W środę komisja badała reprywatyzację kolejnej nieruchomości, przejętej wraz z lokatorami przez spółkę Jowisz, która odkupiła prawa do niej po jej zreprywatyzowaniu na rzecz spadkobierców właścicieli.

Zeznając jako świadkowie, lokatorki kamienicy mówiły o "terrorze psychicznym" ze strony przedstawicieli spółki, żądaniach wyprowadzki, radykalnej podwyżce czynszów, uciążliwych remontach. Według świadków, o nękaniu zawiadomiono prokuraturę - postępowanie początkowo umorzono, ale niedawno je wznowiono.

Nieprzestrzeganie zasady współżycia społecznego, czy nękanie lokatorów, może być podstawą uchylenia przez komisję decyzji reprywatyzacyjnej - podkreślał jej przewodniczący Patryk Jaki. Wiele wskazuje na to, że wynajęto grupę ludzi, zapłacono im za to, żeby jak najszybciej zrobili wszystko, co w ich mocy, żeby z tych ludzi (z kamienicy) oczyścić, żeby oni potem spokojnie mogli przyjść i sprzedawać tę kamienicę za 15-20 tys. zł za metr - powiedział dziennikarzom. Dodał, że przykładem nękania był zarządzony remont "niby go urządzono, przez cztery lata nic nie wyremontowano" - powiedział.

Gdy kamienica trafiła w prywatne ręce, wzrósł czynsz i zaczął się totalny remont; to są tortury psychiczne, czuję się upodlona - mówiła jako świadek Krystyna Goździewska. Po raz pierwszy od 2011 r. ktoś się nami zainteresował - tak odniosła się do prac komisji. Jak dodała, w 2011 r. decyzją administracyjną "pani Gronkiewicz-Waltz zostali oddani jakimś tam osobom".

Tak źle, jak teraz jest, to nigdy nie było. W 2011 r. zostaliśmy przekazani, nasza kamienica wraz z lokatorami, prywatnym osobom. Tak naprawdę to nie znamy tych osób, nikt się z nami w tej sprawie nie kontaktował, nie informował nas - dodała. Wiązało się to już automatycznie z podwyżkami, ale to nie było to, co zaczęło się od 2013 r., a od 2014 r. to już był horror - powiedziała świadek. Wyjaśniła, że podwyższono lokatorom czynsz z 25 zł na 32 zł, a teraz - jak powiedziała - jest propozycja 70 zł za m kw.

Jak mówiła, w 2014 r. rozpoczął się "totalny remont", który jej zdaniem w istocie był "dewastacją". Polega to na tym, że dzień w dzień, tydzień w tydzień, miesiąc w miesiąc, rok, potem drugi, trzeci i tak jak do dzisiaj ten remont, w cudzysłowie, trwa. Kurz, pył, hałas, totalny - powiedziała kobieta.

To są dosłownie tortury psychiczne, my już nie wytrzymujemy emocjonalnie, mamy już tego tak naprawdę dosyć. Mnie przynajmniej trzyma to, że powstała taka komisja, że możemy się tu wypowiedzieć, pierwszy raz od 2011 r. ktoś się nami zainteresował, że jesteśmy mieszkańcami Warszawy, tak jak mieszkańcami Warszawy jest nasza pani prezydent i urzędnicy - mówiła w emocjonalnych słowach Goździewska. Dodała, że lokatorzy boją się o swe bezpieczeństwo. Chciałam powiedzieć o tym terrorze psychicznym, teraz wiem, jak ludzie cierpią, którzy dzień w dzień doznają czegoś takiego. Ja bardzo przepraszam za moje emocje, ale to nie jest dla mnie łatwe, czujemy się, ja się czuję upodlona - powiedziała.

Z kolei Alicja Dobecka-Olsen oceniła, że nękanie miało na celu zmuszenie lokatorów do opuszczenia mieszkań. Podkreśliła, że działała ekipa czyścicieli kamienic i dodała, że z 84 osób w budynku zostało 10. Powiedziała też, że po reprywatyzacji "zaczęli przychodzić bardzo ładni, młodzi chłopcy, ale wypisz, wymaluj Pruszków". Padało jedno pytanie: Kiedy się pani wyprowadzi. Odpowiadała, że się nie wyprowadzi i pytała, do czego będą im potrzebne te mieszkania. Będziemy sprzedawać po 20 tys. zł za metr - brzmiała według niej ich odpowiedź.

Jak dodała, w 2014 r. rozpoczął się "totalny remont", który w istocie był "dewastacją", co - według niej - widać po kamienicy. Ja się zastanawiam, czemu to służy. Czy oni chcą w ogóle rozwalić, bo to nie jest remont, ja tego nie umiem nazwać, zachowują się jak talibowie - zaznaczyła. Mówiła, że lokatorom zalewano mieszkania, a zimą ze względu m.in. na niezabezpieczone okna, lokatorzy mieli w mieszkaniach temperaturę od 9 do 13 stopni. Jej zdaniem kamienica - która jest zabytkiem - jest niszczona, a konserwator zabytków nie reaguje.

