Z największą podwyżką mamy do czynienia w Bydgoszczy, Lublinie i Warszawie. Rekordzistką jest jednak Łódź. Tutaj wartość metra kwadratowego wzrosła o ponad 15 procent w ujęciu rocznym. 

Zdaniem analityka Marcina Krasonia, to efekt trwającej od kilkunastu miesięcy hossy na rynku mieszkaniowym. To zasługa między innymi rekordowo niskich stóp procentowych. Dzięki temu kredyty hipoteczne stały się wyjątkowo tanie. Z tego samego powodu wyjątkowo nieatrakcyjne stały się lokaty inwestycyjne. Ludzie wycofują gotówkę i chcąc ją zainwestować, kupują nieruchomości. 

Ekspert zwraca uwagę, że popyt na mieszkania może się utrzymać na wysokim poziomie.

Nieruchomościami są zainteresowani inwestorzy, z drugiej zaś część Polaków chciałaby poprawić warunki życia. Według statystyk Eurostatu, wielu Polaków cały czas mieszka w przeludnionych mieszkaniach, z kolei w krajach Europy Zachodniej, standardowo każdy członek rodziny ma swój pokój. Normą też jest osobny pokój dzienny oraz sypialnia.

Analityk zaznacza, że hossy na rynku mieszkaniowym nie przerwało wejście w życie rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego, w myśl której każdy, kto zaciąga kredyt hipoteczny powinien dysponować 10-procentowym wkładem własnym. Przeciwwagą była w tym przypadku lutowa obniżka stóp procentowych.

Autor raportu zwraca też uwagę na wysoką liczbę wydawanych pozwoleń na budowę. To oznacza, że deweloperzy są przygotowani na rosnący popyt. Dzięki temu nie powinniśmy mieć do czynienia z gwałtownym wzrostem cen.

CZYTAJ TEŻ: Polacy tęsknią za wsią. Sondaż nie pozostawia złudzeń >>>