Ponad 230 mln zł dopłacił w ubiegłym roku urząd miejski w Warszawie do stołecznych czynszówek. Szczecin i Gdańsk wydały na ten cel po kilkanaście milionów. Łącznie na utrzymanie 1,1 mln mieszkań komunalnych w Polsce samorządy, czyli de facto podatnicy, łożą co roku około miliarda złotych. A lokatorzy takich mieszkań są dodatkowo zadłużeni na kolejny miliard. W samej stolicy to 200 mln złotych. Często nie płacą nie dlatego, że nie mogą, ale dlatego że nie chcą. Wiedzą, że nic nie można im zrobić.

Liberalizacją systemu ochrony lokatorów, do której założenia przygotowało Ministerstwo Infrastruktury, już w najbliższy czwartek zajmie się Komitet Stały Rady Ministrów. – Jeżeli projekt przejdzie bez uwag, postaramy się, by w przyszłym tygodniu przyjął go rząd – mówi wiceminister infrastruktury Piotr Styczeń. Nowe przepisy rozwiążą jednak tylko część problemu. Wprowadzą m.in. czasowe umowy na wynajem, ograniczą dziedziczenie lokali i zwolnią samorządy z obowiązku przydzielania mieszkań zastępczych eksmitowanym osobom. Wszystko to ma z biegiem czasu pozwolić zracjonalizować wydatki na czynszówki.

Gminy będą miały więcej swobody w decydowaniu o tym, kto zajmuje lokal komunalny, ile za niego płaci i jak często będą weryfikowane dochody takiej osoby. – Dziś problem nie polega na tym, że dopłacamy do czynszówek, lecz na tym, że pieniądze trafiają nie do tych, którzy ich rzeczywiście potrzebują – przyznaje Tomasz Krettek z biura polityki mieszkaniowej Warszawy. Miasto od trzech lat próbuje sprawdzić, kto mieszka w lokalach komunalnych. Wyniki analiz są zatrważające: co najmniej 30 proc. lokali zajmują ludzie, których stać na zakup mieszkania lub jego wynajem po stawkach rynkowych. I zdarza się, że podnajmują lokale komunalne, czerpiąc zyski z tego procederu.

– Kilkaset mieszkań udało nam się odzyskać, ale to, co odkryliśmy, jest wierzchołkiem góry lodowej – twierdzi Krettek. Do patologii zachęcają ogromne różnice w cenach najmu: za lokal komunalny w centrum Warszawy płaci się 6,5 – 7 zł za 1 mkw. Za podobny na wolnym rynku nawet sześć razy więcej.

Zdaniem ekspertów państwo w ogóle nie powinno mieszać się do finansowania mieszkań komunalnych. Lepiej byłoby, gdyby gminy miały dowolność w gospodarowaniu zasobami, łącznie z ich sprzedażą. – Bardziej opłacałoby się im pozbyć wszystkich mieszkań, a potrzebującym wynajmować lokale na wolnym rynku – uważa Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. Gminy dokładniej weryfikowałyby tych, którym wynajmują mieszkanie, więc byłoby mniej nadużyć. Na rynku pojawiłoby się za jednym zamachem kilkaset tysięcy mieszkań na sprzedaż, co automatycznie przełożyłoby się na spadek cen nieruchomości, może nawet o kilkadziesiąt procent. Nie wspominając o tym, że komunalne zgliszcza pod ręką prywatnych właścicieli odzyskałyby dawny blask.


W większości zachodnich krajów pojęcie mieszkania komunalnego praktycznie nie istnieje. Dla najbiedniejszych obywateli gminy wynajmują mieszkania albo wypłacają im zasiłki mieszkaniowe. To pozbawia samorządy problemu z remontami lokali i ogranicza liczbę naciągaczy. W Poslce od ponad dwudziestu lat obowiązuje system, w którym raz przyznane mieszkania komunalne zostaje w rodzinie praktycznie na zawsze. Teraz ma się to zmienić.

