W poniedziałek komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji na posiedzeniu niejawnym zajmowała się sprawami zwrotów warszawskich nieruchomości przy ul. Skorupki 6 i Otwockiej 10. W obu przypadkach nie było posiedzenia jawnego, na którym przesłuchiwani byliby świadkowie i strony reprywatyzacji.

Przewodniczący komisji Patryk Jaki ogłaszając w poniedziałek decyzję ws. Skorupki 6 powiedział, że komisja zdecydowała się uchylić w całości decyzję prezydenta m.st. Warszawy z 26 września 2014 r. i przekazać sprawę miastu do ponownego rozpatrzenia. - W ocenie komisji decyzja prezydenta m.st. Warszawy została wydana z naruszeniem przepisów prawa - powiedział.

Dodał, że decyzja reprywatyzacyjna została wydana pomimo braku ustalenia posiadania nieruchomości przez dotychczasowych właścicieli lub ich następców prawnych. Ponadto, jak mówił Jaki, przeniesienie roszczeń do nieruchomości było rażąco sprzeczne z interesem społecznym.

Przewodniczący komisji powiedział, że beneficjentka decyzji reprywatyzacyjnej nabyła za 90 tys. zł prawa i roszczenia do jednej trzeciej nieruchomości, a z opinii biegłego wynika, że wartość nieruchomości przy ul. Skorupki wraz z budynkiem wynosi ponad 8 mln zł. Podkreślił, że w sprawie nie doszło do nieodwracalnych skutków prawnych.

Wiceprzewodniczący komisji weryfikacyjnej Sebastian Kaleta uzasadniając decyzje komisji podkreślił, że roszczenia do nieruchomości przy Skorupki 6 zostały nabyte za 3 proc. realnej wartości. - W sprawie Skorupki 6 nieruchomość została zreprywatyzowana na rzecz osób współpracujących z panem Janem Stachurą (adwokatem występującym w sprawach reprywatyzacyjnych - PAP). Roszczenia nabywały bliskie mu osoby - wyjaśniał.

Kaleta przypomniał, że na terenie, na którym obecnie znajduje się nieruchomość przy Skorupki 6, przed wojną znajdowały się trzy nieruchomości, które zostały zburzone; w latach 60. powstał tam budynek przeznaczony na przychodnię. Obecnie przy Skorupki 6 znajduje się squat "Przychodnia".

Z kolei ws. Otwockiej Sebastian Kaleta powiedział, że komisja stwierdziła nieważność decyzji prezydenta m.st. Warszawy z 8 grudnia 2005 roku. - W ocenie komisji decyzja prezydenta m.st. Warszawy jako wydana z naruszeniem prawa zasługuje na stwierdzenie nieważności w całości - powiedział wiceprzewodniczący komisji.

Kaleta zwrócił też uwagę, że w sprawie postępowania reprywatyzacyjnego wobec nieruchomości przy Otwockiej 10 komisja stwierdziła wielopiętrowe zaniedbania. Wymienił w tym kontekście m.in. fakt, że "sąd ustanowił kuratora dla osoby nieznanej z miejsca pobytu, w sytuacji w gdy ta osoba już od 50 lat nie żyła".

Wiceszef komisji zwrócił uwagę, że po wydaniu nieruchomości mieszkańcy próbowali "zwalczać tę reprywatyzację", ale kurator - znany ze skupowania roszczeń Marek M. - składał do sądu kolejne wnioski. Jak mówił Kaleta, w końcu Marek M. wraz z matką postanowił kupić roszczenia do Otwockiej 10. Łącznie na kamienicę z 24 lokalami Marek M. wydał ok 300 tys. zł. - To dosyć intratny interes ze strony pana Marka M. Jak widać, dzisiaj został on wstrzymany. Marek M. ze względu na liczne zarzuty znajduje się w areszcie - podkreślił Kaleta.

Jego zdaniem, "zarówno warszawskie sądy, jak i (prezydent stolicy) Hanna Gronkiewicz-Waltz mieli możliwość zatrzymania dzikiej reprywatyzacji". - Jak widzimy, musi robić to komisja reprywatyzacyjna, musi robić to prokuratura. Przez 10 lat nikt nie przejmował się tym, że pan Marek M. obraca jakby nigdy nic roszczeniami osób nieżyjących. Oprócz gorzkich słów wobec ratusza trzeba reflektory skierować na warszawskie sądy, bo to nie pierwszy przypadek, że sądy bezrefleksyjnie pozwalały na plądrowanie Warszawy poprzez działania takich osób jak Marek M. - powiedział Kaleta.

Jak mówił, "zarówno Hanna Gronkiewicz-Waltz jak i warszawskie sądy miały możliwość zatrzymania dzikiej reprywatyzacji". - Gdyby nie doszło do zmiany w 2015 r., gdyby nie została powołana komisja weryfikacyjna, prawdopodobnie pan Marek M. chodziłby na wolności i sprzedawałby dzisiaj na Otwockiej 10 lokale, za więcej niż 300 tys. zł za jeden lokal by uzyskiwał i pławiłby się dzisiaj w gigantycznych luksusach, ale jest inaczej. Jest rozliczana jego działalność. Majątek, który bezprawnie zagrabił za zgodą sądów, za zgodą miejskich urzędników, wraca do mienia publicznego - powiedział Kaleta.

Poseł PiS Paweł Lisiecki mówił, że cieszy się, że udało się stwierdzić nieważność decyzji zwrotowej ws. Otwockiej, bo była to pierwsza sprawa, którą zajmował się jeszcze jako radny Pragi Północ, kiedy zgłosili się do niego lokatorzy tej nieruchomości.

- Dla mnie jest to osobista satysfakcja, że komisja weryfikacyjna po tylu latach odwraca sprawę Otwockiej 10. Pan Marek M. doprowadził do tego, że budynek popadł w ruinę, z resztą to było jego celem, żeby wyprowadzić stamtąd wszystkich lokatorów, za pomocą decyzji Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego doprowadzić do "wyczyszczenia" budynku, a kiedy już ostatni lokator został stamtąd wyprowadzony, pan Marek M. postanowił doprowadzić do remontu tej kamienicy i doprowadzić do tego, że lokale w tej kamienicy będą mogły być zbywane. Na szczęście komisja weryfikacyjna powstała i ukróciła ten proceder - mówił Lisiecki.

Członek komisji z rekomendacji PiS Łukasz Kondratko zapowiedział, że w najbliższym czasie na posiedzeniu ogólnym komisja zajmie się kompleksowo problemem kuratorów ustanowionych w sprawach reprywatyzacyjnych na osoby nieznane z miejsca pobytu.

Wiceprzewodniczący komisji Bartłomiej Opaliński (PSL) mówił z kolei, że wartością dodaną prac komisji jest pokazanie mechanizmów z których korzystali późniejsi beneficjenci decyzji reprywatyzacyjnych. Jego zdaniem, pozwoli to w przyszłości na uchwalenie dużej ustawy reprywatyzacyjnej.

Komisja weryfikacyjna od czerwca ub. roku bada zgodność z prawem decyzji administracyjnych w sprawie reprywatyzacji warszawskich nieruchomości.