Przypomnijmy, tylko wokół ronda Daszyńskiego powstają lub już istnieją biurowce o powierzchni 430 tys. m2. Dla porównania, to więcej niż posiada całe miasto Łódź. Obszar ten nie obejmuje terenów przy ulicy Towarowej, gdzie obecnie mieści się centrum handlowe Jupiter i terenów Zakładów Graficznych "Dom Słowa Polskiego", kupionych przez Griffin Real Estate. Dodatkowo okolica, w szczególności rejon ul. Skierniewickiej, jest intensywnie zabudowywany budownictwem mieszkaniowym.

To właśnie na terenie budowy przy ulicy Skierniewickiej wypompowywano skażoną wodę z gleby, która odparowując, wydzielała duże ilości benzenu. Przy wielokrotnych kontrolach stwierdzano nawet 20 krotne przekroczenie norm zanieczyszczenia powietrza. Sytuację jeszcze bardziej pogorszyły ostatnie dane z 11 lipca 2016 roku, które stwierdzają przekroczenie normy aż 270 krotnie. Dla zdrowia okolicznych mieszkańców i pracowników konsekwencje mogą być tragiczne. Nadmiar benzenu we wdychanym powietrzu może spowodować uszczerbek na zdrowiu, a nawet zgon. Według niezależnej wolskiej radnej, Anety Skubidy, mamy już do czynienia z zatruciami, dlatego apeluje ona do mieszkańców, aby poddali się badaniom. - Drodzy Sąsiedzi, w związku ze skażeniami z rejonu placu budowy przy skrzyżowaniu Skierniewicka/Wolska moja gorąca prośba do Was: możliwie szybko zróbcie sobie badania na obecność fenoli – zaznacza i dodaje - Docierają do mnie informacje od osób, które takie badania zrobiły i wyniki pokazały przekroczenia norm. Te informacje wpływają na coraz większe zaniepokojenie pracowników i mieszkańców woli, którzy na co dzień przebywają na poprzemysłowych terenach. Dlaczego pozwolono więc deweloperom na zagospodarowanie skażonych lub nieprzebadanych terenów?

Centrum powinno wrócić do centrum

Miasto od wielu lat nie ma jasnej wizji rozwoju. Pozwoliło inwestorom przejąć inicjatywę w procesach kształtowania i umiejscowienia zabudowy nawet na skażonych terenach. Doskonałym przykładem paradoksalnych inwestycji w nienaturalnych miejscach jest słynny już „mordor na Domaniewskiej”. Jest to największe skupisko biurowców w Polsce. Problem w tym, że ta okolica nie została przygotowana na olbrzymie natężenie ruchu. Około 80 tys. ludzi dojeżdżających codziennie do pracy, nie dysponuje ani metrem, ani też odpowiednią trasą szybkiego ruchu. Wąskie ulice bardzo się korkują, a tramwaje w godzinach szczytu są tak przepełnione, że nie można się do nich dostać. Te wszystkie mankamenty sprawiają, że ludzie nie chcą pracować w firmach, które mają tu siedzibę.

Można więc powiedzieć, że historia zatacza koło. Pojawiające się kolejne sygnały o skażeniu terenów na Woli sprawiają, że ludzie nie będą chcieli mieszkać czy pracować także w tej części Warszawy. Za ten stan rzeczy odpowiedzialne są dwie strony. Po pierwsze urzędnicy, którzy nie mają spójnej wizji rozbudowy miasta i nie zważają na mapę skażeń idąc na rękę deweloperom przy wydawaniu pozwoleń na budowę. Po drugie nieodpowiedzialni inwestorzy niedostrzegający potencjalnych zagrożeń dla przyszłych mieszkańców czy pracowników.

Tymczasem miasto powinno być planowane zupełnie inaczej. Patrząc na światowe stolice takie jak Seul, Tokio, czy Nowy Jork, najistotniejsze jest intensywne i przemyślane rozbudowanie centrum miasta. To przecież najbardziej naturalne miejsce dla mieszkańców do spotkań i pracy. To tu przecinają się wszystkie węzły komunikacyjne i to tu najłatwiej dotrzeć z odległych dzielnic. Warszawskie śródmieście dysponuje dwoma liniami metra, kilkoma dworcami kolejowymi oraz niezliczoną liczbą linii autobusowych i tramwajowych. To właśnie z jego rozwojem powinien być skorelowany rozwój dzielnic peryferyjnych, a nie na odwrót. Warszawa nie podąża zatem trendami światowymi. W niezrozumiały sposób – na potrzebę deweloperów - przesuwa się centrum miasta na zachód. Tworzy się bardzo wysoką i intensywną zabudowę w okolicach, które nie są do tego przygotowane. Nie wpisuje się to w żadną spójną strategię rozwoju.

Potwierdzeniem dla braku strategii jest także niezagospodarowanie najbardziej prestiżowych śródmiejskich terenów takich jak okolice Pałacu Kultury i Nauki. Co więcej, lokalizacje takie jak: Śródmieście południowe (przy wieżowcach Mariottu i Elektriumu), rejon ul. Foksal, czy Powiśle południowe wciąż nie mogą doczekać się uchwalenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.

Wykorzystanie potencjału centrum stolicy to nie tylko ogromna szansa na rozwój miasta, ale także całego kraju. Wobec zawirowań na rynku europejskim, po decyzji Wielkiej Brytanii o opuszczeniu struktur Unii Europejskiej, Warszawa może stać się alternatywą lokalizacją dla międzynarodowego biznesu. Tym ważniejsza staje się rozbudowa miasta na wzór tych zachodnich, z monocentryczną zabudową.