Na pierwszy rzut oka sytuacja wyglądać powinna tak: w skutek usztywnienia procedur kredytowych przez banki oraz obowiązku posiadania wkładu własnego wiele osób, które przymierzało się do kupienia własnego M traci zdolność kredytową.

W rezultacie popyt na mieszkania zmniejsza się. W wielu przypadkach jedyna alternatywą dla takich ludzi jest przeczekanie trudnego okresu w wynajmowanym mieszkaniu. Zainteresowanie tym segmentem zaczyna się zwiększać, natomiast podaż pozostaje na podobnym poziomie. Dzięki temu właściciele mogą podnieść ceny, a i tak chętnych nie zabraknie.

Podwyżek nie będzie

To najprostszy scenariusz konsekwencji kryzysu na rynku mieszkaniowym i kredytowym. Jednak, jak zapewniają specjaliści jest bardzo prawdopodobne, że ceny najmu mieszkań wcale nie pójdą znacznie w górę.

"Największe wzrosty cen wynajmu przypadły na okres wakacyjny i są już za nami" - mówi Marcin Jańczuk z agencji Metrohouse i dodaje: "W tej chwili, mimo niezbyt ciekawej sytuacji na rynku kredytów nie widać zwiększonego ruchu w wynajmie. Podwyżki cen są możliwe tylko w perspektywie długoterminowej."

Jego zdaniem wiele osób, które mają oszczędności lub inwestują je w innych dziedzinach rynku będą chciały skorzystać z obniżek cen i kupić nieruchomość w atrakcyjnej cenie. Większość z nich pewnie trafi na rynek najmu. Jednak z drugiej strony osoby, które w tej chwili wynajmują lokum, kiedy nadarzy się atrakcyjna oferta będą woleli je sprzedać niż czekać na wyjście mieszkaniówki z kryzysu. "W takich momentach podaż może zostać zachwiana" - uważa Marcin Jańczuk.

A może jednak czynsze spadną

A są i tacy, którzy spodziewają się spadku cen wynajmu. Michał Macierzyński z portalu Bankier.pl prognozuje: "Większy popyt przy niskiej podaży - zgodnie z regułami ekonomii - powinien prowadzić do wzrostu cen. Zasada ta jest oczywiście poprawna, co widać zresztą po bardzo wysokich obecnie cenach najmu. Pamiętajmy jednak, że spadek cen nieruchomości doprowadzi do dużego wzrostu podaży wolnych mieszkań, a co za tym idzie, do spadku cen za wynajem. Zadziała prawo popytu i podaży" - przewiduje Macierzyński i dodaje: "Kryzys na rynku kredytowym, połączony z gorszą koniunkturą sprawia, że poza cenami nieruchomości, spadają też ceny za wynajem. To efekt powrotu na rynek znacznej części mieszkań, na które nie znajdzie się kupiec."

Nie będzie tak źle

Jak wiadomo ceny wynajmu ściśle związane są z cenami mieszkań. Warto więc wiedzieć ile może potrwać kryzys.

"Spodziewamy się, że w ciągu dwunastu miesięcy popyt na mieszkania spadnie o około 20 proc., a ceny mieszkań o około 10 proc. Przy czym największy spadek popytu jest oczekiwany przez nas w końcówce roku, a największy spadek cen w I połowie przyszłego roku (a więc z pewnym opóźnieniem do spadającego popytu). Otrzymujemy także sygnały o ożywieniu popytu inwestycyjnego. Inwestorzy, którzy wycofują środki z giełdy, a nie ufają już bankom, traktują właśnie nieruchomości jako safe-heaven, ze względu na gwarancję własności. Oczekujemy, że popyt inwestycyjny będzie wsparciem dla rynku mieszkaniowego zwłaszcza wobec oczekiwanego wzrostu rentowności z inwestycji pod wynajem" - prognozuje Emil Szweda, analityk z Open Finanse.