące, w szczerym polu
- mówi Zbigniew Maćków, architekt z Wrocławia.
- odpowiada prof. Leonard Runkiewicz, pracownik Instytutu Techniki Budowlanej i Politechniki Warszawskiej.- mówi Konrad Płochocki, dyrektor generalny PZFD.
Bloki z wielkiej płyty budowano w Polsce od lat 50. XX w. aż do początku lat 90. Pięciokondygnacyjny budynek jednoklatkowy z czterema lokalami na piętrze powstawał w cztery miesiące, od robót ziemnych do etapu wprowadzenia się lokatorów. Na potrzeby budownictwa wielkopłytowego działało ok. 150 większych i mniejszych zakładów prefabrykatów. Dzięki tej technologii osiedla mogły powstawać na terenach niezurbanizowanych, często w szczerym polu. Jakość mieszkań – nawet jak na tamte czasy – była niska, ale ludzie chętnie się tam przenosili, bo mieli dostęp do bieżącej wody, kanalizacji i nie trzeba było palić w piecach węglowych, żeby mieć ciepło.
Czy tu można bezpiecznie mieszkać?
Technologia była szybka w realizacji, niezależna od warunków pogodowych. Stosowano ją w całej Europie. Pierwsza wyłamała się Szwajcaria, gdy już pod koniec lat 60. okazało się, że wielka płyta jest droższa od tradycyjnej technologii. W Polsce tymczasem budowano w najlepsze.– wyjaśnia dr inż. Stanisław Karczmarczyk, przewodniczący Rady Małopolskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa. – mówi inż. Karczmarczyk.
Wyliczenia co do terminu przydatności wielkiej płyty do użytku opierały się na szybkości procesu karbonatyzacji, czyli wietrzenia betonu i korozji zbrojenia. - uspokaja inż. Karczmarczyk.
Instytut Techniki Budowlanej na zlecenie dawnego Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa już drugi rok bada stan techniczny budynków wielkopłytowych. Wynikami są zainteresowane nie tylko władze, ale też miliony Polaków, którzy w tych budynkach mieszkają. wyjaśnia prof. Runkiewicz z ITB.
Ma problemy, ale się nie zawali
W wielu budynkach wady widać gołym okiem: pękające ściany i stropy, nieszczelne łączenia balkonów i loggii ze ścianą budynku, wilgoć i pleśń na ścianach, rdzawe zacieki na powierzchni elementów żelbetowych, kruszący się beton, przeciekające dachy i dziurawe orynnowanie.
- przekonuje inż. Zbigniew Dzierżewicz, współautor książki "Systemy budownictwa wielkopłytowego w Polsce w latach 1970–1985". -dodaje
Inżynier Karczmarczyk tłumaczy, że jako ekspert był wzywany do budynków, w których nastąpił wybuch gazu. Nie zdarzyło mu się, jak twierdzi, nakazać ewakuacji całego budynku. Zabierano ludzi z mieszkania, w którym doszło do wybuchu. Pozostali mieszkańcy bloku mogli zostać. Do największej katastrofy doszło 23 lata temu w Gdańsku - i to w wielkanocny poniedziałek. Po wybuchu gazu 10-piętrowy wieżowiec skurczył się o kilka kondygnacji. Zginęły 22 osoby. Do tragedii doszło z winy jednego z lokatorów, który w piwnicy rozszczelnił instalację gazową. Blok następnego dnia zburzono.
- mówi inż. Karczmarczyk.
Choć się zużywa, to wciąż przyciąga
Problemem wielkiej płyty jest nie tylko zużycie konstrukcyjne. - mówi dr inż. Jacek Dębowski z Politechniki Krakowskiej. Wiele z nich ma instalację elektryczną wykonaną z tańszego od miedzi aluminium, która nie wytrzymuje obciążenia zbyt dużej liczby urządzeń. Przewody nagrzewają się, przepalają, co może doprowadzić do pożaru.
Źródłem zagrożenia jest też instalacja gazowa. Docieplenie budynków ogranicza dostęp powietrza do spalania, a doszczelnienie okien ogranicza wymianę powietrza, przez co mnożą się grzyby i pleśń. W budynkach występuje zbiorcza grawitacyjna wentylacja, która odpowiada za usuwanie zużytego powietrza, a nie za jego dostarczenie. Instalacja wodna wykonana jest z rur stalowych (mało odporne na korozję, zarastają kamieniem). Przy zmniejszonych przekrojach rur pompy wspomagające mają problemy z utrzymaniem w nich właściwego ciśnienia, przy braku modernizacji może to spowodować braki lub ograniczenia wody na wyższych piętrach wieżowców.
- opowiada prof. Runkiewicz. - dodaje.
- orzeka inż. Dębowski. - twierdzi.
Mieszkania w blokach z wielkiej płyty sprzedają się nie gorzej niż w nowym budownictwie. Skąd ta popularność? - tłumaczy Maria Myślińska, właścicielka agencji nieruchomości Korab z Warszawy. – Mieszkania kupują młodzi ludzie, których nie stać na nowoczesne budownictwo, z obowiązkowymi miejscami postojowymi w garażach podziemnych za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ale jak tylko się dorobią, uciekają do lepszych warunków. Lokale w wielkiej płycie z czasem będą się sprzedawać za grosze - podsumowuje.