– Możemy mówić o strukturalnym niedoborze, gdyż liczba mieszkań jest o 8 proc. niższa niż liczba gospodarstw domowych – komentuje Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.

Sytuacja jest gorsza niż w 1988 r., gdy bez własnego mieszkania było 5 proc. rodzin, czyli na rynku brakowało wówczas ok. 600 tys. mieszkań. Od tego czasu liczba gospodarstw domowych zwiększyła się o prawie 2,5 mln, bo rodziny zakładały osoby z pokolenia boomu demograficznego, czyli urodzone w latach 80. ubiegłego wieku. W tym samym czasie liczba mieszkań zwiększyła się tylko o 2 mln.

Zdaniem ekspertów tak ogromne braki na rynku są dla deweloperów i banków gwarancją, że w najbliższym czasie popyt na mieszkania i kredyty mieszkaniowe będzie się utrzymywał na wysokim poziomie (w tym roku banki udzielą kredytów o wartości ok. 38 mld zł). Jednak proporcje między liczbą mieszkań na rynku i potencjalnym popytem będą się poprawiać.

Nie będzie to zasługą silnego wzrostu w naszym budownictwie i dużej liczby nowych mieszkań, ale spadku liczby gospodarstw domowych. Nowe roczniki, które wchodzą na rynek pracy i będą zakładać rodziny, są coraz mniej liczne. Przy utrzymaniu obecnego tempa budownictwa mieszkaniowego (budowa ok. 130 tys. mieszkań rocznie) za 10 lat liczba gospodarstw domowych i mieszkań w Polsce powinny się zrównać na poziomie ok. 14,8 mln.