Co gorsza, analitycy przewidują, że w przyszłym roku średni czas od wprowadzenia oferty na rynek do podpisania umowy przedwstępnej jeszcze się wydłuży. Będzie to efektem mniejszej dostępności kredytów, spowodowanej m.in. wejściem w życiem nowelizacji rekomendacji S. Od stycznia przyszłego roku banki, zgodnie z wytycznymi Komisji Nadzoru Bankowego, będą musiały wyliczać zdolność kredytową klientów tylko do 25 lat, a nie tak jak obecnie do 30 czy nawet 40 lat.

– To spowoduje, że liczba transakcji na rynku nieruchomości spadnie o 5 – 7 proc., bo wiele osób zamierzających kupić mieszkanie nie dostanie kredytu – mówi Bartosz Turek z Home Broker.

Najbardziej odbije się to właśnie na rynku wtórnym, który jest znacznie bardziej usztywniony niż pierwotny. Właściciele mieszkań i domów mniej są skłonni do negocjacji i obniżek, bo nie są w stanie zaakceptować spadku cen na rynku. Za to deweloperzy, doświadczeni załamaniem sprzedaży po 2008 roku, gotowi są do dużych rabatów, nawet kosztem zmniejszenia swojej marży. Klienci chętniej je kupują, bo wolą lokale nowe, wykończone według własnych gustów, często z niższymi czynszami i bez prowizji pośredników.

Z danych NBP oraz raportu firmy analitycznej Reas wynika, że średnie ceny nieruchomości w ciągu ostatnich trzech lat spadły o blisko 15 proc., z czego aż o 4,7 proc. w tym roku. Jedno jest pewne: przy tak dużej nadpodaży nowych mieszkań rynek wtórny musi pogodzić się z dalszą korektą. Zdaniem przedstawicieli Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości obecne ceny są w dalszym ciągu zawyżone o ok. 20 proc.