A wiele wskazuje, że to dopiero początek. Część specjalistów twierdzi, że trwały trend wzrostowy marż jest nieunikniony, bo nasze banki będą się starały wyrównać relatywnie niskie krajowe stawki z obowiązującymi w innych krajach, a w wielu za kredyt płaci się powyżej 3 pkt proc. Ze statystyk EBC wynika jednak, że marże obowiązujące w polskich bankach mieszczą się w środku stawki banków ze strefy euro.

Na wzrost marż wpływać będzie z pewnością pogarszająca się sytuacja makroekonomiczna. – O wysokości marż decyduje m.in. stopień ryzyka, jaki bank kalkuluje w momencie pożyczania pieniędzy. Jeżeli prognozuje pogorszenie się sytuacji na rynku pracy, wlicza to ryzyko w wysokość swojej marży – podkreśla Michał Krajkowski, główny analityk Domu Kredytowego Notus. A zdaniem ekonomistów czeka nas kilka kwartałów z wysokim bezrobociem i banki boją się wzrostu liczby klientów niespłacających zobowiązań.

O wzroście cen kredytów hipotecznych decydować będzie też zmiana sposobu finansowania. Większość polskich banków znajduje się w rękach zagranicznych spółek matek. Do niedawna miały ułatwiony dostęp do pieniędzy. – Budowały portfel hipoteczny w oparciu o tanie pożyczki od właścicieli – mówi Tomasz Bursa z Ipopema Securities. Ale to źródełko od dłuższego czasu wysycha i trzeba szukać innego. Może to być np. emisja listów zastawnych, co jest jednak droższe niż pożyczka od spółki matki.

Zdaniem ekspertów banki mogą przerzucić koszty na klientów pośrednio, oferując im inne wysokomarżowe produkty finansowe. Tu jednak możliwości są ograniczone. – Banki mogą je sprzedać tylko w momencie podpisywania umowy kredytowej – uważa Agnieszka Nierodka z Fundacji na rzecz Kredytu Hipotecznego. Na razie nie odczuwamy rosnących marż, bo z nawiązką są one rekompensowane spadkiem stóp procentowych.