Niezwykle malunki na starych meblach – to trwały trend czy tylko chwilowa moda?
To zajęcie ponadczasowe, bo daje możliwość wykorzystania różnorakich wzorów – w zależności od panujących trendów, gustów. I to niezależnie od czasów. Poza tym starych, niechcianych mebli jest coraz więcej, a i świadomość ekologiczna rośnie – myślę, że coraz więcej osób będzie się decydowało na odnawianie staroci zamiast kupowania nowych rzeczy. Mam też w tym temacie wielkie nadzieje.

Recykling i malowanie artystyczne mebli wpisują się też w rosnący obecnie ruch Zero Waste.
Jestem fanką takich trendów – warto wykorzystać to, co już jest. Szczególnie jeśli ma swoją wieloletnią historię. Dla mnie na tym właśnie polega największe piękno starych mebli, które maluję – opowiadają mi swoją historię podczas zdzierania lakieru, odnawiania i malowania. Każdy egzemplarz jest wyjątkowy. Każdy ma duszę. Każdy przetrwał po kilkadziesiąt, a czasem i więcej, lat.

Kiedy dokładnie się to u Pani zaczęło?
W 2014 roku. Malowałam wtedy dużo po przedmiotach użytkowych: drewnianych pudełkach, biżuterii, ubraniach. Pewnego razu kupiłam szkatułkę w kształcie miniaturowej komody. Pomalowałam ją bardzo kolorowo: każda szufladka, każda ścianka zyskała zupełnie inny wzór. Po czym zabrałam na imprezę, na której sprzedawałam swoje wyroby rękodzielnicze. Zobaczyli ją znajomi i szybko poprosili, żebym w podobny sposób pomalowała dla nich komodę naturalnych rozmiarów. Efekt tak im się podobał, że postanowili otworzyć firmę i pomóc mi rozkręcić działalność. Wspólnie pracowaliśmy przez dwa lata, tworząc markę ręcznie malowanych mebli Art PoPo. Wkrótce dołączyli do nas i inni twórcy.

Dziś Art PoPo jest w rękach warszawskiej galerii officyna art & design…
… a ja wciąż realizuję zamówienia.

I idzie Pani nadal pod prąd – dlaczego?
Nie, nie wynika to z potrzeby buntu (śmiech). Raczej z potrzeby bycia szczerą wobec siebie i świata. Kocham mocne kolory, abstrakcyjne wzory, daleka jestem od sztuki tradycyjnej i tej współcześnie popularnej – mimo że z pasją obie poznaję i obie są dla mnie inspiracją. Ale nigdy nie chciałam w swojej twórczości naśladować rzeczywistości, raczej tworzyć nowe światy.

I skąd tendencja do mocnych kolorów?
Chcę wprowadzać do domów kolory, których w naszej codzienności jest zdecydowanie za mało. Kiedy żyjemy w mieście otacza nas szary beton, który – jak powiedział pewien architekt – działa podobnie jak klimat więziennej celi. Mi osobiście kojarzy się z brakiem wyobraźni i kreatywności. W polskich domach jest niewiele lepiej: w trendach wnętrzarskich królują biel, drewno i beton. Dla mnie to nie jest przyjazna przestrzeń do życia. Innymi słowy: do codziennej radości potrzebujemy kolorów, o czym nie pamiętamy, a potrafią nam o tym przypomnieć chyba tylko dzieci.

"Kolor ma moc!" to więc Pani motto?
Absolutnie! Obcowanie z żywo kolorowymi przedmiotami w przestrzeni codzienności, to wartość dodana, która zmienia nasze nastawienie do wszystkiego: dodaje energii, entuzjazmu, radości życia, także uwrażliwia. To podstawowe walory sztuki jako takiej. Moje kolorowe meble to właśnie te elementy przestrzeni, które wnoszą do niej radość bycia.

Tyle, że jedni wybierają do tego geometryczne wzory, inni wzory np. z tatuaży. A co dla Pani jest inspiracją?
Wszystko, czego naoglądałam się w muzeach, galerach, Internecie... Wszystko, co przeczytałam, poczułam. Doświadczenie codzienności to chyba najmocniejsza inspiracja. Bo tworzenie wypływa z emocji, a na te wpływa najmocniej wielorakość naszego codziennego doświadczenia.

Ale w zależności od motywu, źródła inspiracji mogą być inne.
Zgoda. Moje dżunglowe, liściaste projekty to efekt tęsknoty za lasem, świeżą zielenią, kiedy żyję w mieście albo jest zima. Wielokolorowe projekty wynikają z kolei z potrzeby wpuszczenia koloru do szarego, miejskiego otoczenia. W ogóle jeśli chodzi o nurty w sztuce, to najbardziej inspirują mnie surrealizm, zentangle oraz współczesna sztuka psychodeliczna, która w Polsce jeszcze nie bardzo istnieje.
Z pasją tworzę też mandalowe meble i obrazy, zainspirowana sztuką dalekiego i bliskiego wschodu, estetyką słowiańską, jak również tą z Ameryki Południowej. Te rejony to prawdziwa kopalnia wzornictwa – sztukę tych rejonów ostatnio czuję najmocniej.