Julita Wróbel-Siemieniuk: Ekologiczne domy, budowane z materiałów odpadowych od lat zdobywają świat. W Polsce powstał pierwszy dom tego typu. Pani go zaprojektowała, Pani wykonała projekt budowlany, który uzyskał pozwolenie na budowę. Jak w polskich warunkach buduje się domy ze "śmieci"?

Barbara Wojtkowska-Guichert*: Zgłosili się do mnie ludzie, którzy chcieli zbudować earthshipa i ja im taki budynek zaprojektowałam, dostosowałam do prawa polskiego. W Mierzeszynie koło Pruszcza Gdańskiego powstał więc pierwszy earthship w Polsce - całkowicie autonomiczny dom mieszkalny, bez żadnych przyłączy do mediów, z własną wodą i energią, zbudowany  z materiałów z odzysku, w pełni ekologiczny. To właściwie dwa budynki, jeden jest budynkiem mieszkalnym, drugi gospodarczym, wyposażonym w wiatrak wytwarzający energię. Nie obeszło się bez kłopotów, ponieważ starostwo zakwestionowało ścianę oporową z opon. W związku z tym konieczne były poprawki i zbudowanie ściany z pięciu warstw opon, żeby sprostać wymaganiom urzędników ze starostwa, co spowodowało przedłużenie budowy.  Właścicielom ten dom tak się spodobał, że postanowili wybudować pod Gdańskiem inną ziemiankę zatopioną w zboczu jako inwestycję turystyczną z obiektem gastronomicznym.

Skąd pomysł, żeby w Polsce budować earthshipy? Jesteśmy przecież krajem o niskiej świadomości ekologicznej. Większość z nas chce budować możliwie tanio i konwencjonalnie.

Przyjechałam do Polski z Holandii, gdzie przez 20 lat działałam i szkoliłam się w organizacji ekologicznej VIBA (Stowarzyszenie Integralnej Biologicznej Architektury), założonej i prowadzonej w Den Bosch przez prof. Petera Schmidta z wydziału budownictwa Politechniki w Eindhoven. Brał on udział w powstawaniu sieci działających w Europie organizacji ekologicznych. Odegrały one ważną rolę w podnoszeniu świadomości ekologicznej zachodnich społeczeństw i wpłynęły na zmianę tamtejszej polityki budowlanej. W Europie zaczęło się więc rozwijać zdrowe budownictwo z naturalnych materiałów, rosła grupa szkolących się w tych technikach architektów. W USA zaś działał w tym samym czasie architekt Michael Reynolds, który rozpropagował ideę budowania eartshipów (ziemnych łodzi) jako formy odciążenia środowiska naturalnego poprzez zastosowanie materiałów odpadowych z rozbiórek budowlanych, stanowiących jeden z największych problemów gospodarki odpadami na świecie.

Do tzw. ekologicznych "lodołamaczy", którzy położyli podwaliny pod zrównoważony rozwój w budownictwie, należy także prof. Tom Wolley z Irlandii.

Tego typu domy można już podobno zamawiać przez internet. Czy nazwa earthship jest zastrzeżona, zarezerwowana dla domów spełniających konkretne wymogi?

Nie każdy ekodom może się tak nazywać. Eartshipy są budowane według idei M. Reynoldsa i kojarzą się głównie z oponami, bo podstawowym materiałem budowlanym są właśnie zużyte opony samochodowe, budzące zresztą największe kontrowersje wśród przeciwników tej idei. Ale to nie wszystko - stosuje się także butelki i puszki po piwie, sporo cementu a poza tym materiały z drugiej ręki, np. okna, drzwi, belki i deski drewniane, materiały sanitarne z rozbiórki.

Główną zasadą funkcjonowania takiego budynku jest zaś jego energooszczędność, niezależność energetyczna i brak szkodliwego wpływu na środowisko naturalne. Oznacza to  obecność odnawialnych źródeł energii takich jak fotowoltaika, wiatraki, panele solarne, pozyskiwanie wody deszczowej, system wody szarej w budynku oraz biologiczne oczyszczalnie ścieków z potrójnym oczyszczaniem wody ściekowej.

