Coraz częściej pojawiają się głosy, że wobec kurczącej się liczby nowych mieszkań za kilka kwartałów może dojść do dziury podażowej. Wtedy mogą powrócić czasy kupowania dziury w ziemi. Taki scenariusz ma zachęcić niezdecydowanych do zakupów już teraz, bo za rok nie będzie w czym wybierać. Trudno to sobie jednak wyobrazić, biorąc pod uwagę, że u deweloperów jest jeszcze ok. 12 tys. mieszkań do sprzedania.

Reklama

Również niektórzy eksperci przekonują, że nowych mieszkań nie zabraknie, a w miarę wyczerpywania się zapasów deweloperzy będą wprowadzać na rynek nowe projekty. Takiego zdania są analitycy Domu Inwestycyjnego BRE (DI BRE). – Nawet na słabym rynku oferta części deweloperów będzie się powoli wyczerpywać, w związku z tym rozpoczną oni kolejne projekty – piszą analitycy DI BRE w najnowszym raporcie dotyczącym sytuacji na rynku mieszkaniowym.

Dlaczego deweloperzy mieliby budować, mimo że sytuacja w mieszkaniówce, wprawdzie lepsza niż pół roku temu, nadal nie jest stabilna? Zdaniem ekspertów dużych firm po prostu nie stać na długotrwałe przestoje.

"Motywacją do rozpoczynania nowych projektów jest nie tylko chęć uzyskania atrakcyjnego zwrotu na kapitale, ale i konieczność pokrycia kosztów stałych działalności firmy. A te w przypadku dużych deweloperów wynoszą rocznie nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Ponadto, część firm będzie starać się budować nowe obiekty w celu uwolnienia gotówki, która obecnie zamrożona jest w gruntach" – przekonują eksperci DI BRE. Niektóre projekty mogą być realizowane nie tylko z myślą o wysokich marżach, ale i w celu zdjęcia z bilansu gruntów, pod które zaciągnięte są zobowiązania kredytowe.

Według szacunków ekspertów DI BRE do końca przyszłego roku dwaj najwięksi gracze na rynku warszawskim, czyli Dom Development i JW Construction, mogą wprowadzić na rynek nawet 3 tys. nowych mieszkań. Odpowiadałoby to 1/3 rocznej chłonności rynku. Co na to sami deweloperzy?

Po części potwierdzają chęć rozpoczęcia nowych budów. – Pracujemy nad uruchomieniem kilku nowych projektów mieszkaniowych w Warszawie i Łodzi, by zabezpieczyć podaż na rok 2011. Spośród stołecznych inwestycji jeszcze w tym roku może wystartować pierwszy etap inwestycji przy Zdziarskiej (580 mieszkań). Jesteśmy również przygotowani do rozpoczęcia kolejnej inwestycji na warszawskiej Białołęce – przy Światowida (156 lokali), oraz projektu na Mokotowie (ok. 230 jednostek). Na decyzję czekają kameralne inwestycje w Łodzi, Gdyni i Katowicach, rzędu 100 – 150 mieszkań każde – mówi Józef Wojciechowski, przewodniczący rady nadzorczej JW Construction. Holding chce mieć w ofercie w przyszłym roku ok. 1,5 mieszkań.

Z kolei Dom Development zamiast zapowiedzi od razu przechodzi do czynów. Deweloper rozpoczął właśnie projekt Derby 9 na Białołęce zakładający budowę 234 mieszkań. – Na koniec czerwca w ofercie Dom Development było 969 mieszkań. Wyczerpująca się oferta i rosnący popyt skłoniły dewelopera do uruchomienia zamrożonego dotychczas projektu. Jest duże prawdopodobieństwo, że w tym roku zaczniemy kolejną inwestycję – mówi Janusz Zalewski, wiceprezes i dyrektor finansowy spółki.

Pamiętać trzeba, że poza największymi deweloperami w Warszawie funkcjonuje kilkadziesiąt firm o mniejszym, choć wcale niemałym potencjale. Część z nich już zdecydowała się na rozpoczęcie kolejnych inwestycji. Nowe projekty szykują m.in. firmy: Red Development, Fadesa Prokom czy Marvipol. "Deweloperzy będą dążyć do rozpoczynania nowych projektów nawet w trudnej sytuacji rynkowej. Będą to inwestycje lepiej dostosowane do możliwości finansowych Polaków – powstaną lokale tanie, niewielkie" - uważają eksperci DI BRE. Ich szacunki zakładają, że na koniec 2010 roku w ofercie deweloperów powinno się znajdować ok. 10 tys. nowych mieszkań.