W poniedziałek poznański sąd skazał Piotra Ś. na karę 2 lat pozbawienia wolności, Pawła Ż. na karę 1 roku pozbawienia wolności, natomiast Adriana W. na karę 10 miesięcy więzienia. Sąd nakazał także oskarżonym solidarną zapłatę 10 tys. zł zadośćuczynienia pokrzywdzonym.

Sędzia Magdalena Adamiec uzasadniając wyrok podkreśliła, że działania oskarżonych w ocenie sądu były "barbarzyńskie". Jak dodała, "oskarżeni zmienili życie lokatorów w piekło".

W trakcie tego procesu sąd przesłuchał ponad 100 świadków, połowę z nich stanowili pokrzywdzeni. Te przesłuchania, zwłaszcza pokrzywdzonych, trwały bardzo długo, czasem kilka godzin, czasem przeciągały się na kolejne terminy rozpraw. Każda z tych ponad 50 historii to była wstrząsająca relacja o nadużyciu przewagi ekonomicznej - mówiła.

Sędzia przypomniała, że do dręczenia lokatorów dochodziło w pięciu kamienicach, położonych w ekskluzywnych dzielnicach Poznania. Jak mówiła, kamienice zajmowali lokatorzy mieszkający w lokalach komunalnych, które nie są dochodowe dla miasta. Trudno się więc dziwić, że w momencie kiedy pojawiają się nabywcy takich nieruchomości, osoby prywatne, osoby prawne - miasto podejmuje decyzje o zbyciu budynków. Celem nowych właścicieli nie jest odciążenie miasta, lecz szybkie osiągnięcie zysku (...) Na drodze właścicieli stoją jednak lokatorzy - podkreśliła sędzia.

Dodała, że w takich przypadkach obowiązuje 3-letni okres wypowiedzenia, ale kiedy sprawa się przeciąga, a właściciele chcą szybko przeprowadzić remont, po czym sprzedać nieruchomość, zwracają się najczęściej do firmy - która tak jak w tym przypadku - "reklamowała się skutecznymi negocjacjami z lokatorami".

Sędzia mówiła, że trudno opisać, jak wyglądały te "negocjacje" i żeby je zrozumieć trzeba posłuchać samych lokatorów. Sędzia przytoczyły fragmenty zeznań poszkodowanych, w których mówili o natarczywym nękaniu, podrzucaniu robaków, wierceniu dziur w stropach, aby łatwiej było zalać mieszkanie. Najgorsze było życie w ciągłym stresie, nasłuchiwanie, czy ktoś nie puka, nie wchodzi, czy nie zalewa nas woda - mówił Stanisław K. jeden z pokrzywdzonych.

Inna z pokrzywdzonych osób, Grażyna S., mówiła o wstęgach pogrzebowych. Poza tym, jak była odcięta woda, to pracownicy Piotra Ś. życzyli nam miłej kąpieli. Gdy była ukradziona skrzynka od telewizji kablowej, to życzyli nam miłego oglądania. Widziałam robactwo. Najwięcej robactwa było w skrzynkach, tam była rozłożona padlina, ze skrzynki wychodziły duże glizdy i wchodziły do mojego mieszkania, był potworny smród - opowiadała.

Grażyna O. mówiła z kolei, że "nie było gdzie wyrzucać śmieci. Pokazały się białe szczury, których wcześniej nie widziałam. Gdyby wcześniej były, to byłyby szare lub brązowe, ja widziałam białe szczury. Pod moim oknem w kuchni był zrobiony grób, na którym był napis +wieczny odpoczynek+. Nie wiem, kto go zrobił, ale jak rano wstałam, to ten grób już był".

Krystyna K. w przytoczonych zeznaniach mówiła natomiast, że "Piotr Ś. powiedział, że jesteśmy robactwem, a robactwo można szybko usunąć".

Sędzia podkreśliła, że "sława Piotra Ś. kroczyła przed nim. Wielu lokatorów słysząc, że jego firma będzie się zajmowała administracją tej nieruchomości, podejmowała błyskawicznie decyzję o opuszczeniu tych lokali, po to, żeby zaoszczędzić sobie cierpień i nieprzyjemności".

