- W ciągu czterech ostatnich kwartałów firmy deweloperskie sprzedały 33,5 tys. mieszkań, a wprowadziły na rynek 23 tys. W efekcie oferta na rynku pierwotnym spadła pod koniec trzeciego kwartału poniżej 44 tys. lokali, podczas gdy rok temu klienci mogli wybierać spośród ponad 55 tys. - mówi "Rzeczpospolitej" Katarzyna Kuniewicz, dyrektor działu badań i analiz rynku w Reas. 

Ale spadek liczby mieszkań na rynku pierwotnym to niejedyne zmiany. Okazuje się, że dostępne lokale znacznie szybciej znajdowały nabywców - w większości potrzeba było mniej niż półtora roku.

Ba, gdyby założyć, że na rynku nie pojawią się nowe oferty, to np. w Warszawie na całkowitą wyprzedaż deweloper potrzebuje teraz jedynie pięciu miesięcy.

To ożywienie, jak przekonują eksperci, może się jednak przełożyć na wzrost cen za mkw.

- Ceny mieszkań raczej nie spadną w najbliższym czasie, bo nie ma do tego przesłanek. Ale trwałego boomu trudno także oczekiwać. Popyt na lokale zależy bowiem w dużym stopniu od koniunktury na rynku pracy. A trwała poprawa zapewne nie nastąpi jeszcze w 2014 roku - uważa Stanisław Kluza, były minister finansów, ekspert BCC i wykładowca SGH.

W III kwartale tego roku do sprzedaży - na sześciu głównych rynkach (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Łódź) - zostało wprowadzonych jedynie 5,3 tys. mieszkań. Dla porównania w poprzednim kwartale było to 6,1 tys. Jak wynika także z danych firmy Reas między lipcem a wrześniem nabywców znalazło 9,6 tys. lokali (w poprzednim kwartale 7,8 tys.).

- Nie ma już nadpodaży. Klienci kupują mieszkania, bo widzą, że to już koniec spadków cen. Nie czekają nawet na obiecane dopłaty do kredytów w ramach MdM, bo i tak niewiele osób będzie mogło z nich skorzystać - kwituje Jacek Bielecki z firmy deweloperskiej Marvipol i ekspert Polskiego Związków Firm Deweloperskich.