Andrzej Ryczek: W ciągu dwóch miesięcy kierowany przez pana zespół handlowy sprzedał wszystkie mieszkania w Villi Cavaletti, mimo że budowa dopiero się rozpoczynała, a inwestycja nie była nigdzie reklamowana – nawet na państwa stronie WWW. Jak to możliwe?
Michał Okoń: Chciałbym powiedzieć, że to magia, ale nie jest ona w naszym zasięgu. Dzisiaj mamy do czynienia z dość wymagającym rynkiem klientów, który wymaga specyficznych działań. Nam się udało dość dobrze wyczuć rynek i dopasować do niego lepiej niż konkurencja.

Czy były jakieś specjalne działania, które zastosowaliście, żeby zachęcić klientów do zakupu?
Zdecydowanie tak. Każdy klient był traktowany indywidualnie i jednostkowo. Pozbyliśmy się wszelkich procedur i wystandaryzowanych wzorców obsługi. Każdy klient, niezależnie, czy kupował kawalerkę, czy penthouse, był tak samo traktowany, z najwyższym szacunkiem. A na koniec wieńczyliśmy proces sprzedaży umową podpisywaną nowiutkim markowym piórem i zimnym szampanem.

Oczywiście nie dla samego szampana klienci dokonywali zakupu?
Racja. Inwestycja wzorem naszych poprzednich realizacji otrzymała to, co jest u nas standardem, czyli całą masę rozwiązań proklienckich. Mowa tu zarówno o tych widzialnych elementach budynku, jak i tym niedostrzegalnych, typu gwarancja, zarządzanie itp.

A czy obecnie Marvipol ma podobną ofertę do tej, która się sprzedała?
Tak, mamy bardzo podobną ofertę – nową inwestycję, ale jej szczegóły możemy zdradzić tylko w biurze przy dobrej kawie.