Jakie technologie stosuje się przy budowie earthshipów?

W dobrych budynkach tego typu łączy się wszystkie możliwe techniki ekologiczne, czyli recykling, naturalne materiały, zdrowy klimat wewnętrzny i przyjazne środowisku naturalnemu projekty architektoniczne. Chodzi oczywiście o to, by nie zaśmiecać środowiska, a wręcz budować z odpadów, ale docelowym produktem jest budynek o zdrowym klimacie wewnętrznym, który ma służyć zdrowiu ludzi. To niezależne, autonomiczne domy, samowystarczalne pod względem energii i wody.

Mieszkańcy polskiego earthshipa wykorzystują wodę deszczową do celów bytowych, wodę ze studni do picia, a energię czerpią z wiatru. Budynek powstał w odległości kilku kilometrów od linii energetycznej, ale jest całkowicie autonomiczny, nie jest podłączony ani do sieci energetycznej, ani kanalizacyjnej. Ściany oporowe domu zbudowano z pięciu warstw opon, wypełnionych ubijaną ziemią, żeby zabezpieczyć ziemiankę, wykopaną w bardzo stromym zboczu, przed osuwaniem się ziemi. Dach jest pokryty membraną wodoszczelną i częściowo trawą. 

Nie brzmi to zbyt skomplikowanie.

Niestety spotykam się z sytuacjami, kiedy polski inwestor jest nieprzygotowany do budowania domów naturalnych, bazuje na kiepskich materiałach. Podwykonawcy i ekipy budowlane zastępują niektóre ekologiczne materiały zwykłymi, stosowanymi powszechnie w budownictwie. Idą na łatwiznę, zamiast dbać o jakość. Wiele osób podejmuje też próby budowania z naturalnych materiałów na własną rękę, nie mając odpowiedniej wiedzy ani kwalifikacji. Myślą, że by wybudować dom z ziemi, wystarczy wiedza z internetu. Tymczasem zbudowanie dobrze funkcjonującego earthshipa wymaga ogromnej, fachowej wiedzy, ja zdobywałam ją przez wiele lat. Poza tym świadomość ekologiczna wciąż pozostawia wiele do życzenia, ludzie przyzwyczaili się do kupowania gotowych projektów z konwencjonalnych materiałów zamiast wykorzystywania tańszych materiałów z recyklingu.

Jak mieszkańcy wsi przyjęli tę nowatorską inwestycję?

Przy budowie pomagała cała wieś - ludzie bardzo przychylnie przyjęli ten pomysł, bo mieli dzięki niemu pracę. Dom jest ukryty w dużej dolinie, otoczony płotem, nie widać go z zewnątrz. Jednak od rozpoczęcia budowy właścicieli nawiedzała fala odwiedzających, chcących zobaczyć, jak wygląda w środku. Żeby uniknąć wizyt, właściciele postanowili przekierować zainteresowanie miłośników budynków typu earthship do ziemianek, które budują w innym miejscu.

Czy earthshipy są tańsze od domów konwencjonalnych?

Mogą być tańsze od domów konwencjonalnych ze względu na niższą cenę podstawowych materiałów budowlanych, natomiast systemy energii odnawialnej i dobrze wykonane oczyszczanie ścieków oraz zbieranie wody deszczowej sporo kosztują.

Poda Pani jakieś kwoty?

Koszt projektu budowlanego i projektu zagospodarowania terenu to około 100 zł za m2. Koszt budowy earthshipa w Mierzeszynie, o powierzchni około 180 m2, inwestorzy wyliczyli na wstępie na 1000 zł za m2, ale tylko dlatego, że wiele materiałów zgromadzili z rozbiórki, jeszcze zanim zaczęli budowę. Mieli przy tym spore doświadczenie budowlane. Uczestniczyłam w początkowej fazie budowy, później właściciele sami ją kończyli.

