Reklama

Aż 23,5 proc. oferty stanowią lokale powstałe i sprzedawane w trakcie i po boomie na rynku nieruchomości. Jednocześnie należą one do najdroższych wystawionych na sprzedaż – mówi „Rzeczpospolitej” Marta Kosińska, ekspert Szybko.pl.

Ich ceny już w tej chwili są około 11 proc. wyższe niż średnia cena lokali w danym mieście i nawet o 17 proc., jeśli wziąć pod uwagę mieszkania w wielkiej płycie.

Wysyp prawie nowych lokali to efekt zbyt wysokich rat kredytów denominowanych we frankach i problemów z ich spłatą, przy tym taka sytuacja może dotyczyć około 700 tys. rodzin.

Cześć sprzedających chciałaby dziś zwiększyć powierzchnię życiową, bo jako swoje pierwsze lokum kupowali zwykle dwa pokoje o minimalnej powierzchni, czyli niewiele przekraczającej 40 mkw. – zauważa także w „Rz” Mariusz Kania, prezes sieciowej agencji nieruchomości Metrohouse.

Zazwyczaj na sprzedaż wystawiane są mieszkania dwupokojowe, które mają około 47 mkw. (stanowią 40 proc. lokali na rynku wtórnym), rzadziej – trzypokojowe o powierzchni 66 mkw (34 proc.). Kawalerki, które mają około 32 mkw., to zaledwie 12 proc.

W praktyce okazuje się jednak, że choć chętnych na takie lokale nie brakuje, to jednak do sprzedaży w rzeczywistości nie dochodzi. Barierą jest cena, jakiej żądają sprzedający – podkreśla Mariusz Kania z Metrohouse.

Dziś sprzedają się tylko okazje, czyli lokale w bardzo atrakcyjnej dennie, drastycznie przecenione przez właścicieli, niezależnie czy w nowym budownictwie czy w płycie. I taka sytuacja jeszcze trochę potrwa – potwierdza Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.