Władze stolicy, regularnie punktowane przez komisję weryfikacyjną ds. reprywatyzacji, po latach zaniedbań starają się wyjść z całej sytuacji z twarzą. Sposobem na to ma być wyjaśnianie stanu prawnego stołecznych kamienic śpiochów, czyli nieruchomości, wobec których kilkadziesiąt lat temu zgłoszono roszczenia, ale nikt się nimi realnie nie zainteresował.

Jak dotąd ratusz opublikował ogłoszenia co do 137 z nich, w siedmiu transzach. W pierwszej transzy 48 nieruchomości upłynęło już 6 miesięcy od daty ogłoszenia, roszczenia zgłoszono do 15 z nich - informuje Agnieszka Kłąb, z-ca rzecznika prasowego urzędu miasta. Na razie miasto nie informuje, co do których budynków zgłoszono roszczenia.

Potencjalni spadkobiercy mają teraz trzy miesiące na udowodnienie swoich praw w stosunku do tych 15 nieruchomości. Jeśli tego nie zrobią, kamienice przejdą na własność miasta lub Skarbu Państwa. Taką procedurę przewiduje mała ustawa reprywatyzacyjna, obowiązująca od nieco ponad roku.

Z informacji uzyskanych przez DGP w ratuszu wynika, że 33 nieruchomości z pierwszej transzy, wobec których nie zgłoszono żadnych roszczeń, są już całkowicie od nich wolne.

Działania władz miasta w sprawie reprywatyzacji nie oznaczają jednak końca rozliczeń w stolicy. CBA zatrzymało kolejne trzy osoby, w tym byłego dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej Grzegorza M. Chodzi o sprawę dawnej Chmielnej 70.

Na horyzoncie jest już jednak kolejna afera związana ze stołecznymi gruntami. Mowa o uchwalanym od siedmiu lat planie miejscowym dla części Śródmieścia, zakładającym kilkumiliardowe inwestycje.

Choć jeszcze nigdy nie był tak blisko przyjęcia, sprawa ponownie w dziwny sposób nie może zostać ostatecznie załatwiona. Powód? Skomplikowana gra interesów różnych grup.

Przypomnijmy: chodzi m.in. o budowę nowego wysokościowca PKO BP u zbiegu ul. Marszałkowskiej i Nowogrodzkiej, dwóch wież biurowych na działce miejskiej, 170-metrowego budynku Roma Tower na terenach archidiecezji warszawskiej oraz przebudowy kilku starych wieżowców: Intraco 2, Marriottu i Orange. Wszystkie inwestycje mają przynieść ok. 250 tys. mkw. nowych powierzchni komercyjnych, a wartość inwestycji wyceniana jest na 4–5 mld zł.

W ubiegłym miesiącu władze dzielnicy pozytywnie zaopiniowały projekt planu, ale ostateczne decyzje mają zapaść na radzie miasta. Radni dzielnicy zakładali, że jeszcze w październiku temat podejmie rada miasta. Ale na to na razie nie ma szans.

Plan powinien wcześniej trafić na komisję ładu przestrzennego, a porządek obrad najbliższego posiedzenia (12.10) go nie uwzględnia. Podejrzewam, że plan będzie procedowany przez radę miasta najwcześniej 9 listopada. Opinia władz dzielnicy wpłynęła dopiero niedawno - tłumaczy Michał Czaykowski (PO), przewodniczący komisji. Jak dodaje, projekt planu ma być jeszcze przedyskutowany na klubie. Wcześniej pojawiły się zarzuty, że plan jest forsowany w wakacje, dlatego teraz dmuchamy na zimne, a ja osobiście staram się maksymalnie wydłużyć terminy, by wszyscy wiedzieli, kiedy są posiedzenia i by była szansa zapoznać się z danymi i materiałamin- deklaruje Michał Czaykowski. Dodaje, że przewodniczący komisji ochrony środowiska Piotr Szyszko z PiS już wyraził swoje zainteresowanie sprawą.

Niewątpliwie dużo osób „chodzi” wokół tego planu. Platforma ewidentnie ma z nim problem - komentuje Dariusz Figura (PiS), wiceprzewodniczący rady m.st. Warszawy. Jego zdaniem PO boi się nacisków i zarzutów ze strony ruchów miejskich, które są planowi przeciwne. Czyżby PO była taka lękliwa, że nie odważy się przedłożyć go pod głosowanie? Jeszcze dwa tygodnie temu była mowa, że sprawa pójdzie sprawnie w październiku. I co? I poślizg - dodaje.

Jak słyszymy, w klubie PO nie wykrystalizowała się jeszcze ostateczna decyzja co do planu. W klubie jest część osób, które przysłuchują się m.in. głosom aktywistów, ale jest ponoć inna frakcja, której zależy, by po latach absurdalnych opóźnień ważny dla miasta dokument wreszcie stał się prawem - twierdzi nasz rozmówca, proszący o anonimowość.

Równolegle trwają zakulisowe rozgrywki mające na celu jego storpedowanie. Powód? Oprócz protestów aktywistów w grę wchodzą realne pieniądze, bo plan unieważniłby wcześniej wydane decyzje o warunkach zabudowy. Gdy plan powstawał, nikt się nim nie interesował. Teraz, gdy może być uchwalony, wszyscy się na niego rzucili, bo narusza ich interesy. Wuzetkę można w pół roku zmienić, a planu nie - twierdzi jedno z naszych źródeł.

Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że plan obejmuje m.in. teren przed urzędem dzielnicy Śródmieście, przed którym na początku tego roku właściciel działki (posiadający od 2009 r. wuzetkę) dokonał szeroko opisywanej w mediach wycinki drzew pod ewentualną budowę biurowca. Ale plan zakłada budowę tam skweru i parkingu podziemnego. Koliduje on z naszą wuzetką, o czym informowaliśmy. Mamy gotowy projekt, ale nie wystąpiliśmy jeszcze z wnioskiem o pozwolenie na budowę. Miasto proponowało nam zamianę na inną działkę. Ale do zamiany nie doszło, bo dialog w którymś momencie się urwał. Dlatego, w razie uchwalenia planu, wystąpimy o odszkodowanie – zapowiada Paweł Żbikowski, pełnomocnik właściciela działki.