Powodem w sprawie jest jeden z parafian Artur Dalke, ale do sali rozpraw bydgoskiego sądu przyszło około 20 osób. Ich zdaniem proboszcz sprzedał teren bez ich wiedzy, bez dyskusji z lokalną społecznością, a kwota transakcji owiana była tajemnicą.

- Sprzedaż tego terenu nastąpiła w trybie ekstraordynaryjnym. Moi klienci - parafianie, a wśród nich powód, nie mogli dowiedzieć się o podstawowych warunkach tej umowy. Sama sprzedaż działki, na której znajduje się stary cmentarz i kościół, została zatajona przez kościelną osobę prawną. Dlatego mój klient zdecydował się na pozwanie nabywcy oraz osoby sprzedającej - wskazał po wyjściu z sali rozpraw pełnomocnik powoda adwokat Andrzej Kulpa-Podgóreczny.

Dodał w rozmowie z PAP, że parafianie zostali pozbawieni podstawowych praw, m.in. możliwości realizacji kultu religijnego na tym terenie, możliwości praktykowania religii na tej nieruchomości, a także możliwości podejmowania religijnych czynności rytualnych, m.in. nawiedzania, modlenia się, stawiania zniczy upamiętniających osoby, które tam spoczywają. -Ta umowa sprzedaży narusza właśnie te zasady współżycia społecznego - powiedział Kulpa-Podgóreczny.

Kwota transakcji to 2 mln zł. Nabywczyni nie zgodziła się na ujawnianie jej danych osobowych i odmówiła komentarza. Z informacji przekazywanych mediom przez pełnomocników strony pozwanej wynika, że cmentarza został zamknięty w 1945 roku. Jego założenie datowane jest na lata 30. XV wieku, co podkreślają niektórzy parafianie, zwracając uwagę na szczególny charakter tego miejsca. Zdaniem pełnomocnika parafii nie można też mówić o ruinach kościoła, gdyż są zasypane, a znajdujący się tam grób byłego, jak wskazują parafianie - zasłużonego - proboszcza, można przenieść w inne miejsce, co proponowano mieszkańcom już wcześniej.

- Nie ma możliwości, żeby proboszcz zmienił decyzję dotyczącą sprzedaży tego terenu, gdyż taka jest potrzeba. Ta część, z mojego punktu widzenia, nie jest parafii do niczego potrzebna. Nowy właściciel, cokolwiek chciałby zrobić, i tak musi uzyskać zgodę konserwatora zabytków. W tym zakresie nic się nie zmieni. Tam nie ma żadnych innych pochówków, co wynika z dokumentów inwentaryzacyjnych, oprócz byłego proboszcza. Można jego grób przenieść w równie godne miejsce - przy obecnym kościele - podkreślił pełnomocnik parafii adwokat Edmund Dobecki.

Jego zdaniem społeczność parafialna jest w tej sprawie podzielona i nie wszyscy mają takie samo zdanie jak osoby, które zadecydowały o oddaniu sprawy do sądu.

- Dbamy cały czas o ten teren. Jestem przecież proboszczem i to jest w gestii mojej posługi. W parafii jest 1700 osób - powiedział proboszcz parafii pw. Świętego Jakuba w Dziewierzewie ks. Zbigniew Plewa.

Za pieniądze ze sprzedaży gruntów ma powstać nowa plebania - bliżej obecnego kościoła. Sąd skierował sprawę do mediacji, na którą zgodziły się wszystkie strony, podkreślając jednak po wyjściu z sali rozpraw, że muszą być spełnione określone warunki brzegowe, żeby mogło dojść do porozumienia. Gdyby mediacja nie przyniosła skutku przez trzy miesiące, strony wrócą na salę rozpraw, gdzie nadal będzie się toczył proces cywilny.

Parafianie pisali w tej sprawie do władz kościelnych, m.in. do Watykanu.

- W piśmie od papieża jego asesor podkreśla, że mamy prawo do rozmowy w tej sprawie i wiedzy o tym, co się dzieje. Budowa nowego budynku parafialnego już ruszyła i też nikt z nas o niczym nie wie - powiedział parafianin Andrzej Maćkowski.