Portal poinformował we wtorek o zakończeniu śledztwa, które prowadziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, pod nadzorem stołecznej prokuratury regionalnej w sprawie przestępstw popełnionych w Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w latach 2012-2014. Jak czytamy, "w zorganizowanej grupie przestępczej działali m.in. znany stołeczny adwokat, a prywatnie syn b. prominentnego działacza SLD, Marcin M. oraz Krystyna R., b. prezes spółdzielni i inne osoby".

Zgodnie z przywołanym w artykule aktem oskarżenia osoby te miały wyprowadzić ze spółdzielni niemal 42 mln zł, a jednocześnie narazić spółdzielnię na niebezpieczeństwo wyrządzenia szkód w wysokości 120 mln zł.

Według informacji wPolityce.pl Krystyna R. usłyszała 35 zarzutów z związku z pełnioną przez nią funkcją prezesa zarządu WSM. "Do Krystyny R. zgłaszały się osoby, które domagały się całkowitego rozliczenia inwestycji, w które zainwestowali swoje pieniądze. Prezes nie chciała rozliczyć się z kosztów i nie chciała przedstawić rozliczeń, więc kupowała >milczenie< przy pomocy stosownych bonifikat" - czytamy.

Portal napisał, że była prezes zaniechała rozliczeń kilku inwestycji, a także nie wezwała nabywców lokalu do uzupełnienia wkładów budowlanych, co skończyło się stratami w wysokości niemal 8 mln zł. Jak zaznacza wPolityce.pl, Krystyna R. "lekką ręką rozdawała też niezwykle atrakcyjne działki".

Jak podano w artykule, Krystyna R. po śmierci swojego męża, wieloletniego prezesa WSM Janusza R. "sama sobie przyznała odprawę pośmiertną po mężu w kwocie ponad 388 tys. zł". "Jednocześnie zainkasowała rzekomo nierozliczony wcześniej ekwiwalent urlopowy po nieżyjącym mężu w wysokości 195 tys. złotych, a jakby tego było mało, przyznała zmarłemu mężowi (czytaj sobie) premię w wysokości ponad 425 tys. złotych" - dodał wPolityce.pl.

W sprawę WSM zamieszany miał być także adwokat Marcin M., syn byłego polityka SLD. Jak czytamy, "Krystyna R. i b. członkini zarządu spółdzielni Agnieszka Ch., gdy kłopoty finansowe spółdzielni nasilały się, a komornicy niemal codziennie pukali do ich gabinetów, podpisały z kancelarią Marcina M. umowę rachunku powierniczego".

Jak dodano, Marcin M. z powierzonego mu rachunku spółdzielni miał przywłaszczyć sobie ponad milion zł. "Za nieskomplikowane postępowania przed sądem w imieniu spółdzielni zainkasował niemal 2 miliony złotych! Spółdzielnia wybudowała mu willę, którą sprzedano mu poniżej kosztów. Strata spółdzielni tylko w tym jednym przekręcie wyniosła niemal dwa miliony złotych" - czytamy.

Według wPolityce.pl machinacje ze sprzedażą kilku budynków skończyły się stratą spółdzielni na kwotę ponad 6,5 mln zł. Ponadto - podał portal - pieniądze z WSM wyprowadzano też przy udziale fikcyjnych umów pośrednictwa w sprzedaży nieruchomości.

Jak czytamy, WSM współpracowała z windykatorem Andrzejem K., który wykupił jej długi, mimo tego, że za usługi windykacyjne płace otrzymywała już kancelaria prawnicza. "Andrzej K. posiadał więc roszczenia wobec spółdzielni w wysokości niemal 6,5 milionów złotych. Uzyskał więc wpisy hipotek przymusowych w księgach wieczystych" - wskazano. "Każdy z członków spółdzielni, który chciał wyodrębnić własność lokalu stawał się jednocześnie dłużnikiem windykatora Andrzeja K." - dodał portal.

W artykule podkreślono, że działania Krystyny R. i jej wspólników uderzały w uczciwych członków WSM, często osoby starsze. Jak wskazano, śledztwo ujawniło "ponury obraz spółdzielni, którą zamieniono w prywatny folwark dla oszustów". "Krystyna R. i mec. Marcin M. odpowiadać będą przed sądem z wolnej stopy. Grozi im nawet do 8 lat więzienia" - czytamy na wPolityce.pl.