Dodała, że sąd karze tylko wykonawców, natomiast właściciele kamienic, zleceniodawcy, nadal pozostają bezkarni. Jak wskazała, właściciele korzystając z usług firmy Piotra Ś., zdaniem sądu musieli zdawać sobie sprawę z metod, jakie stosowali oskarżeni.

Sędzia wskazała również, że to dzięki postawie pokrzywdzonych, "nieznana dotąd szerzej ulica, mała uliczka na tyłach szpitala, ul. Stolarska, stała się dla całego kraju symbolem walki z tak bezprawnymi działaniami (...) O jakości państwa świadczy stosunek tego państwa do tych najsłabszych, dlatego ta kara wymierzona oskarżonym musiała być surowa".

"Ten wyrok jest też informacją dla wszystkich naśladowców oskarżonych, w całym kraju, że państwo będzie surowo reagować na wszelkie przejawy tego typu zachowań" - podkreśliła.

Wyrok nie jest prawomocny.

Na ogłoszenie postanowienia przyszli poszkodowani lokatorzy. Kiedy sędzia skończyła odczytywać uzasadnienie wyroku, na sali rozległy się brawa.

Proces w sprawie nękania lokatorów toczył się przed poznańskim sądem od niemal pięciu lat. Prokuratura zarzucała Piotrowi Ś. i Pawłowi Ż., że w 2012 roku, w budynku przy ul. Stolarskiej, pod pozorem przeprowadzenia prac ogólnobudowlanych w kamienicy odłączali mieszkańcom prąd i wodę, przewiercali stropy i celowo zalewali mieszkania.

Według śledczych mężczyźni mieli ponadto nękać mieszkańców poprzez wywieszanie wstęg pogrzebowych, rozrzucanie robactwa i podrzucanie padliny, blokowanie ciągów komunikacyjnych, obrzucanie inwektywami, dzwonienie do drzwi o różnych porach dnia i nocy czy rzucanie petard.

W toku śledztwa ustalono, iż w taki sam sposób Piotr Ś. i Paweł Ż. zachowywali się wobec mieszkańców budynków przy ul. Długiej, przy ul. Piaskowej i przy ul. Niegolewskich w Poznaniu.

Działania wyżej opisane miały miejsce w okresach między czerwcem 2011 r. a majem 2012 r. Nie znaczy to, że te osoby wcześniej nie podejmowały takich działań, jednak dopiero w połowie 2011 roku weszła w życie odpowiedzialność karna za uporczywe nękanie – tłumaczyła prokuratura.

Według aktu oskarżenia Piotr Ś. miał ponadto wspólnie z Adrianem W. nękać mieszkańców innej kamienicy przy ul. Niegolewskich. Według śledczych przypadki te miały miejsce w okresie od października 2012 r. do lutego 2013 r.

W toku śledztwa i w trakcie procesu oskarżeni nie przyznawali się do popełnienia zarzucanych im przestępstw. Twierdzili, że "działali w granicach prawa". Za przestępstwa zarzucane oskarżonym grozi kara do trzech lata więzienia.

Pod koniec kwietnia w poznańskim sądzie wygłoszone zostały mowy końcowe. Prokurator domagał się wówczas od sądu wymierzenia kary 1,5 roku więzienia dla Piotra Ś., 1 roku oraz trzech miesięcy więzienia dla Pawła Ż., oraz ośmiu miesięcy więzienia dla Adriana W. Każdy z oskarżonych miałby zapłacić również nawiązkę w wysokości 5 tys. zł dla każdego z pokrzywdzonych.

Obrońcy wnieśli z kolei o uniewinnienie. Jak tłumaczył adwokat Piotra Ś. Mirosław Martyn, zeznania lokatorów w jego ocenie były niewiarygodne, a ponadto – jak wskazał - utrudnienia w trakcie prowadzenia remontów kamienic są "normalnym zjawiskiem".