Prognozy gospodarcze dla Polski są coraz gorsze. Przyszłoroczny wzrost gospodarczy może nie przekroczyć 4 proc., wobec 5 – 5,5 proc. prognozowanych na ten rok. Nie napawa to optymizmem deweloperów. Z drugiej jednak strony z rynku dochodzą są sygnały, że branża nie składa broni. W tym roku, jak podał GUS, rozpoczęto ponad 120 tys. nowych inwestycji mieszkaniowych, a około 705 tys. jest w trakcie realizacji. Ożywienie rynku powinna też wywołać deklaracja rządu o wprowadzeniu w 2012 r. euro i przyjęcie tzw. mapy drogowej dochodzenia Polski do wspólnej europejskiej waluty. Inwestorzy zagraniczni odebrali tę zapowiedź jako znak, że w Polsce w długiej perspektywie warto inwestować w nieruchomości, bo gospodarka posługująca się wspólną walutą UE zasługuje na zaufanie. Sprzyjać inwestorom będzie spadająca inflacja i rosnące nadal przychody gospodarstw domowych, ponieważ spowolnienie gospodarcze w naszym kraju będzie znacznie słabsze niż w Europie Zachodniej.

Reklama

Prognozy na 2009 r. i na lata następne nie są więc jednoznacznie pesymistyczne. Jednak deweloperzy są bardzo ostrożni. Większość już w tym roku zamroziła część projektów, które miały najmniejsze szanse na sprzedaż na trudnym rynku. Przykładem jest giełdowy Dom Development, który w tym roku wstrzymał jedenaście projektów. Jak powiedział nam prezes spółki Jarosław Szanajca, czekają one na lepsze czasy, ale można je odpalić z dnia na dzień. Po drugie czołowi gracze rynkowi, wyczuwając gorszą koniunkturę, już w tym roku skoncentrowali się na projektach tańszych, z ofertą popularnych mieszkań 45-65-metrowych ulokowanych poza centrami miast. Jak pokazały też badania, Polacy są nadal skłonni wyłożyć do 6,5 tys. zł za metr kwadratowy nowego mieszkania w dużym mieście. Zatem większa część projektów deweloperów z pewnością spotka się z popytem rynkowym. Klienci mogą też liczyć, że ceny będą o blisko 10 – 15 proc. niższe od tegorocznych. Rosną też szanse na tańsze niż do tej pory miejsca garażowe czy tarasy.

W jakim kierunku pójdzie rynek w 2009 r.? Według Pawła Grząbki z firmy CEE Property Group ożywieniu ulegnie rynek specjalnie projektowanych budynków pod wynajem. Chodzi m.in. o prywatne akademiki. CEE Property Group pracuje nad kilkoma takimi projektami dla zagranicznych instytucji finansowych oraz polskich deweloperów. W przyszłym roku wciąż będzie się miał dobrze wtórny rynek mieszkań w mniejszych miejscowościach, gdzie do tej pory nowych inwestycji było mało, a głód mieszkań nadal jest ogromny. Poza tym jest to rynek bardzo atrakcyjny cenowo, ponieważ średnia wartość metra kwadratowego lokalu w takich lokalizacjach nie przekracza 3 tys. zł.

Na rynku działek budowlanych nadal można liczyć na wzrost wartości parceli. W ostatnich 12 miesiącach, pomimo gorszej koniunktury, ich ceny wzrosły o 18 proc. W przyszłym roku można się spodziewać najwyżej stagnacji, ale z pewnością nie spadku wartości ziemi, zwłaszcza w dobrych lokalizacjach, w pobliżu planowanych inwestycji drogowych i związanych z organizacją Euro 2012.

Producenci materiałów budowlanych zacierają ręce. Znakomita koniunktura budowlana, na co wskazuje liczba rozpoczętych inwestycji, sprawia, że tempo rozwoju branży materiałów budowlanych może sięgnąć w tym roku 10 proc., a w 2009 r. około 5 proc. Będzie to ono wyższe od spodziewanej tegorocznej dynamiki PKB.

W tak sprzyjających okolicznościach jedynym zmartwieniem producentów będą ceny. Eksperci Związku Producentów Materiałów dla Budownictwa (ZPMB) są zgodni – do końca tego roku wzrost cen podstawowych materiałów nie przekroczy kilkunastu procent. A w przyszłym nie będzie wyższy od 4 proc. inflacji. Powód? Poza takim asortymentem jak cement, wapno czy materiały ścienne, gdzie popyt przewyższa podaż, w pozostałej produkcji, tj. chemii budowlanej, materiałów izolacyjnych, armatury czy ceramiki, od paru lat mamy do czynienia z nadwyżką oferty nad zapotrzebowaniem. Coraz bardziej daje o sobie znać zupełnie nowy czynnik, który być może już w przyszłym roku wpłynie na ceny materiałów budowlanych w Polsce – chodzi o eksport. I to nie na Zachód, ale przede wszystkim na Ukrainę. Ukraina stała się prawdziwym budowlanym eldorado. Dostęp do tego rynku jest coraz prostszy, a ceny podstawowych materiałów są nawet o 30 proc. wyższe niż w Polsce. Nic dziwnego, że w Winnicy na Ukrainie ma swoją fabrykę producent desek podłogowych Barlinek, a Cersanit rozbudowuje za wschodnią granicą swoją fabrykę glazury.

Od pewnego czasu działają też fabryki armatury sanitarnej Sanitec Koło i okien Fakro. Nie można wykluczyć, że również część cementowni przeniesie swoją produkcję na Wschód, gdzie nie obowiązują unijne limity emisji CO2 i gdzie jeszcze ceny podstawowych surowców do produkcji cementu są niższe niż w Polsce. Sporo polskich firm działających pośrednio na rynku mieszkaniowych rozwija swoją działalność także na Białorusi. Korzystają one tam z taniej siły roboczej i nikłej konkurencji. Przykładem przedsiębiorstwa, które zakorzeniło się na Białorusi, jest Śnieżka. To po Ukrainie największy rynek zagraniczny spółki, na który trafia 7,4 proc. produkcji wartości ok. 40 mln zł rocznie.