- Można spodziewać się, że niskie limity cenowe sprawią, że zainteresowani dopłatami w największych miastach będą musieli wybierać w mieszkaniach w blokowiskach z wielkiej płyty, lokalach do remontu i w gorszych lokalizacjach. W tej sytuacji deweloperzy nie powinni spodziewać się zbytniej konkurencji ze strony ofert z rynku wtórnego - ocenił prezes Metrohouse Mariusz Kania.

Jak bowiem wyjaśnił Marcin Krasoń z Home Broker, według poprawek PO "mieszkania z rynku wtórnego mają mieć inne limity cen, kwalifikujące nieruchomość do programu MdM".

- W przypadku rynku pierwotnego jest to 110 proc. średniego wskaźnika odtworzeniowego, dla mieszkań z drugiej ręki ma to być 90 proc. W efekcie na przykład w Warszawie limit dla rynku pierwotnego wynosi 6588,32 zł, a przy tych założeniach na rynku wtórnym będzie to 5390,44 zł - wskazał.

Na początku marca br. rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy, w oparciu o którą realizowany jest program MdM. Przewiduje on pakiet rozwiązań prorodzinnych, w tym ułatwiających kupno mieszkania osobom lub rodzinom z trójką dzieci. W nowelizacji zapisano też możliwość kupna mieszkania od spółdzielni mieszkaniowej. Nowelizacja jest potrzebna, bo okazało się, że głównymi beneficjantami programu MdM w obecnym kształcie są single i małżeństwa bezdzietne.

Podczas parlamentarnych prac nad projektem z inicjatywą, by otrzymanie dofinansowania w ramach MdM było możliwe również dla osób nabywających nieruchomość z rynku wtórnego, wystąpiła posłanka PO Bożena Bukiewicz, przewodnicząca podkomisji nadzwyczajnej powołanej do rozpatrzenia rządowego projektu zmian w ustawie o MdM.

- Po to, aby młodzi mieli szerszą ofertę zakupu mieszkań, postanowiliśmy rozszerzyć program na rynek wtórny - mówiła, prezentując poprawkę.

- Trzeba przyznać, iż nagła zmiana stanowiska przedstawicieli PO jest zastanawiająca. Od samego początku prac nad programem słyszeliśmy bowiem jednoznaczne stanowisko, iż będzie on wspierał tylko i wyłącznie rynek pierwotny. Nie pomagały liczne opinie ekspertów wskazujące, iż taka konstrukcja wyklucza z góry ogromną rzeszę potencjalnych beneficjentów. Nie mogą oni skorzystać ze wsparcia państwa w nabyciu pierwszego mieszkania z tego prostego powodu, iż w ich miejscowościach deweloperzy nie wznoszą nowych budynków - skomentował Jarosław Skoczeń z Grupy Emmerson.

- Dopuszczenie rynku wtórnego do udziału w programie należy z perspektywy potencjalnych beneficjantów ocenić jako krok w dobrym kierunku. Dzięki temu stanie się on dostępny także dla mieszkańców mniejszych miejscowości - dodał.

Podobną opinię wyraził Marcin Krasoń z Home Broker.

- To bardzo istotna zmiana, bo daje szansę na dopłaty osobom kupującym nieruchomości w miejscowościach, gdzie deweloperzy ani spółdzielnie nie budują. Ich działalność koncentruje się bowiem w dużych miastach, a w wielu miejscowościach rynek mieszkań to tylko nieruchomości z drugiej ręki. Budownictwo w nich opiera się na inwestycjach realizowanych przez osoby fizyczne na własny użytek (budownictwo indywidualne), a ktoś taki nie jest uprawiony do skorzystania z dopłat MdM, a jedynie może liczyć na zwrot VAT za materiały budowlane, a to i tak tylko jeśli buduje dom o powierzchni do 100 mkw. (110 mkw. dla rodzin wielodzietnych) - mówił.

Zdaniem Krasonia, to przegrane wybory prezydenckie sprawiły, że rząd w trybie natychmiastowym zajął się kwestią mieszkalnictwa dla młodych ludzi. - Pojawił się całkowicie nowy pomysł, który może zrewolucjonizować program MdM - przyznał.

Z wyliczeń agencji Metrohouse wynika, że wiele mieszkań z rynku wtórnego mogłoby zakwalifikować się do dopłat, jeśli program rozszerzono by również o mieszkania z drugiej ręki.

- Z opracowania wynika, że włączenie rynku wtórnego do programu poprawi sytuację potencjalnych beneficjentów programu w mniejszych miastach - stwierdził prezes Metrohouse Mariusz Kania.

- Największe szanse na zakup mieszkania z rynku wtórnego z dopłatami w ramach MdM potencjalnie byłyby najwyższe w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie aż 60 proc. mieszkań, będących obecnie w sprzedaży, kwalifikuje się do dopłat. W dobrej sytuacji są też osoby planujące zakup swojego pierwszego mieszkania w Olsztynie (50 proc.), Łodzi (47 proc.), Zielonej Górze (44 proc.) i Katowicach (41 proc.). Dość duży wybór takich mieszkań jest też w Kielcach, Bydgoszczy i Toruniu - dodał. 

CZYTAJ TEŻ: Deweloperzy budują aż huczy. Spółdzielnie mieszkaniowe budzą się ze snu >>>