Pośrednicy zgodnie twierdzą, że największą w tej chwili grupą klientów są osoby z grubym portfelem. Klienci poszukujący mieszkań w tzw. standardzie popularnym praktycznie przestali uczestniczyć w transakcjach. – Po prostu oferta nie odpowiada oczekiwaniom takich klientów – mówi Marcin Jańczuk z agencji Polanowscy Nieruchomości. – Najtańsze mieszkania mają zazwyczaj mankamenty. Są położone w słabo skomunikowanych dzielnicach, a ich standard jest niski. Dlatego nie znajdują chętnych – dodaje.

Z opinią Marcina Jańczuka zgadza się Piotr Krupa. – Ruch w segmencie popularnym praktycznie zanikł – mówi. I dodaje: – Jedyne mieszkania jakie się sprzedają to apartamenty.

Specjaliści z Polanowscy Nieruchomości twierdzą, że popyt na luksusowe nieruchomości oraz mieszkania o podwyższonym standardzie wynika paradoksalnie z wciąż stosunkowo małej grupy osób, którą stać na bardzo drogie lokale. A teraz można przebierać w ofertach i jednocześnie negocjować ceny. – Od dawna na rynku nie było takiej podaży – mówi Marcin Jańczuk. Dlatego w tej chwili sprzedają się mieszkania w najdroższych lokalizacjach. – Najbardziej rozchwytywane są lokale w Śródmieściu – mówi Piotr Krupa. – Nie brakuje też chętnych na nieruchomości przy Trakcie Królewskim, gdzie poszukiwane są dwustumetrowe apartamenty w kamienicach.

Marcin Jańczuk dorzuca jeszcze Wilanów, gdzie za mieszkanie w wysokim standardzie trzeba zapłacić około 9-10 tys. zł. Nadal popularna jest Wola i to bez znaczenia, czy mieszkanie jest stare czy nowe. Bezkonkurencyjny jak zawsze jest Mokotów. Coraz więcej zwolenników ma również Targówek, choć tam apartamentów klasy lux raczej nie znajdziemy.

Według Marcina Jańczuka szansa w uzyskaniu upustów nie jest motywowana chęcią późniejszej odsprzedaży z zyskiem. – Czas inwestorów już się skończył. W tej chwili doszło do sytuacji, w której rynek pierwotny zaczyna konkurować z wtórnym. A w takich okolicznościach rozpoczyna się bardzo korzystna dla klientów walka cenowa – ocenia sytuację na rynku Marcin Jańczuk.