Urealnienie opłat czynszowych i ułatwienie gminom eksmisji na bruk – to tylko niektóre z zapisów nowej ustawy o ochronie praw lokatorów, którą już w przyszłym tygodniu ma się zająć rząd. Autor ustawy, czyli resort infrastruktury, ma nadzieję, że nowe przepisy z czasem przyczynią się do poprawy jakości mieszkań komunalnych w Polsce i racjonalizacji wydatków samorządów na utrzymanie czynszówek. Co dokładnie się zmieni?

1 Koniec dożywocia. Zmiany kładą kres dożywotniemu wynajmowaniu mieszkań komunalnych. Projekt zakłada, że umowy będą podpisywane na maksymalnie kilka lat. Gdy termin minie, najemca będzie musiał złożyć nowy wniosek, a urzędnicy, zanim podejmą decyzję, będą musieli sprawdzić jego sytuację materialną. – Chodzi o to, by z lokali komunalnych korzystali tylko ci, których nie stać na zakup mieszkania u dewelopera czy wynajem na wolnym rynku – mówi Zdzisław Żydak z Ministerstwa Infrastruktury i jeden z autorów ustawy.

2 Nie będzie dziedziczenia. Mieszkań komunalnych nie będzie można też automatycznie dziedziczyć. Najbliżsi, czyli np. dzieci czy współmałżonkowie, będą musieli w ciągu trzech miesięcy od śmierci najemcy złożyć wniosek o zawarcie nowej umowy najmu. Jeśli tego nie zrobią, pożegnają się z lokalem, bo ich roszczenie o zawarcie umowy wygaśnie z mocy prawa. Jeśli zaś zdążą, miasto będzie musiało w ciągu pół roku odpowiedzieć na ich wniosek. Urzędnicy mogą jednak przyznać im lokal mniejszy lub w innej lokalizacji.

3 Urealnione czynsze. Nowa ustawa zobowiązuje też gminy do urealnienia opłat czynszowych. Miesięczne opłaty będą musiały wystarczyć na pokrycie kosztów bieżącej eksploatacji i niezbędne prace konserwatorsko-remontowe. We wszystkich wypadkach oznacza to podwyżki czynszów. Przedstawiciele gmin zapewniają jednak, że nie będą drastyczne, bo w wielu miastach czynsze w ostatnich latach już wzrosły: np. w centrum Warszawy z 2 do 6,5 zł. O podwyżkach nie mówią także władze Krakowa, Wrocławia i Poznania. Za to korektę cen już zapowiedział Gdańsk. Nowa stawka ma wynieść 10,20 zł za metr kwadratowy.

4 Eksmisje na bruk. Nowa ustawa ma zwolnić samorządy z obowiązku zapewnienia lokalu zastępczego. Dziś trzeba to zrobić np. kobietom w ciąży, samotnym matkom, osobom starszym i chorym albo wychowankom domów dziecka. Po wejściu w życie nowej ustawy gminy nie będą musiały zapewniać lokalu z automatu. O tym, czy faktycznie taki lokal się należy, zadecyduje sąd.

5 Koniec zasiłków dla właścicieli. Kolejną, budzącą największe kontrowersje, zmianą są ograniczenia w przyznawaniu zasiłków mieszkaniowych. Zgodnie z nowymi przepisami prawo do dodatków będą mieli tylko lokatorzy mieszkań. To oznacza, że właściciele mieszkań spółdzielczych czy własnościowych, którzy wykupili je z bonifikatą, a teraz mają problemy finansowe, utracą prawa do dodatków. Rząd sugeruje, że mogą oni sprzedać swoje mieszkanie i kupić mniejsze albo zaciągnąć kredyt na tzw. odwróconą hipotekę.

Nowe przepisy nie oznaczają jednak rewolucji, bo nawet jeśli wejdą w życie, nie obejmą tych, którzy mają już podpisane umowy najmu. Pierwsze efekty będzie można dostrzec dopiero za kilka lat.