Dobecka-Olsen przyniosła na rozprawę śrubki. Bo skoro nas porównują do śrubek, to proszę bardzo, my nie jesteśmy ludźmi, niektórym chyba się w głowie pomyliło - mowiła. W ten sposób odniosła się do słów dyrektora Biura Spraw Dekretowych Piotra Rodkiewicza, który na konferencji w Ratuszu, odpierając zarzuty o brak należytego nadzoru i kontroli nad BGN, mówił: Czy pytałby pan szefa wielkiej korporacji, dlaczego w jakimś magazynie są rozsypane śrubki? Miasto jest w pewnym sensie wielką korporacją, na czele którego stoi prezydent i za to, że gdzieś tam źle się dzieje odpowiada ten, kto kieruje tym działem.

Na pytanie Roberta Kropiwnickiego (PO), czy wnosiła o lokal zamienny, Dobecka-Olsen odparła, że nie. Nie składałam, bo uważam, że to mieszkanie jest moje i nie złożę tego wniosku - powiedziała. Ja sobie nie życzę pomocy państwa - dodała, dopytywana przez przedstawicieli miasta.

Świadek Jolanta Stachura mówiła, że przed reprywatyzacją za swe lokatorskie mieszkanie płaciła ok. 360 zł; teraz musiałaby zapłacić 2,6 tys. zł za sam czynsz. Jesteśmy za biedni, by płacić czynsz w kamienicy prywatnej - dodała, podkreślając, że na czynsz wydaje 3/4 emerytury.

Warunki są okropne; nie do egzystencji - mówiła kobieta, według której od przejęcia kamienicy przez spółkę Jowisz stan techniczny lokalu jest fatalny. Jest zalewana przez firmę remontującą; podłoga się zapada, pęknięty jest sufit, w łazience, gdzie nie ma ogrzewania, powstał grzyb - wymieniał. Po prostu nie da się mieszkać - oświadczyła. Podkreśliła, że zewnętrzne rusztowania nie miały zabezpieczenia. Nocą różni ludzie, nie wiem czy dla żartu, wchodzili i patrzyli przez okno - powiedziała. Myśmy się z córką bardzo bały, że ktoś wejdzie przez okno - dodała. Dopiero w ostatnim etapie prac, na ich prośbę zabezpieczono rusztowanie siatką.

Stachura zeznała, że przedstawiciele Jowisza proponowali jej wyprowadzkę, sugerowali nawet wyłudzenie oświadczenia od lekarza. Chodziło o to, abyśmy dostali mieszkanie socjalne - wyjaśniła. Sugerowano, że jak się nie wyprowadzimy, to będziemy bezdomni - dodała. Rok temu zaproponowano jej by się wyprowadziła w zamian za 2 tys. zł, bo - jak usłyszała - spółka chce sprzedać mieszkania. Oświadczyła im, że nie ma się dokąd wyprowadzić. W końcu, nie mogąc wytrzymać finansowo całej sytuacji, w marcu br. kobieta złożyła dokumenty do miasta o przydział mieszkania. Chciałabym godnie żyć i o nic więcej nie proszę - oświadczyła.

Na pytanie, ilu lokatorów zgłosiło się do miasta o lokal zastępczy, pełnomocniczka miasta ds. pomocy lokatorom Magdalena Młochowska odparła, że w momencie przekazania było 20 zajętych lokali, 9 rodzinom udzielono wsparcia - po części są to mieszkania socjalne, po części komunalne, w jednym przypadku lokal zamienny. "3 wnioski są w trakcie rozpatrywania. 8 osób nie zwróciło się o pomoc. Nie mamy sytuacji, w której ktoś z tego adresu zwrócił się o pomoc i jej nie otrzymał" - podkreśliła. Szef Biura Spraw Dekretowych Piotr Rodkiewicz zapewniał, że krąg spadkobierców został ustalony prawidłowo.

Na koniec obrad Gronkiewicz-Waltz została ukarana 3 tys. zł grzywny za nieusprawiedliwione niestawienie się przed komisją. O grzywnę wniósł Patryk Jaki, za czym głosowało 5 członków komisji, przeciw był jeden, a 3 wstrzymało się od głosu.

Grzywnami po 3 tys. zł ukarano też - za nieusprawiedliwione niestawiennictwo - prezesa spółki Jowisz Radosława Martyniaka i wezwanego jako świadka Krzysztofa Kawalca ze spółki Fenix.

Prezydent Warszawy konsekwentnie odmawia stawiennictwa przed komisją jako strona postępowań, argumentując, że komisja jest niekonstytucyjna. We wrześniu komisja oddaliła jej wnioski o uchylenie części z tych grzywien. Ona sama odwołuje się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. WSA odmówił wstrzymania egzekucji jednej z grzywien do merytorycznego rozpoznania skargi na tę grzywnę. Sama skarga ma zostać rozpoznana przez WSA w przyszłym tygodniu.

Komisja od początku czerwca br. bada zgodność z prawem decyzji administracyjnych w sprawie reprywatyzacji warszawskich nieruchomości. Uchyliła już decyzje wydane z upoważnienia prezydent Warszawy: o przyznaniu Maciejowi M. praw do dwóch działek przy ul. Twardej; o przyznaniu mec. Grzegorzowi M., Marzenie K. i Januszowi P. praw do Chmielnej 70; o przyznaniu Maciejowi M. praw do Siennej 29 oraz o przyznaniu spadkobiercom dawnych właścicieli praw do Poznańskiej 14 i Marszałkowskiej 43. Żadnej z tych decyzji nie badał jeszcze sąd administracyjny.