Do zatrzymań doszło w środę. Podczas konferencji prasowej w Gdańsku minister podkreślił, że zatrzymani popełnili przestępstwa niezwykle naganne i moralnie obciążające sprawców. Zatrzymano pięciu notariuszy podejrzanych o szereg przestępstw związanych z wyłudzaniem nieruchomości od mieszkańców Gdańska - i nie tylko - przez grupy przestępcze, które parały się udzielaniem lichwiarskich pożyczek, a tak naprawdę w ukartowany sposób przejmowały od nieświadomych tego pokrzywdzonych dorobek całego życia pod pretekstem udzielanych pożyczek - wskazał Zbigniew Ziobro.

„Kiedy zostałem prokuratorem generalnym powiedziałem, że jest dla mnie niezwykle ważne to, żeby prokuratura była wrażliwa na sprawy ludzi, którzy często byli pozostawieni sami sobie przez polskie państwo, byli wystawienie na łaskę przestępców - powiedział Zbigniew Ziobro dodając, że chodzi o osoby słabe, bezradne, w trudnym położeniu życiowym. I tak właśnie jest w tym wypadku: ustalono już ponad 400 pokrzywdzonych, większość z nich straciła nieruchomości, straciła majątek całego życia poprzez działanie szajki, która niestety miała wsparcie w ludziach - którzy powinni reprezentować majestat państwa - jakimi są notariusze – zaznaczył minister.

Czyny zarzucane podejrzanym są niezwykle naganne moralnie. Pokrzywdzeni zgłaszali się do notariuszy z pełnym zaufaniem, bowiem reprezentowali oni majestat państwa. Oczekiwali od nich wysokich standardów etycznych, a podejrzani notariusze bezwzględnie, z cynizmem i wyrachowaniem to wykorzystali i uczestniczyli w wyrzucaniu osób starszych na bruk. Nie ma na to naszej zgody - powiedział Ziobro.

W wydanym przez Prokuraturę Krajową komunikacie dotyczącym zatrzymania pięciu notariuszy - czterech z Trójmiasta i jednego z Warszawy - poinformowano, że po doprowadzeniu zatrzymanych do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, zostanie im ogłoszonych łącznie 120 zarzutów dotyczących m.in. niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i pomocnictwa do oszustw. Za czyny takie grozi kara do 10 lat więzienia.

Korzyścią, jaką mieli odnosić notariusze były – zdaniem prokuratury – pobierane przez nich taksy notarialne. Notariusze otrzymali od pokrzywdzonych w sumie ponad 105 tys. zł. Sporządzone przez nich akty notarialne w sposób oczywisty i rażący naruszały ekwiwalentność wzajemnych praw i obowiązków stron umowy. Zawierały one zapisy o zawyżonej wysokości faktycznie przekazanych kwot pieniężnych w stosunku do zapisanej w akcie notarialnym i zaniżające wartość nieruchomości - poinformowała prokurator okręgowa w Gdańsku Teresa Rutkowska-Szmydyńska.

Materiał dowodowy wskazuje na to, że było tak, iż tych aktów notarialnych nie odczytywano, albo czyniono to w sposób niezwykle pobieżny. Nie informowano stron o konsekwencjach wynikających z zapisów aktów notarialnych, nie upewniano się też, czy treść aktu była zgodna z wolą pożyczkobiorcy. Pokrzywdzeni mówią nam, że nie chcieli utracić nieruchomości, że jedyną wolą było pozyskanie pożyczki zabezpieczonej hipoteką na nieruchomości, a nie wyzbycie się prawa własności nieruchomości już w chwili zawierania aktu notarialnego- zaznaczyła prok. Rutkowska-Szmydyńska.

Jak przekazała prokuratura na skutek przestępczej działalności zatrzymanych notariuszy pokrzywdzonych zostało ponad 400 osób, a wartość utraconych przez nich nieruchomości przekracza 20 mln zł.

Zatrzymania notariuszy mają związek ze śledztwem prowadzonym przez gdańską prokuraturę okręgową od kwietnia 2016 r. W toku tego postępowania prokuratorzy weryfikują 900 aktów notarialnych dotyczących 700 nieruchomości.

W śledztwie już wcześniej zarzuty przedstawiono 15 osobom, które miały popełnić w sumie 105 przestępstw - oszustw mających na celu przejmowanie mieszkań w całej Polsce. Podejrzani mieli działać w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. W przestępczym procederze pełnili oni różne role: byli pośrednikami, pożyczkodawcami oraz osobami faktycznie przekazującymi kwoty pożyczki pokrzywdzonym w imieniu formalnych pożyczkodawców, a więc byli tzw. słupami - poinformowała Rutkowska-Szmydyńska.

Umowy, jakie zawierano z pożyczkobiorcami zakładały przeniesienie własności nieruchomości na pożyczkodawców - do czasu zwrócenia im pożyczki. Część umów konstruowano jako umowy sprzedaży połączone z prawem odkupu, w przypadku zwrotu pożyczki w określonym terminie za cenę nabycia. Umowy były zawierane na 3 lub 6 miesięcy. Oprocentowanie wskazane w akcie notarialnym wynosiło od 10 do 20 proc., ale faktycznie sięgało nawet 80 proc.

Jak zaznaczyła prokuratura, pożyczkobiorcom utrudniano spłatę długów nie podając numerów kont, na które powinny być wpłacane raty. Organizatorzy procederu często przestawali też reagować na próby kontaktu z pożyczkobiorcami, wznawiając te kontakty dopiero po upływie terminu zwrotu pożyczki.

W większości przypadków pokrzywdzeni nie byli świadomi, że umowa notarialna opiewa na większą wartość pożyczki, aniżeli faktycznie została udzielona. Stałą cechą aktów notarialnych było wymuszenie na pokrzywdzonych udzielania pełnomocnictw do wymeldowania wszystkich domowników z nieruchomości będącej przedmiotem umowy – poinformowała prokuratura.

Według ustaleń prokuratury wysokość udzielanych pożyczek wynosiła od 1 tys. do 50 tys. zł. "W zamian za te kwoty pokrzywdzeni przenosili własność swoich nieruchomości wartych od 80 do 600 tys. zł. Co ważne, wartości nieruchomości ujęte w aktach notarialnych za każdym razem były zaniżone nawet o połowę rzeczywistej ich wartości" - zaznaczyła PK.

Wobec 15 podejrzanych w tej sprawie zastosowano m.in. poręczenia majątkowe w kwotach do 120 tys. zł. oraz dozory policji, zakaz opuszczenia kraju i zakaz prowadzenia działalności związanej z pośrednictwem finansowym i obrotem nieruchomościami. Na mieniu podejrzanych dokonano też zabezpieczeń na łączną kwotę prawie 8 mln zł. Ustanowiono również hipoteki przymusowe na 65 nieruchomościach na łączną kwotę ponad 7,5 mln zł. Część tych zabezpieczeń zostało dokonanych na podstawie wprowadzonych niedawno przepisów o tzw. konfiskacie rozszerzonej