Reklama

Mieszkanie w PRL-owskich blokowiskach, które kupujący omijali przez lata, teraz cieszą się powodzeniem. I to pomimo wysokich cen.

Najwięcej za wielka płytę przyjdzie zapłacić w Warszawie, bo ceny nie spadają poniżej 10 tys. zł. W centrum (Muranów, Śródmieście) osiągają nawet 12 tys. czy 14 tys. zł za metr. Dla porównania w listopadzie ub.r. było to 8-8,5 tys. zł za mkw.

A jak jest w pozostałych miastach?

- Jeszcze pięć lat temu za mieszkanie po generalnym remoncie w bloku z płyty w Łodzi trzeba było zapłacić niecałe 4 tys. zł za mkw., dziś jest już ok. 7 tys. zł – tłumaczy w "Rzeczpospolitej" Kamil Wrotniak, właściciel firmy Hołm. W Gdańsku drożej jest o 50 proc.

Powodów jest kilka. Korzystna lokalizacja (czytaj: centra miast), dobre rozmieszczenie pomieszczeń i ich wielkość (ułatwia wynajem).

- Płyta jest konkurencyjna także pod względem kosztów utrzymania i administracji. Zwyczajowo nie ma opłat za ochronę, monitoring, firmę zajmującą się utrzymaniem zieleni – dodaje Kamil Wrotniak.

Co ciekawe, w Szwecji 84 proc. domów jednorodzinnych powstaje z prefabrykatów, w Holandii – 20 proc. Metoda ta jest też popularna poza Europą: w Japonii (28 proc.) i np. USA (5 proc.).