We Włoszech dach nad głową można dziś kupić w cenie o 20 proc. niższej niż przed kryzysem, w Hiszpanii przecena sięgnęła 35 proc., a w pogrążonej w kryzysie Grecji aż 40 proc. - wynika z danych lokalnych urzędów statystycznych oraz Centralnego Banku Grecji.

Co to oznacza w praktyce? Za metr mieszkania w Atenach trzeba płacić około 2-3 tys. euro, w Rzymie czy Wenecji jest to bliżej 3-4 tys. euro, a w całej Hiszpanii nawet poniżej 1,5 tys. euro. Oczywiście w większych miastach typu Barcelona czy Madryt średnia ta jest przynajmniej dwukrotnie wyższa.

Warto zaznaczyć, że nie wszędzie sytuacja na rynku nieruchomości jest równie zła. W tej kwestii prym wiedzie Grecja, gdzie większość obserwatorów spodziewa się dalszych obniżek cen. Jeszcze niedawno, gdy widmo Grexitu było znacznie bliższe niż dziś, spodziewano się nawet dalszej 50-proc. przeceny. Dziś prognozy dotyczące rozwoju sytuacji w Grecji są bardziej zachowawcze, choć wciąż obserwatorzy rynkowi spodziewają się dalszych dwucyfrowych spadków.

Znacznie lepiej sytuacja wygląda we Włoszech i Hiszpanii. W tym drugim kraju niektóre źródła danych wskazują nawet na mające już mieć miejsce podwyżki cen, ale dotyczą one raczej tylko niektórych - najbardziej popularnych - lokalizacji.

Firmy doradcze ochoczo ferują wyroki na temat przyszłości wspomnianych krajów. Na przykład Standard & Poor sugeruje, że już w 2016 roku powinien nastąpić 2-proc. wzrost cen nieruchomości w Hiszpanii. Wydaje się to bardzo optymistyczną prognozą w kontekście prognozy firmy TINSA, w której wynika, że dopiero w 2017 roku z hiszpańskiego rynku zniknie nadpodaż niesprzedanych przez deweloperów mieszkań. Dziś ich liczba wciąż jest szacowana na ponad 500 tysięcy.

Dla Włoch prognozę przygotowała firma Nosima. Z tych przewidywań wynika, że po 2-proc. przecenie w bieżącym roku na włoski rynek wrócą wzrosty. Nieruchomości mają tam zyskiwać na wartości około 1 proc. w 2016 roku i 2 proc. w roku kolejnym.