Wyraźnie spada liczba podpisywanych aktów notarialnych. Coraz więcej notariuszy płaci zaledwie minimalne składki do swych izb, bo spadają im obroty. To pierwsze dowody na to, że recesja uderza po kieszeni również rejentów.

– Są dwie przyczyny takiego spadku. Zakończyła się akcja masowego wykupu mieszkań spółdzielczych za złotówkę. Drugą przyczyną jest recesja na rynku obrotu nieruchomościami – ocenia Jacek Przetocki, notariusz z Chełma, wiceprezes Stowarzyszenia Notariuszy RP.

Sytuacja może się pogorszyć, bo w 2012 r. na rynek wejdzie prawie tysiąc osób, które dostały się na aplikację notarialną. Liczba notariuszy wzrośnie więc o jedną trzecią, zamiast dzisiejszych dwóch tysięcy będziemy mieć trzy tysiące rejentów.

Dlatego już dziś wielu aplikantów zadaje sobie pytanie, czy będą w stanie sami utrzymać się na rynku.

– W stolicy jest już ciasno. Patrzymy, co będzie dalej. Rzeczywiście notujemy spadek liczby aktów. Mój patron ratuje się dokonywaniem czynności wyjazdowych – wyznaje aplikant notarialny.

Tych obaw nie podziela Ministerstwo Sprawiedliwości.

– W niedalekiej przyszłości możemy spodziewać się wzrostu liczby aktów prawnych. Stanie się tak, jeśli prezydent podpisze ustawę o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego – mówi Krzysztof Kwiatkowski, minister sprawiedliwości.

Ustawa ta wprowadza definicję umowy deweloperskiej oraz zasadę, że ma być ona zawierana w formie aktu notarialnego.

– Wejście w życie tych przepisów zapewne wpłynie na ponowne zwiększenie liczby aktów – podkreśla minister.


Niższe obroty

Malejące obroty kancelarii widać po rosnącej liczbie notariuszy płacących minimalne składki samorządowe. Przykładowo w izbie krakowskiej jest ich już ok. 40 proc. W 2009 r. było ich 22 proc., w 2010 r. – już 33 proc.

– Szacuję, że w Warszawie jest to ok. 50 proc. Ta najniższa składka miesięczna wynosi obecnie 700 zł i płatna jest przy obrocie miesięcznym kancelarii ok. 28 tys. zł. Obrót na tym poziomie nie pozwala praktycznie utrzymać kancelarii w stolicy – przyznaje Robert Dor z Rady Izby Notarialnej w Warszawie.

Szacuje, że około 30 proc. kancelarii warszawskich ma przychody na takim poziomie, że starcza to ledwie na pokrycie kosztów ich funkcjonowania. A koszty utrzymania kancelarii w dużym mieście to najem lokalu (ok. 10 tys. zł), zatrudnienie pracowników, aplikantów, koszty funkcjonowania biura.

Przyczyny zastoju

Notariusze notują spadek transakcji kupna sprzedaży nieruchomości.

– Ludziom się wydaje, że jak na rynku są problemy, to trudniej jest prowadzić biznes tylko przedsiębiorcom. A prawda jest taka, że jak na rynku się nie kręci, to i u nas się nie kręci. Przecież notariusze nie są samotną wyspą – uważa Robert Dor.

Według ministra sprawiedliwości spadek liczby aktów notarialnych nie ma nic wspólnego z kryzysem. Po prostu skończyły się dobre czasy wykupu mieszkań spółdzielczych za złotówkę.

Sytuacji nie poprawiają też nowo wprowadzane czynności notarialne. – To nie są czynności dochodowe, które byłyby w stanie utrzymać kancelarię – przyznaje Robert Dor. Ma na myśli niedawno wprowadzone akty poświadczenia dziedziczenia, które kosztują ok. 200 – 300 zł. Notariat patrzy też z niepokojem na otwarcie rynku notarialnego. Rejentami chcą być zarówno osoby z innych zawodów prawniczych, jak i nowo przyjęci aplikanci.

– Zainteresowanie to wiąże się także z tym, iż wykonywanie zawodu notariusza niesie ze sobą walory finansowe – twierdzi Krzysztof Kwiatkowski.

Rejenci mają na ten temat inne zdanie.

Otwarcie zawodu

– Na rynku jest za mało pracy, aby ci wszyscy notariusze byli w stanie utrzymać swoje kancelarie. Wzrostowi liczby notariuszy nie towarzyszy wzrost liczby czynności notarialnych – ocenia Robert Dor.

Jego zdaniem minister sprawiedliwości przy prowadzeniu polityki kadrowej w notariacie nie bierze pod uwagę planu rozmieszczenia kancelarii notarialnych. Potem okazuje się, że na jakiejś ulicy jest obok siebie kilka kancelarii, a gdzie indziej nie ma ich w ogóle.

Problemem jest też obniżka wynagrodzeń notariuszy. Według notariuszy od 1990 roku taksa zawsze spadała.


– Kulminacją była obniżka prawie o połowę tuż przed wyborami w roku 2007. Wówczas problem kancelarii notarialnych został złagodzony m.in. akcją przewłaszczeń mieszkań spółdzielczych, która obecnie się kończy – uważa Dor.

Aby przetrwać gorsze czasy, wielu rejentów łączy się w spółki. Wtedy koszty działalności są niższe. Wydatki związane z wynajęciem lokalu czy zatrudnieniem personelu dzielone są na wiele osób. Niektórzy notariusze decydują się na pogoń za klientem, jeżdżą po całej Polsce, aby zawierać akty notarialne. Robią tak, mimo że wiedzą, iż dokonywanie czynności wyjazdowych bez uzasadnienia grozi odpowiedzialnością dyscyplinarną.

– To wszystko pokazuje, iż notariat doszedł do ściany – podkreśla Robert Dor.

Jego zdaniem liczba notariuszy, drastyczny spadek liczby dokonywanych czynności, wzrost liczby rejentów, a nie jakości ich usług, budzą obawę o przyszłość tego zawodu jako gwaranta bezpieczeństwa obrotu prawnego, zabezpieczenia słusznych praw wszystkich stron stosunków prawnych, a w tym stron słabszych.

Polskie przepisy nie zapewniają notariatowi właściwej ochrony

Trudno o jednoznaczną diagnozę przyczyn spadku liczby aktów notarialnych. Można zaryzykować stwierdzenie, że maleje przede wszystkim obrót nieruchomościami. Najważniejszą przyczyną jest to, że Polacy kupują nieruchomości głównie na kredyt, a jest o niego znacznie trudniej niż jeszcze niedawno. Wymagania banków stały się ostrzejsze. Spadkowi liczby aktów nie towarzyszy wzrost wartości transakcji.

Malejące obroty kancelarii widać choćby po rosnącej liczbie notariuszy płacących minimalne składki samorządowe. We wszystkich europejskich krajach z notariatem podobnym do naszego władze wiedzą, że nie jest to instytucja klasycznie wolnorynkowa. Zakres czynności notariatu jest zamknięty, a wynagrodzenie ograniczone w sposób urzędowy – w Polsce za pomocą stawek maksymalnych. Dlatego też inne państwa zastrzegają sobie realny wpływ na liczbę kancelarii oraz ich rozmieszczenie.

Polska jest jedynym krajem, w którym państwo nie ma realnego wpływu na liczbę kancelarii. Wzrasta natomiast odpowiedzialność notariuszy i zakres obowiązków pozanotarialnych, np. związanych z nieodpłatnym poborem danin publicznych.