Wziął on udział w panelu "Instrumenty finansowe na rynku nieruchomości jako element rozwoju gospodarczego państwa", który w ramach XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy został zorganizowany przez redakcję "Rzeczpospolitej".

Barszcz, były wiceminister finansów i były minister budownictwa, mówił podczas panelu, że Polska zajmuje obecnie przedostatnie miejsce w Europie, jeśli chodzi o liczbę mieszkań na 1000 mieszkańców (363 mieszkania na tysiąc mieszkańców).

- 435 mieszkań (na tysiąc mieszkańców - PAP), które są założone w Narodowym Programie Mieszkaniowym do 2030 roku, oznacza, że zakładając niezmienną demografię i tyle samo obywateli za 13 lat co dzisiaj oraz zakładając, że z zasobu mieszkaniowego nie ubędzie nic, istnieje konieczność wybudowania dokładnie 2 milionów 744 tysięcy mieszkań - mówił.

Przy założeniu, jak mówił, że budowane będzie tak jak obecnie ok. 150 tys. mieszkań rocznie, "dodatkowo musiałoby zostać wybudowane w Polsce około 750-800 tysięcy mieszkań". - Jeżeli to przeliczymy na średnią cenę mieszkania, a w 2016 roku było to 300 tys. złotych, to nietrudno policzyć, że to jest dodatkowe finansowanie, które musi się pojawić na rynku mieszkaniowym w wysokości ok. 250 mld zł - powiedział Barszcz.

By to było możliwe, potrzebne jest zapewnienie odpowiednich instrumentów finansowania budownictwa mieszkaniowego - dodał.

W opinii prezesa BGK Nieruchomości, nowym instrumentem finansowania budownictwa mogłyby być tzw. REIT-y, gdyby objęły również budownictwo mieszkaniowe (według szykowanych przepisów REIT-y miałyby być funduszami inwestowania w nieruchomości komercyjne).

Inny z uczestników panelu, były wiceminister finansów i minister środowiska Maciej Grabowski przedstawiał dane, z których wynikało, że kredyty bankowe są dziś najbardziej stabilnym instrumentem finansowania budownictwa, a kredyty mieszkaniowe, również te walutowe, należą do najlepiej spłacanych.

Zdaniem Barszcza jednak kredyty nie są najlepszym instrumentem finansowania budownictwa mieszkaniowego, bo ci, którzy dziś najbardziej potrzebują mieszkań, czyli 30-latkowie, często są zatrudniani na umowach "śmieciowych" i nie mogą ich brać.

Problemem z punktu widzenia zwiększenia liczby mieszkań jest też, zdaniem Barszcza, rynek pracy. Już dziś bowiem brakuje pracowników na budowach, a problem może się jeszcze pogłębić wraz z otwarciem granic UE dla obywateli Ukrainy.

Prezes BGK Nieruchomości przekonywał, że remedium na brak pracowników w budownictwie mógłby być rozwój produkcji prefabrykatów. Zwracał uwagę, że w krajach skandynawskich zdecydowana większość budów opiera się na prefabrykatach, a istotnym elementem tego rynku są tam firmy polskie.

Barszcz pochwalił też resort infrastruktury i budownictwa za wprowadzenie najmu instytucjonalnego (program mieszkań na wynajem). Umożliwi to jego zdaniem powstanie istotnego instrumentu finansowania budownictwa mieszkaniowego.

Zgadzał się z tym poglądem Michał Sapota, prezes zarządu Murapol S.A. W jego opinii w wielu państwach na świecie właśnie rynek wynajmu instytucjonalnego stanowi istotny segment rynku budownictwa mieszkaniowego, bo nigdzie nie można zapełnić tego rynku tylko przez sprzedaż mieszkań indywidualnym odbiorcom.

Sapota przekonywał też, że obecnie mieszkania w Polsce są rekordowo tanie, a ewentualne istotne obniżenie cen mogłoby spowodować, że połowa firm deweloperskich zniknęłaby z rynku.

Prezes Murapola przewidywał zatem, że ceny mieszkań będą w przyszłości rosnąć. Zgadzał się z nim Maciej Grabowski, zwracając uwagę, że nieruchomości są z jednej strony pewną lokatą, a z drugiej jest ograniczona ich podaż, co będzie wpływać na wzrost cen.