Ucieczkę Polaków z aglomeracji częściowo tłumaczy sytuacja na rynku nieruchomości, a zwłaszcza absurdalnie wysokie ceny mieszkań w dużych miastach. Przez ostatnie trzy lata poszybowały one tak wysoko, że za 50-metrowe mieszkanie w centrum Warszawy trzeba zapłacić nawet 400 – 600 tys. zł. Dziś po prostu opłaca się budować dom. I to nie tylko wtedy, gdy robimy to na własną rękę.

Za cenę 80-metrowego mieszkania można wybudować dom, w którym standard jest znacznie wyższy niż w budynkach wielorodzinnych. Cena za metr kwadratowy domu to 2500 – 3500 zł. Za nią mieszkania kupić się nie da nawet w średniej wielkości mieście. Nie dziwi więc, że spośród tych, którzy w najbliższym roku planują zakup nieruchomości, 38 proc. chce nabyć dom, a 58 proc. mieszkanie. Za trzy lata zainteresowanie domami ma jednak wzrosnąć do 64 proc., a mieszkaniami spaść do 32 proc. Tak wynika z badań „Rynek mieszkaniowy 2007. Popyt i preferencje nabywców” przeprowadzonych przez spółkę Nowy Adres. Według Pawła Grząbki, prezesa firmy doradczej CEE Property Group, mocną pozycję domów widać po stabilizacji lub wzroście ich wartości, podobnie jak działek, których ceny rosną nawet o 18 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Z kolei Witold Gnoiński, członek rady nadzorczej spółki deweloperskiej JW Construction, zwraca uwagę, że Polacy wbrew obiegowym opiniom nie boją się mieszkać na obrzeżach miast, stąd ich duże zainteresowanie domami, ale też tańszymi mieszkaniami zlokalizowanymi poza centralnymi dzielnicami aglomeracji. Gnoiński nie wyklucza też, że deweloperzy, widząc chęć Polaków do życia poza ścisłym centrum miast, pokuszą się o budowanie osiedli domków jednorodzinnych. Warunek jest jeden – by takie inwestycje wypaliły, ceny muszą być bardzo atrakcyjne, a o to bardzo trudno z uwagi na drożejące grunty budowlane, których wokół wielkich miast jest mało.

Polscy konsumenci podążają za bogatymi społeczeństwami Wielkiej Brytanii i Niemiec, gdzie 20 proc. obywateli mieszka we własnych domach. Deklaracje wyboru miejsca zamieszkania na przedmieściach wynikają zdaniem socjologów z miejsca urodzenia obecnych mieszkańców dużych aglomeracji. Obecnie aż jedna trzecia to ludność napływowa, właśnie z małych i średnich miejscowości.