Earthship może być dużo tańszy niż budynek konwencjonalny, pod warunkiem, że nie kupuje się nowych materiałów, tylko wykorzystuje materiały z odzysku oraz wkłada własną pracę. Istotne jest też, w jakim rejonie kraju prowadzona jest inwestycja, bo np. instalacje ekologiczne, fotowoltaika i solary na Pomorzu są prawdopodobnie tańsze niż na południu kraju. Dużo zależy też od inteligencji inwestora, jego obrotności i zaangażowania. Poza tym już sama eksploatacja domu nie kosztuje nic - nie trzeba płacić za prąd, wodę i kanalizację.

Jak Pani ocenia perspektywy budownictwa autonomicznego?

Wiele wskazuje na to, że już wkrótce powstaną kolejne earthshipy - w planach są trzy kolejne projekty, choć jak na razie tylko na papierze. Mój pomysł na tanie budownictwo socjalne według tej idei nie zyskał do tej pory akceptacji urzędników. W Polsce w ogóle bardzo trudno pracuje się z urzędami, ale czasem też z inwestorami. Wciąż spotykam się też w środowisku z brakiem współdziałania, z samowolką na budowach, z "odpornością" inwestorów na dobre rady fachowca.

Za granicą jest łatwiej?

Niekoniecznie, earthshipy wszędzie wzbudzają wiele kontrowersji. Są bardzo popularne w Stanach Zjednoczonych, ale Michael Reynolds twórca idei budowania domów z recyklingu walczy o nie już od ponad 45 lat.

Oprócz domów z opon buduje się także domy z naturalnych materiałów. Czy polski rynek zaakceptował domy ze słomy i gliny? Czy wchodzą jakieś inne nowe technologie?

Przyszłością budownictwa na świecie są naturalne, zdrowe, nieprzetworzone materiały budowlane, często wytwarzane na bazie odpadów z rolnictwa, właśnie takich jak słoma. Udało mi się w Polsce rozpropagować technologię budowania domów z mieszanki paździerza i wapna hydraulicznego, zwanego betonem konopnym albo inaczej Hempcretem (zastrzeżona nazwa prof. Toma Woolly'ego). To bardzo trwały materiał o bardzo niskim współczynniku przenikalności ciepła, a jednocześnie bardzo dobrze izolujący. W budownictwie ekologicznym czerpiemy wzorce z przeszłości, nawet ze średniowiecza, udoskonalamy je, dostosowujemy je do współczesnych wymogów, tworząc w rezultacie zdrowe nowoczesne, przyjazne ludziom budynki. Można je zaprojektować tak, by wyglądały nowocześnie, można z nich tworzyć dowolną piękną architekturę, zaspokajać najbardziej wyrafinowane gusta.

Bardzo popularne stały się domy ze słomy, których w Polsce jest już ponad sto. Ciekawą metodą budowania są także domy kopułowe o półkulistym kształcie. Mimo że jest to niszowa architektura, przebija się na zasadzie ruchu oddolnego ludzi, którzy chcą mieć wyjątkowe domy. Chodzi o budynki, które generują zdrowy klimat wewnętrzny, tworzą środowisko  przyjazne człowiekowi.

Jeśli dojdziemy do porozumienia z kilkoma gminami, powstaną całe ekologiczne osiedla, budowane tymi właśnie technologiami. Zastosujemy w nich być może i słomę, i glinę, i opony, i konopie, i kopuły. Można pozyskać na ten cel finansowanie ze środków unijnych na poziome 50-60 proc., ponieważ wszystkie te technologie są bardzo innowacyjne. Jest kilka samorządów bardzo przychylnie nastawionych do tego typu projektów. Nie mogę nic więcej na ten temat powiedzieć, ale jestem dobrej myśli.

*Barbara Wojtkowska-Guichert, architektka, projektantka autonomicznych eko-domów i pierwszego w Polsce earthshipa